Prezes Tesli Elon Musk kontra założyciel Amazona Jeff Bezos. Oto dwóch najbogatszych ludzi na świecie, którzy walczą o to, czy ich firmy (SpaceX lub Blue Origin) będą dominującą siłą w nowym przemyśle prywatnych lotów kosmicznych. Jak pisze Ben Little na portalu The Converstation, również Richard Branson z Virgin Galactic od czasu do czasu też przypomina o sobie, ale „Brytyjczyk jest w porównaniu do poprzedników biedakiem, a jego samolot kosmiczny nie ma fallicznego majestatu rakiet jego kolegów miliarderów” i w ostatnich tygodniach otrzymywał coraz mniejszą uwagę.

Rywalizacja Musk kontra Bezos bywa podsycana na Twitterze przez obie strony, ale czy jest prawdziwa? Prawdopodobnie nie, jak wynika z badań opublikowanych w książce „The New Patriarchs of Digital Patriarchy: Celebrity Tech Founders and Networks of Power”, która analizuje 95 popularnych książek o branży technologicznej. Jak pisze Little, łatwo zauważyć, że na podstawowym poziomie deklarowane przez Muska i Bezosa plany dominacji w kosmosie są raczej komplementarne, niż konkurencyjne.

Reklama

Pytania o powody komercyjnej kolonizacji kosmosu

Bezos nie bierze na poważnie planu Muska dotyczący kolonizacji Marsa – uważa, że jest on nierealistyczny, podczas gdy Musk twierdzi, że budowa infrastruktury dla gigantycznych orbitalnych stacji kosmicznych, które proponuje Bezos, zajmie zbyt wiele czasu. W ten sposób przemysł kosmiczny podzielili na osobne monopole jeszcze zanim ich rakiety przekroczyły „linię Kármána” – jedną z definicji miejsca, gdzie zaczyna się przestrzeń kosmiczna.

W rzeczywistości, podobnie jak w przypadku innych technologicznych miliarderów, takich jak Larry Page i Sergey Brin z Alphabet, Mark Zuckerberg z Facebooka czy nawet Peter Thiel z Palantir, ich interesy częściej się pokrywają niż rozchodzą. Ten nowy wyścig kosmiczny jest po części chwytem reklamowym celebrytów, mającym na celu generowanie clickbaitowych nagłówków, które budują publiczną świadomość i popularne poparcie dla pionierów nowej komercyjnej granicy. Jeśli skupimy się na rywalizacji i będziemy pytać, kto wygrywa, być może nie będziemy zadawać sobie pytania o powody komercyjnej kolonizacji kosmosu.

„Konkurencja jest reliktem historii”

W interesie baronów technologicznych nie leży zbyt wiele, by faktycznie działać przeciwko sobie. Pisząc w swojej książce „Zero to One” z 2014 roku, Thiel stwierdził, że „konkurencja jest reliktem historii”, a ponieważ konkurencyjny rynek jest postrzegany jako fundament kapitalizmu, „monopoliści kłamią, aby się chronić”. Ci miliarderzy-monopoliści mogą używać swoich profili celebrytów, by stworzyć iluzję konkurencji tam, gdzie jej nie ma.

Współzałożyciel Google, Larry Page, stwierdził w jednym z przemówień, że miliarderzy z Doliny Krzemowej „podróżują, jakby byli stadem psów i trzymają się siebie nawzajem jak klej”.

Dzięki badaniom – pisze Little – dowiedzieliśmy się, że miliarderzy z zachodniego wybrzeża, którzy dominują w branży technologicznej, rzeczywiście wspierają się finansowo i strategicznie. Little i jego zespół badaczy przeprowadzili cyfrowe przeszukiwanie bazy danych 10 milionów słów, zawierającej badane przez nas książki. Algorytm wyszukał przypadki, w których przedsiębiorcy byli wymienieni razem, i posortował je według kontekstów – takich jak współpraca, rywalizacja, przyjaźń, lobbing polityczny i filantropia. To pomogło zidentyfikować gęstą sieć współzależności.

Choć Bezos i Musk nie wspierali się bezpośrednio finansowo, są częścią szerszego systemu, który to robił. Bezos był wczesnym fundatorem Google’a, a z kolei założyciele Google’a wkładali pieniądze w przedsięwzięcia Muska już od 2006 roku. Jak pisze Ashlee Vance w biografii Muska, Google wsparło Teslę kwotą 5 miliardów dolarów w 2013 roku, kiedy wyglądało na to, że firma niedługo upadnie, a także zainwestowało duże sumy w SpaceX w krytycznych momentach.

Wyścig do dna?

Istnieje wiele dobrych powodów, by badać kosmos, ale nie wiemy, czy miliarderzy będą traktować priorytetowo zysk czy naukę – korzyści dla ludzkości czy znacznie węższe podłoże bogactwa. Prognozy nie wyglądają dobrze: Musk uruchamia tysiące satelitów Starlink, które grożą przekształceniem niskiej orbity okołoziemskiej w złomowisko. Tymczasem dziesięć minut nieważkości oferowane przez Bezosa to luksus, na który stać tylko 0,01 proc. – nie wspominając o tym, że ten kaprys jest szkodliwy dla naszej planety.

Przedsiębiorcy z Doliny Krzemowej prezentują wspólną wiarę w wykorzystanie konceptów technologicznych do rozwiązywania problemów społecznych. Platformy mediów społecznościowych są zaprojektowane tak, aby lepiej nas łączyć poprzez wspieranie podziałów, a statki kosmiczne oferują sposób na ucieczkę z planety, która może już nie być w stanie nas utrzymać. Te rozwiązania i problemy są nam przedstawiane od czasów Steve’a Jobsa, zmarłego prezesa firmy Apple, jako wynik wizji „genialnego założyciela” – mitycznej postaci, która poszerza granice ludzkiego działania. Zaczęło się od komputerów domowych, potem przeszło do Internetu, a teraz szybuje w kosmos.

Zamiast dywidendy (kolejny relikt, jak konkurencja), te firmy są wyceniane w nagłówkach, tweetach i właśnie „wizji”. Tesla to najbardziej wartościowa firma motoryzacyjna na świecie, która opiera się niemal wyłącznie na sławie Muska, inspirującego rzesze fanów do inwestowania w firmę. Amazon jest bezwzględnym monopolistą, który zapewnił sobie wczesną przewagę na rynku dzięki agresywnemu unikaniu podatków i katorżniczym godzinom pracy dla swoich pracowników. Ale ponieważ Bezos jest przedstawiany jako inspirujący dyrektor generalny, kultura przepracowania została przekształcona w ducha amerykańskiego pioniera, który potrafi zrobić wszystko.

Ci przedsiębiorcy opowiadają nam fascynujące historie o swoim życiu, swoich firmach i swojej wizji. Nigdy nie dowiemy się, czy są one prawdziwe, czy też są produktem jednej z najbardziej udanych machin reklamowych w historii.