Na całym świecie, tanie linie lotnicze stały się nie tylko stałym elementem branży turystycznej, ale ważnym elementem współczesnego życia. Po latach nadmiernej regulacji, braku konkurencji i rosnących kosztów wejście na rynek niskobudżetowych przewoźników było rewolucją dla całej branży transportu lotniczego.

Czy jest możliwa równowaga między tradycyjnymi i tanimi liniami lotniczymi?

Tanie linie oferują ten sam produkt co linie tradycyjne, czyli transport osoby i bagażu z punktu A do punktu B. Różnica jest taka, że zrezygnowano z ozdobników i zredukowano koszty do minimum, dając tym samym znacznie niższą cenę. W niskobudżetowych liniach nie znajdziemy darmowego jedzenia, bezpłatnego limitu bagażu, ale za to mamy fotele z niewielką ilością miejsca na nogi i męczącą sprzedaż obwoźną na pokładzie. Pasażerowie ceniący sobie komfort muszę wybrać ofertę tradycyjną.

Tanie linie zyskały też pasażerów kosztem tych tradycyjnych, którym było ciężko zareagować wystarczająco szybko na nowe siatki połączeń nowych graczy na rynku.

Tradycyjne linie skoncentrowały się na klientach korporacyjnych i długich trasach, których nie obsługują na razie niskokosztowe samoloty.

Reklama

I tak było. Ale tanie linie zaczęły wchodzić na obszary zarezerwowane dla tych droższych przewoźników. Nie latają już tylko do mniejszych miast i na lotniska oddalone nawet 150 km od stolic, ale oferują loty do głównych portów lotniczych. Taką strategię przyjął Ryanair.

W czasie kryzysu finansowego wiele średnich i mniejszych firm zaczęło szukać możliwości obniżenia kosztów i oferta tanich linii była im na rękę. A to klienci korporacyjni, czy firmowi są najbardziej cenieni przez firmy.

Pojawia się koncepcja stworzenia hybrydy obu modeli biznesowych – z jednej strony taniego latania, ale z drugiej z pewnymi udogodnieniami tradycyjnych linii. Walka o tego najcenniejszego klienta właśnie się rozpoczyna.

Wielu niskokosztowych przewoźników stara się zadowolić klientów korporacyjnych oferując za niewielką dopłatą szersze fotele z większą ilością miejsca na nogi, większy limit bagażu, czy też programy lojalnościowe dla klientów firmowych. Niektórzy przewoźnicy mają już samoloty z częścią „biznesową” (np.malezyjski MalindoAir), gdzie zobaczymy fotele przypominające te z tradycyjnych samolotów z klasy biznes.

Czytaj więcej: Najszybciej wschodząca gospodarka świata potrzebuje ponad 1600 nowych samolotów

W obliczu tych wyzwań tradycyjne linie postanowiły się bronić. Uruchomiły własne tanie linie lotnicze. W ten sposób postąpiła Lufthansa tworząc Germanwings i Eurowings, czy Air France – KLM, powołując do życia Transavię.

Padnie ostatni bastion?

Jednak największym zagrożeniem dla tradycyjnych linii jest wejście tanich przewoźników na teren będący tylko pod kontrolą tych pierwszych – loty transatlantyckie.

Ryanair planuje strategiczne partnerstwo z portugalską linią TAP oraz z Norwegian Air. Ten ostatni przewoźnik jest coraz bliżej uruchomienia taniego połączenia za Atlantyk. Byłoby to wydarzenia przełomowe dla całej branży lotniczej.

Wzorem dla Europy mogą być azjatyckie tanie linie lotnicze AirAsia, które skutecznie radzą sobie w regionie nie tylko Azji Południowo – Wschodniej skąd się wywodzą (Malezja), ale też realizują tanie połączeni do Australii, Chin, czy Indii. Jedyną niedogodnością tych dalekich połączeń jest to, że nie dolecimy jednym samolotem, ale musimy się przesiąść i kontynuować dalszą podróż już innym, ale w ramach jednej linii i jednego biletu. Ta niedogodność jest wynagradzana ceną i jak pokazuje dynamiczny rozwój AirAsia - skuteczny.

Czytaj więcej: Elon Musk wciąż zaskakuje. Zbuduje elektryczny samolot