Dlaczego tak wielu Amerykanów sprzeciwia się imigracji i dlaczego temat ten stał się centralną kwestią kampanii prezydenckiej? Rosnąca większość badań wskazuje, że wcale nie chodzi o powody ekonomiczne - pisze

Z opublikowanego niedawno raportu Narodowej Akademii Nauk, Inżynierii i Medycyny wynika, że imigracja ma pozytywny wpływ na wzrost gospodarczy i zasadniczo nie wpływa na poziom bezrobocia czy na wynagrodzenia pracowników. Oczywiście nie wszystko wygląda tak różowo – imigracja zdaje się zmniejszać liczbę godzin przepracowanych przez nastolatków oraz zmniejsza wynagrodzenia osób, które nie ukończyły szkoły średniej. Mimo tego generalne wnioski z raportu wskazują, że imigracja jest integralnym procesem rozwoju gospodarczego. Dlaczego zatem opinia publiczna tak bardzo sprzeciwia się imigracji?

Oto cztery możliwe wyjaśnienia:

1. Bez względu na to, czy słusznie czy nie, przeciwnicy imigracji sprzeciwiają się ryzyku zwiększenia konkurencji na rynku. Chcą, aby to Amerykanie zachowali swoje miejsca pracy i nie chcą obniżek pensji.

2. Znów bez względu na to, czy to słusznie, przeciwnicy imigracji obawiają się obciążeń fiskalnych, jakie nakłada na państwo pierwsze pokolenie imigrantów.

3. Przeciwnicy imigracji są wrogo nastawieni do każdej grupy, która jest inna od nich – pod względem narodowym, etnicznym, rasowym czy religijnym.

4. Przeciwnicy imigracji są szczególnie wrogo nastawieni do konkretnych grup – Latynosów i muzułmanów.

Najlepsze dostępne dowody sugerują, że ten ostatni powód jest najbliższy prawdzie. Po części może to wyjaśniać, dlaczego propozycja Donalda Trumpa, aby zbudować mur na granicy z Meksykiem a USA, okazała się politycznym strzałem w dziesiątkę.

W 2008 roku Nicholas Valentino, Ted Brader i Ashley Jardina z Uniwersytetu Michigan zadali respondentom serię kilku pytań o kilka grup w społeczeństwie. Pytali m.in. o ocenę ich stosunku do czarnoskórych, Azjatów, Latynosów i białych. Te same osoby zapytano o to, czy imigracja ma negatywny wpływ na amerykańskie miejsca pracy. Zapytano także o sytuację ekonomiczną ankietowanych (łącznie z kwotą dochodu gospodarstwa domowego) oraz poziomu lęku ekonomicznego.

Kluczowym wnioskiem, jaki wypływa z badań, było to, że postawy białych wobec innych grup miały ogromny wpływ statystyczny na negatywne postrzeganie kulturowego i ekonomicznego wpływu imigracji na dane społeczeństwo. Im bardziej stosunek białych respondentów do czarnoskórych, Azjatów i Latynosów był negatywny, tym większe negatywne odczucia wobec imigracji.

Być może wyniki te nie są zaskoczeniem, można bowiem pomyśleć, że przedstawiciele danego narodu mogą nie lubić innych grup. Z badań wyłania się jednak jeden uderzający wniosek: gdy już posegregowano dane, okazało się, że negatywny stosunek do imigracji brał się przede wszystkim z negatywnych postaw wobec Latynosów, zaś negatywny stosunek do czarnoskórych czy Azjatów nie wykazywał korelacji ze stosunkiem do imigracji.

Zatem to negatywny stosunek do Latynosów pomógł wyjaśnić negatywne poglądy na temat imigracji. Tymczasem lęki o charakterze ekonomicznym miały znacznie mniejszy wpływ na stosunek do imigracji. Ludzie z poważnymi obawami o własną sytuację ekonomiczną w większym stopniu byli skłonni zgodzić się ze stwierdzeniem, że imigracja zagraża perspektywom pracy dla Amerykanów.

Z kolei w przypadku pracowników o niskich dochodach oraz bezrobotnych nie stwierdzono bardziej negatywnego stosunku do imigracji niż w przypadku innych grup. Zatem pozycja materialna w niewielkim stopniu wyjaśnia stosunek do imigracji.

Badania te w dużej mierze prowadzą do takich samych wniosków jak w przypadku innych eksperymentów.

Oznacza to, że skupiając się na imigracji z Meksyku i wzywając do budowy muru na granicy, Donald Trump uderzał w szeroko rozpowszechnione uczucia. Co więcej, Trump dodatkowo legitymizował te odczucia, uaktywniał je, a nawet wzmacniał. „Negatywny stosunek wobec Latynosów (ale wobec innych grup imigrantów już nie) powoduje ogólny lęk o dużym znaczeniu, zaś lęk ten jest kluczowy jeśli chodzi o występowanie sprzeciwu wobec imigracji” – czytamy we wniosku z badań.

W 2016 roku imigracja muzułmanów także stała się tematem szczególnie nośnym w opinii publicznej (i w przemówieniach Trumpa). Ale nie po raz pierwszy. Nicholas Valentino, Ted Brader i Ashley Cardina odkryli to po atakach z 11 września. Wówczas to zaobserwowano nagły wzrost znaczenia stosunku do muzułmanów wobec stosunku do imigracji. W badaniach, których wyniki opublikowano tydzień temu, w Europie antymuzumański sentyment pełni ogromną rolę w kształtowaniu postaw wobec uchodźców.

I tu istotna uwaga: pokazuję tu wyniki badań empirycznych i nie oznacza to, że granice USA powinny zostać otwarte, a ci, którzy chcą zaostrzenia kontroli na granicach, są w błędzie, gdy wskazują na zagrożenia. Osoby te mogą mieć rację. Kwestia nielegalnej imigracji zmusza bowiem do zadania kolejnych pytań. Niektórzy ludzie akceptują imigrantów do czasu, aż są oni tu legalnie.

Niemniej wciąż pewne ustalenia są nieprzyjemne: negatywny stosunek do imigracji stał się powszechny. I jeśli chcemy to wyjaśniać, przede wszystkim musimy odwoływać się do niechęci wobec Latynosów i muzułmanów.

>>> Czytaj też: Radykalne opuszczenie UE na własnych warunkach. Co dla Brytyjczyków oznacza "twardy Brexit"?