– Konsumenci przerzucili się na zakupy w inne dni tygodnia – uważa Bartosz Bolecki, analityk handlu w PMR, i dodaje, że to niejedyny powód, dla którego małe sklepy nie były w stanie się utrzymać. – Nie spełniły też potrzeb klientów kupujących w niedziele. Są bowiem nastawione przede wszystkim na sprzedaż towarów impulsowych. Tymczasem konsumenci w weekendy robią zakupy kompleksowe, na cały tydzień – podkreśla Bartosz Bolecki.

Najwięcej ubyło sklepów ogólnospożywczych – ponad 7 proc., oraz mięsnych i z alkoholem – po ponad 2 proc. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych zwraca jednak uwagę, że w przypadku tych ostatnich to w dużej mierze zasługa polityki samorządów, które wypowiedziały walkę alkoholowi. Wydają mniej zezwoleń na sprzedaż trunków czy ograniczają godziny funkcjonowania sklepów monopolowych.

Są sektory, w których handel detaliczny zaczyna się odradzać. Sklepów owocowo-warzywnych przybyło niemal 8 proc. To z kolei w opinii analityków konsekwencja nasilającej się mody na zdrowe odżywianie, w której świeżość i jakość produktów odgrywają istotną rolę. Ważne jest też ich pochodzenie z pewnego źródła, co specjalistyczne sklepy są w stanie zagwarantować.

Z danych Polskiej Izby Handlu wynika, że w tym roku miesięczna sprzedaż małych sklepów w porównaniu do roku ubiegłego jest wyższa o od 4 do niemal 14 proc., podczas gdy w 2018 r. największe wzrosty sięgały 7 proc. Jest więc szansa, że w tym roku likwidacja małego handlu wyhamuje.

>>> Czytaj też: W Szwecji prawie 80 proc. osób w wieku przedemerytalnym pracuje. W Polsce to tylko 49 proc.