Zachowania społeczne są wynikiem statusu finansowego. Badania psychologiczne potwierdzają egoistyczne postawy warstw zamożnych.

Byt określa świadomość twierdził Marks i odnosi się to także do zachowań osób zamożnych jak wynika z rezultatów badań przedstawionych przez Światowe Forum Ekonomiczne. Intuicyjnie wydawało się, że to przedstawiciele klas słabiej zarabiających, zmuszonych ciężej pracować na swój byt będą bardziej skupieni na sobie i skłonni nie zawsze do etycznych zachowań. Jest jednak inaczej. Obserwacje przeprowadzone w USA wskazują, że kierowcy zasiadający za kierownicą drogich markowych pojazdów rzadziej przepuszczają przechodniów na przejściach dla pieszych. Dlaczego tak jest? Badania Uniwersytetu Kalifornijskiego dowodzą, że osoby o wyższym finansowo statusie wykazują mniej zachowań prospołecznych.

Spędzają zauważalnie mniej czasu z rodziną, sąsiadami i przyjaciółmi. Towarzystwo tych osób jest im mniej do szczęścia potrzebne. Psychologowie tłumaczą to tym, że osoby o niższych dochodach są w życiu i pracy po prostu bardziej zależne od innych. Potwierdzają to doświadczenia polegająca na obserwowaniu rozmów i interakcji reprezentantów różnych klas. Bogatsi rzadziej spoglądają w oczy i przytakują rozmówcom, częściej przerywają i sprawdzają swoje smartfony. Przedstawiciele klas pracujących okazują się bardziej empatyczni i są w stanie szybciej i lepiej zrozumieć emocje swoich rozmówców.

Wydawałoby się, że bogaci są bardziej szczodrzy niż mniej zamożni. Może i są jeśli zmierzymy to wartością przekazanych datków na cele charytatywne. Gdy jednak porównać darowizny do sumy osiąganych dochodów to krezusi jawią się jak skąpcy. Osoby zarabiające do 25 tysięcy dolarów rocznie przeznaczają na cele charytatywne średnio 15% zarobków, uzyskujące do 50 tys. dolarów przekazują 7,5% dochodu, 75 tys. jedynie 5,7%, zarabiające do 100 tys. już tylko 3,5% pieniędzy jakimi dysponują. Ale datki osób z dochodami przekraczającymi 100 tys. dolarów nie pochodzą z realnych pieniędzy, a raczej z kwot wynikających z ulg i odpisów podatkowych. Niestety widoczne jest pogłębianie tej stawiającej w złym świetle klasę zamożną tendencji.

Warto jednak zauważyć, że krezusi w pierwszym pokoleniu wykazują się większą szczodrością niż dysponenci odziedziczonych fortun. Być może to tłumaczy różnice w zachowaniach Billa Gates’a, Warrena Buffeta i Marka Zuckerberga z jednej strony i Donalda Trumpa z drugiej. Ci pierwsi sami zapracowali na swoje fortuny przekazując sporą ich cześć na cele charytatywne. Należą oni też do grupy ponad 140 miliarderów amerykańskich, którzy w ramach inicjatywy Giving Pledge zadeklarowali pośmiertnie przekazanie łącznie 365 mld dolarów na cele społeczne. Donald Trump, któremu potwierdzono majątek w wysokości 4 mld dol. (on sam dowodzi 10 mld fortuny) deklaruje się jako „gorliwy filantrop”. Są to jednak znowu tylko puste słowa – pretendent do Białego Domu do końca 2015 roku przekazał charytatywnie zaledwie 3,7 mln dolarów i to w dodatku na fundację, którą osobiście powołał do życia. Trump nie zapracował wyłącznie sam na swoją fortunę, nie jest więc krezusem z pierwszego pokolenia – jego ojciec - Frederick – zbił majątek w czasie wojny stawiając domy dla amerykańskiego wojska i rodzin żołnierzy. Może to też tłumaczyć jego raczej skromny gest.

Badania i eksperymenty psychologiczne pokazują, że osoby zamożne mają tendencję do traktowania siebie jak klasy specjalnej, które w razie zagrożenia powinny mieć pierwszeństwo do zajęcia miejsc w szalupach ratunkowych na Titanicu. Nawet w inscenizowanych grach, osoby bogate mają skłonność do zawyżania swoich wyników. Nic więc dziwnego, że częściej próbują oszukiwać na podatkach niż osoby o skromniejszym statusie majątkowym – potwierdzają to dane amerykańskiego fiskusa (IRS). To samo dotyczy drobnych kradzieży w sklepach – na gorącym uczynku złapano relatywnie dużo osób o dobrej sytuacji finansowej – no chyba, że bogatsi to amatorzy w złodziejskim fachu. Czy jednak bogaci są genetycznie wypaczeni? Nie do końca, liczy się raczej względne poczucie bogactwa. Dowodzi tego psychologia behawioralna. W przeprowadzonym eksperymencie, jego uczestnicy zostali poinformowani o dochodach (nieprawdziwych) pozostałych członków grupy. Nawet ten sztuczny status powodował, że osoby, którym przypisano lepszą finansową pozycję na kolejnych etapach eksperymentu przejawiali większą agresję i chciwość. Jednak punkt widzenia zależy od wysokości siedzenia, nawet wyobrażonego!

Paradoksalnie wzrost majątku czy bogactwa nie czyni krezusów bardziej szczęśliwymi. Wręcz odwrotnie, zatracają oni zdolność odczuwania większej radości po przekroczeniu progu dochodów w wysokości 75 tys. dolarów i nie odczuwają większej satysfakcji z życia po przekroczeniu 120 tys. dolarów rocznie. Dowiodły tego badania Angusa Deatona i noblisty Daniela Kahnemana.

Należy zauważyć, że przedstawione dane i wyniki badań dotyczą społeczeństwa amerykańskiego, gdzie poziom nierówności społecznych i separacji klas społecznych jest relatywnie największy. Gdzie indziej kontrasty nie muszą być aż tak ostre. Nie zmienia to faktu, że przynajmniej część oburzenia społecznego na klasę zamożną czy próżniaczą jest usprawiedliwiona.

>>> Polecamy: Nawet ofiary losu mogą zarabiać miliony. Jaka jest recepta na bogactwo?