Patologie sektora finansowego: tworzy 4 proc. miejsc pracy, zgarnia 30 proc. przychodów

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
27 maja 2016, 05:50
Instalacja artysty Banksy'ego wystawiona w czasie protestów Occupy London pod katedrą św. Pawła w stolicy Wielkiej Brytanii w październiku 2011 roku. Fot. yampi / Shutterstock.com
Instalacja artysty Banksy'ego wystawiona w czasie protestów Occupy London pod katedrą św. Pawła w stolicy Wielkiej Brytanii w październiku 2011 roku. Fot. yampi / Shutterstock.com/ShutterStock
Nie ma wątpliwości, że globalizacja wytwarza bogactwo. Pojawiają się jednak coraz częściej pytania: jakiego rodzaju, dla kogo i czy wszystkie jego odmiany są identyczne?

Kluczowym problemem w wielu krajach, w tym w dużej mierze w USA jest to, że chociaż światowa gospodarka kwitnie od 40 lat, to owoce jej wzrostu są coraz mniej sprawiedliwie dzielone wewnątrz poszczególnych państw – pisze Word Economic Forum.

To nie tylko społeczny, ale też ekonomiczny problem. Istnieją silne naukowe dowody na to, że wzrost gospodarczy i jego stabilność będą zagrożone, jeśli nie uda się stworzyć stabilnego systemu politycznego, który będzie interweniował w wolny rynek oraz przekona społeczeństwa, że wszyscy będą korzystać na światowym wzroście.

Każdy amerykański kandydat na prezydenta ma własną wizję współpracy władzy z kapitałem. Bernie Sanders chce rozbić duże banki, Donald Trump proponuje wprowadzenie podatku od działalności funduszy hedgingowych, natomiast Hillary Clinton chce działać w ramach istniejącego systemu finansowego i rzucić wyzwanie „bankowości cienia”. Jednak żadna z tych propozycji nie rozwiązuje problemu nierównej dystrybucji bogactwa.

Problemem obecnego systemu finansowego jest jego . Nie jest on idealnym, samosterującym się tworem, jak zapewniają neoliberałowie. Jeśli nie dojdzie do przezwyciężenia głównych słabości kapitalizmu, to globalna gospodarka będzie zbudowana na kruchych fundamentach.

W tej chwili znajdujemy się w patologicznym punkcie: jedynie niewielka część wszystkich krążących w systemie finansowym pieniędzy dociera do realnej gospodarki. Zdecydowana większość środków krąży w obrębie giełdowego handlu akcjami, obligacjami oraz nieruchomościami. Duża część tych aktywów jest handlowana w ramach instrumentów pochodnych takich jak np. , które doprowadziły do rozsadzenia całego systemu i wybuchu kryzysu z 2008 roku.

Większość handlowanych na giełdach środków należy do wąskiej grupy najbogatszych 25 proc. populacji. Są one handlowane z dużą częstotliwością w oparciu o pracę nowoczesnych komputerowych algorytmów. Dzięki rozwojowi technologii przepływ bogactwa w kierunku najbogatszej części społeczeństwa jest coraz szybszy.

Dowody? Sektor finansowy (banki, fundusze hedgingowe itp.) odpowiadają zaledwie za 7 proc. całego PKB oraz tworzenie jedynie 4 proc. wszystkich miejsc pracy w USA, a pomimo tego generują aż 30 proc. całkowitego przychodu sektora prywatnego. Więcej na ten temat na stronie weforum.org.

>>> Polecamy: Rośnie wskaźnik dobrobytu w Polsce. Mamy coraz wyższe wynagrodzenia

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Media
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj