Pakistan: Co najmniej 70 zabitych w zamachu bombowym w Kwecie (opis4)

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
8 sierpnia 2016, 22:08
Co najmniej 70 osób zginęło, a 200 zostało rannych w poniedziałek w zamachu bombowym koło głównej bramy szpitala w Kwecie na południowym zachodzie Pakistanu - podały miejscowe władze. Do przeprowadzenia ataku przyznają się pakistańscy talibowie oraz IS.

Abdul Rehman Miankhel, przedstawiciel władz jednego ze szpitali, do których przewieziono rannych, na konferencji prasowej ocenił, że liczba ofiar śmiertelnych może jeszcze wzrosnąć, ponieważ część rannych jest w stanie krytycznym. Poprzedni oficjalny bilans ofiar mówił o 66 zabitych.

Do przeprowadzenia ataku przyznała się frakcja pakistańskich talibów, organizacja o nazwie Jamaat-ur-Ahrar; zapowiedziała opublikowanie nagrania wideo i kolejne akty terroru. Ugrupowanie Jamaat-ur-Ahrar jest odpowiedzialne za marcowy atak w parku w Lahaur (Lahore) na wschodzie Pakistanu, w którym zginęło ponad 70 osób, w tym wiele dzieci.

Odpowiedzialność za zamach wzięła również na siebie organizacja dżihadystyczna Państwo Islamskie (IS) - podała związana z IS agencja Amak. "Męczennik z Państwa Islamskiego zdetonował pas z ładunkami wybuchowymi, gdy na miejscu w mieście Kweta zebrali się pracownicy ministerstwa sprawiedliwości i pakistańscy policjanci" - napisała Amak.

Wcześniej agencja dpa podała za "źródłem zbliżonym do Państwa Islamskiego (IS)", że jeden z dowódców tej islamistycznej organizacji w rozmowie z mediami zadeklarował odpowiedzialność za atak.

Do szpitala, przed którym w poniedziałek eksplodował ładunek wybuchowy, wcześniej przewieziono ciało zastrzelonego szefa miejscowej izby adwokackiej Bilala Anwara Kasiego. W związku z tym do szpitala przybyło wiele opłakujących go osób, głównie prawników, a także dziennikarzy. Nie wiadomo, kto odpowiada za zabójstwo Kasiego.

Według jednego z obecnych na miejscu przedstawicieli prasy, przed oddziałem ratowniczym zgromadziło się ok. 200 osób. Na zdjęciach telewizyjnych widać sceny chaosu i paniki, jakie wybuchły wśród nich po eksplozji.

Zamach w Kwecie ostro potępiły Stany Zjednoczone. "Dzisiaj terroryści obrali sobie za cel szpital, podobnie jak sądownictwo i media - dwa z najważniejszych filarów każdej demokracji" - oświadczyła rzeczniczka Departamentu Stanu Elizabeth Trudeau. "Te brutalne i bezsensowne ataki jedynie pogłębiają naszą wspólną determinację w walce z terroryzmem na całym świecie" - dodała.

Sanaullah Zehri, szef władz prowincji Beludżystan, której stolicą jest Kweta, zaznaczył, że dokładne okoliczności zamachu wyjaśni śledztwo, ale wydaje się, że samobójca zdetonował w tłumie ładunek wybuchowy. Jego zdaniem prawdopodobnie atak był poprzedzony przygotowaniami; oskarżył też indyjski wywiad o udział w poprzednich aktach terroru w Beludżystanie.

W graniczącym z Afganistanem i Iranem Beludżystanie działa wiele ugrupowań zbrojnych: islamistycznych, antyszyickich i separatystycznych. W prowincji dochodzi do aktów przemocy na tle wyznaniowym w sporze między szyitami i sunnitami oraz między plemionami Beludżów i Pasztunów - przypomina agencja Kyodo. Jednocześnie jest to region bogaty w złoża ropy naftowej i gazu.

"Nikomu nie pozwolimy na narażanie na szwank pokoju w tej prowincji, przywróconego dzięki poświęceniu sił bezpieczeństwa, policji i narodu" - oświadczył premier Pakistanu Nawaz Sharif.

To drugi najtragiczniejszy zamach w tym roku w Pakistanie, po samobójczym ataku w parku w Lahaur na wschodzie kraju, gdzie w marcu zginęło 75 osób. (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj