Fala oburzenia spada na Marine Le Pen, szefową Frontu Narodowego za
rusofilstwo. Sęk w tym, że we Francji nie ma praktycznie polityków, nie
będących przyjaciółmi Rosji - pisze dla Dziennika.pl Dominika Cosić.
Nieważne, kto w Paryżu rządzi, dla Rosji ma szczególne przywileje. Trzeba to sobie uświadomić, zanim zaczniemy taki zarzut stawiać Marine Le Pen. To prawda, jest ona sympatyczką prezydenta Putina, jego działań, pochwalała akcesję Krymu i jest w tym od lat konsekwentna. Tajemnicą Poliszynela jest, że jej partia jest finansowana z rosyjskich źródeł. To wszystko Polaków, słusznie, niepokoi. Ale problem jest o wiele poważniejszy - we Francji ze świecą szukać polityków, którzy nie byliby rusofilami.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik.pl
