Tyszkiewicz w rozmowie z PAP podkreślił, że życie mieszkańców Bogatyni w dużej mierze związane jest z turystyką zagraniczną i zakupową. „Jeździmy do Czech i Niemiec, a oni przyjeżdżają do nas na zakupy. Dlatego napięcia pomiędzy Polakami i Czechami są dla mnie szczególnie bolesne” - powiedział.

Dodał, że konflikt wokół Turowa spowodował, że Polacy i Czesi patrzą na siebie z nieufnością. „Wiadomo, że typowy mieszkaniec Czech nic tu nie zawinił, ale jednak odczucia co do Czechów są różne. Wcześniej Czesi przyjeżdżali do nas masowo, a teraz ich samochodów tak bardzo nie widać” - wskazał.

Reklama

Tyszkiewicz zwrócił też uwagę, że w bliskim sąsiedztwie polskiej granicy jest pięć kopalń czeskich i cztery niemieckie. „I nagle okazuję się, że tylko kopalnia Turów ma zły wpływ na środowisko i na okoliczne miejscowości. To nie w porządku, bo wszystkie kopalnie tak samo oddziaływają na środowisko. Dlaczego akurat nasza kopania wszystkim przeszkadza?” - powiedział.

Związkowiec dodał, że załoga nie zna szczegółów negocjacji ze stroną czeską. „Mamy tylko zapewnienie, że będziemy pracować, że Turowa nie zamkną. Zresztą mamy nowy blok w Elektrowni Turów, najnowocześniej w Europie, a może i w świecie, niedawno zaczął on pracować i taki majątek miałby iść na zmarnowanie?” - pytał.

Pod koniec lutego Czechy wniosły skargę przeciwko Polsce ws. rozbudowy kopalni węgla brunatnego Turów do TSUE wraz z wnioskiem o zastosowanie tzw. środków tymczasowych, czyli o nakaz wstrzymania wydobycia. Ich zdaniem rozbudowa polskiej kopalni zagraża m.in. dostępowi do wody w regionie Liberca.

W maju Trybunał, w ramach środka zapobiegawczego, nakazał natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni do czasu wydania wyroku. TSUE stwierdził, że na pierwszy rzut oka nie można wykluczyć, iż polskie przepisy naruszają wymogi dyrektywy o ocenach oddziaływania na środowisko, a argumenty podniesione przez Czechy wydają się niepozbawione podstawy. Polski rząd w odpowiedzi ogłosił, że wydobycie nie zostanie wstrzymane i rozpoczął negocjacje ze stroną czeską. Dotychczas nie przyniosły one zakończenia sporu.

20 września TSUE postanowił, że Polska ma płacić Komisji Europejskiej 500 tys. euro dziennie za niewdrożenie środków tymczasowych i niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów. Premier Mateusz Morawiecki oświadczył w odpowiedzi, że "nie zamierzamy wyłączyć Turowa".

W poniedziałek ma się odbyć kolejna tura rozmów ze stroną czeską.