Rzecznik poinformował, że projekt uproszczeń przedstawił premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, ministrowi finansów, ministrowi rodziny i polityki społecznej oraz posłom na sejmowej komisji gospodarki a także na podkomisji stałej do spraw mikro, małych i średnich przedsiębiorstw oraz rozwoju rzemiosła.

Abramowicz zaproponował, by przedsiębiorcy mogli od stycznia br. płacić zryczałtowaną zaliczkę na składkę zdrowotną w wysokości ok. 270 zł (tyle wynosi składka od płacy minimalnej). "I dopiero w kwietniu przyszłego roku, gdy złoży zeznanie podatkowe i będzie wiadomo, ile realnie wyniósł jego roczny dochód, będzie wnosił dopłatę do zapłaconej składki" - powiedział Abramowicz. Dodał, że tę dopłatę lub jej brak powinien za przedsiębiorcę, na podstawie rocznej deklaracji PIT, wyliczyć ZUS.

Reklama

Rzecznik wskazał, że wprowadzenie systemu w znaczący sposób uprościłoby całą procedurę i ograniczyłoby koszty zarówno przedsiębiorców jak i ZUS. Zaznaczył, że jest to ważne zwłaszcza dla 1,1 mln przedsiębiorców niezatrudniających pracowników, np. taksówkarzy czy osób świadczących różne usługi. Wskazał, że wielu z nich będzie musiało co miesiąc zlecać wyliczenie dochodu księgowej, żeby odliczyć ulgę dla klasy średniej. "Raczej żaden fryzjer czy kosmetyczka nie będzie robić tego samodzielnie, a to wiąże się z dodatkowymi kosztami" - uważa rzecznik.

Podkreślił też, że w Polskim Ładzie nie uwzględniono, że prowadzenie biznesu wiąże się z nieregularnością dochodów; np. w pierwszych miesiącach są one stosunkowe wysokie, natomiast w kolejnych mogą być znacząco niższe. "Nie wyeliminowano też różnic remanentowych przy obliczaniu podstawy do określania wysokości składki, co oznacza możliwość dużych nadpłat i ograniczanie kapitału obrotowego firm. Ma to ogromnie duże znaczenie dla przedsiębiorstw z branż poddanych lockdownowi, takich jak m.in. turystyka, hotelarstwo, gastronomia, targi, fitness, dla których banki odmawiają w tej chwili kredytów" - zauważył.

Co prawda przedsiębiorca, zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami, może złożyć wniosek o zwrot nadpłaconej składki zdrowotnej, ale - jak zaznaczył Abramowicz - wiąże się to z pilnowaniem przez niego wyznaczonego terminu, a ponadto pieniądze odzyska dopiero w lipcu 2023 roku. "To oznacza, że firmy będą kredytować budżet NFZ" - podsumował rzecznik MŚP.

Ponadto - jego zdaniem - już sam pomysł, żeby przedsiębiorca osobiście składał wniosek o zwrot jest sprzeczny z duchem Konstytucji dla Biznesu, "bo przecież ZUS ma informacje, ile firma zapłaciła w ciągu roku, czy ma nadpłatę i jaką".

Abramowicz wskazał, że na temat projektu zryczałtowanej składki w wysokości 270 zł rozmawiał z prezes ZUS Gertrudą Uścińską, która - jak zapewnił - "potwierdziła, że ZUS opowiada się za uproszczeniem systemu oraz jest w stanie technicznie to wykonać: obliczyć, na podstawie rocznych zeznań podatkowych wysokość należnej składki oraz zawiadomić przedsiębiorców o wysokości ewentualnej niedopłaty ".

1 stycznia weszła w życie podatkowa część Polskiego Ładu. Jedną z najważniejszych zmian, jakie wprowadza ten program w podatkach, jest podniesienie kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł oraz progu dochodowego do 120 tys. zł. Jednocześnie znika ulga umożliwiająca odliczanie od podatku części (7,75 proc.) składki zdrowotnej, wynoszącej 9 proc. Ma to zrekompensować tzw. ulga dla klasy średniej, czyli osób zarabiających miesięcznie od 5 tys. 701 zł do 11 tys. 141 zł brutto.

W zeszłym tygodniu media informowały jednak o szeregu grup zawodowych i społecznych, które po 1 stycznia otrzymały wyraźnie niższe wypłaty (m.in. niektórzy nauczyciele, funkcjonariusze służb mundurowych, emeryci). Przedstawiciele rządu zapowiedzieli zmiany, które mają - według nich - naprawić skutki wejścia w życie Polskiego Ładu. W zeszłym tygodniu minister finansów podpisał m.in. rozporządzenie zmieniające technikę poboru zaliczek na podatek dochodowy. (PAP)

autor: Ewa Wesołowska