We wrześniu, Agencja Ochrony Środowiska Stanów Zjednoczonych (EPA) ujawniła, że Volkswagen instalował w samochodach osobowych z silnikiem 2.0 TDI oprogramowanie, które miało na celu ukrycie rzeczywistego poziomu emisji spalin, podczas testów przeprowadzonych przez EPA. Według agencji, samochody niemieckiego koncernu przekraczały przewidziane normy emisji nawet czterdziestokrotnie.

Badanie przeprowadzone przez amerykańskich naukowców miało na celu oszacowanie, jakie skutki dla środowiska mogło mieć ukrywanie rzeczywistego poziomu emisji spalin. Oszacowali oni, że tylko w Stanach Zjednoczonych skandal emisyjny może doprowadzić do przedwczesnej śmierci 59 Amerykanów. Jeśli do końca przyszłego roku Volkswagen wezwie do warsztatów wszystkie wadliwe auta, to prawdopodobnie uda się zapobiec kolejnym 130 zgonom – czytamy w periodyku Environmental Research Letters.

„Trudno oszacować ile osób rzeczywiście zwróci swoje samochody do warsztatów” – podkreśla Steven Barrett, profesor MIT i główny autor studium. „To kluczowy czynnik”.

Dzięki oszustwu Volkswagena, ok. 482 tys. samochodów z silnikami diesla, zaliczyło testy środowiskowe EPA, choć poziom emitowanych przez nie spalin przekraczał normy nawet czterdziestokrotnie. W badaniu oszacowano, jakie skutki dla środowiska naturalnego USA może mieć nadmierna emisja tlenków azotu przez wadliwe samochody. Pod uwagę wzięto również dane dotyczące gęstości zaludnienia, ruchu oraz zjawisk pogodowych.

>>> Czytaj też: Dlaczego kierowcy wciąż kochają samochody Volkswagena?

Reklama

Volkswagen pracuje obecnie nad rozwiązaniem, które usatysfakcjonuje amerykańskich regulatorów – napisała rzeczniczka koncernu Jeannine Ginivan w e-mailu przesłanym do redakcji Bloomberga. „Nie dysponujemy żadnym harmonogramem ani szczegółami dotyczącymi tego rozwiązania” – podkreśliła. Firma odmówiła również komentarza w sprawie wyników badań amerykańskich naukowców.

Pół miliona wadliwych samochodów Volkswagena w USA może doprowadzić do przedwczesnej śmierci ok. 60 osób, które w innym wypadku mogłyby żyć nawet 10 lat dłużej. Na całym świecie problem dotyczy 11 mln samochodów, z czego większość sprzedawana była w Europie. Ze względu na wysoką gęstość zaludnienia, konsekwencje zdrowotne dla mieszkańców Starego Kontynentu mogą być jeszcze poważniejsze niż w przypadku USA.

Dla porównania, niesławny skandal dotyczący wadliwego zapłonu w samochodach koncernu General Motors mógł doprowadzić do śmierci co najmniej 124 osób. Badania naukowców z MIT i Harvardu pokazują więc, że skandal Volkswagena może być nie tylko najdroższą, ale i najbardziej śmiercionośną aferą motoryzacyjną w historii.