Nadal spada wartość brytyjskiego funta, który jest najsłabszy od 2010 roku. Dzisiaj za jednego funta trzeba było zapłacić 1,41 dolara.



Analitycy wiążą ten trend z obawami o wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Reklama

Funt stracił rano 1,6 procent wartości względem amerykańskiego dolara. Wcześniej wpływowy burmistrz Londynu, konserwatysta Boris Johnson opowiedział się za Brexitem, czyli odłączeniem się od Unii. Zdaniem ekspertów, miało to wpływ na nastroje inwestorów. Funt traci na wartości od kilku miesięcy. Referendum w sprawie pozostania lub wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej planowane jest na 23 czerwca. Według analityków, do tego momentu rynek będzie obserwował znaczne wahania kursu funta szterlinga.

Zachowanie funta to zapowiedź tendencji, z jakimi będziemy mieć do czynienia do 23 czerwca, czyli do czasu referendum w sprawie Brexitu. Głosowanie będzie do końca niewiadomą, na pewno przełoży się na kondycję funta i na politykę Bank of England (trudno sobie wyobrazić, by BoE podjął jakiekolwiek decyzje w sprawie stóp w pierwszej połowie roku). Deklaracje polityków i wyniki sondaży będą uważnie obserwowane przez Europę, bo wynik referendum ma kolosalne znaczenie nie tylko dla UE.

Londyn jest jednym z głównych beneficjentów współpracy z Unią, i ewentualne odcięcie się od Brukseli może oznaczać przeniesienie się centrum finansowego z City do Frankfurtu. Johnson doskonale zdaje sobie sprawę z takiego ryzyka, a jednak nie chce Unii. Chyba, że ważniejsze od niej są Chiny i Azja, a Europa to tylko balast.

>>> Chiński juan podrożał właśnie najsilniej od ponad dekady, odrabiając częściowo straty do dolara. Czytaj więcej na ten temat

Silniejszy złoty

Kurs EURPLN przy dość dobrych nastrojach inwestycyjnych na rynkach rozpoczyna dzisiejszą sesję od próby zejścia pod lokalne wsparcie na 4,37. Przy chwilowym braku negatywnych impulsów ze strony czynników wewnętrznych, kluczowe w kolejnych dniach pozostaną nastroje inwestycyjne na świecie.

Jeżeli uda się utrzymać poprawę sentymentu widoczną w minionym tygodniu (do czego padły techniczne sygnały w notowaniach kilku indeksów giełdowych), eurozłoty mógłby odnotować dalszą kilkugroszową zniżkę. Wciąż jednak trudno traktować ten ruch jako trwałe odreagowania zmian z początku roku. Minione dni przyniosły póki co jedynie korektę silnej przeceny, jednak nie zaszły zmiany, które pozwoliłyby ocenić, że ryzyka dla sytuacji na globalnych rynkach się istotnie obniżyły. Kondycja gospodarki Chin pozostaje niepewna, a w USA trwają spekulacje o powrocie do recesji. Lokalnie w średnim terminie złotemu wciąż ciążą kwestie takie jak rewizje ratingów (maj, lipiec) i obawy o sytuację fiskalną. W takim otoczeniu nie ma więc warunków, by kurs EURPLN wrócił na niskie poziomy z początku roku.

Kurs EURUSD rozpoczął dzisiejsze notowania od spadku pod 1,11. Ruch ten wpisał się w rozczarowujący wstępny odczyt indeksu PMI dla przemysłu Niemiec. Wskaźnik ten odnotował spadek do poziomu 50,1 pkt – najniższego od 15 miesięcy. Dane te wraz z piątkowym wyższym od prognoz odczytem inflacji CPI z USA za styczeń będą w najbliższym czasie hamować wzrosty eurodolara i prawdopodobnie doprowadzą do przynajmniej przejściowego spadku w okolice 200-sesyjnej średniej ruchomej, która znajduje się obecnie przy 1,1050.

>>> Czytaj też: "Kredyty w obcych walutach są bezpieczne". Jak powstał ten niebezpieczny mit?