Forsal logo

Przerażające dane: większość Polaków nie wie, co podpisuje w umowach kredytowych [PORANNY BRIEF]

Ten tekst przeczytasz w 9 minut
16 lipca 2024, 07:11
Wtorek - Rafał Hirsch - Poranny brief
Hirsch. Poranny brief/Forsal.pl
Płace w sferze budżetowej mają rosnąć szybciej, minister finansów dał się w tej kwestii przekonać związkom zawodowym. Nadal jednak chce on jednocześnie pilnować finansów publicznych, zwłaszcza że deficyt w budżecie ciągle się powiększa, a wpływy z podatku CIT w czerwcu były nawet ujemne. Na rynkach znów króluje nadzieja na głębokie cięcia stóp procentowych w USA, Goldman Sachs przestrzega Europę przed Donaldem Trumpem, a większość Polaków nie do końca wie, co robi, kiedy podpisuje umowę kredytową z bankiem. 

Oto poranny brief - wszystko, co musisz wiedzieć o tym, co teraz dzieje się w gospodarce.

Waloryzacja płac w budżetówce ma być większa

Ministerstwo Finansów zmienia zdanie i zgadza się na to, aby pracownicy budżetówki dostali w przyszłym roku jakieś realne podwyżki wynagrodzeń. Do tej pory założenia do przyszłorocznego budżetu mówiły o tym, że inflacja wyniesie 4,1 proc.,  a płace w sferze budżetowej urosną także o te same 4,1 proc., czyli, że realnie z punktu widzenia pracownika nic się nie zmieni. Jednocześnie rząd zakładał wyraźnie większe podwyżki płacy minimalnej, przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, a także większą waloryzację emerytur. Budżetówka mogła więc czuć się poszkodowana. 

Minister finansów Andrzej Domański zmienił zdanie po konsultacjach w Radzie Dialogu Społecznego. Zapowiedział, że wzrost wynagrodzeń w sferze budżetowej w przyszłym roku będzie jednak większy, niż prognozowana inflacja, czyli będzie realnie dodatni. Wcześniej między innymi Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych wskazywało, że podwyżki płac w sektorze finansów publicznych są niezbędne nie tylko dla poprawy sytuacji finansowej pracowników, ale także dla zapewnienia stabilności i jakości usług publicznych.

Minister Domański, mówiąc o tym, że wskaźnik wzrostu tych wynagrodzeń będzie zmodyfikowany „nieznacznie”, oraz dodając, że trzeba „uwzględniać bezpieczeństwo finansów publicznych”, dał jednak do zrozumienia, że nie będą to podwyżki duże. 

Budżet w czerwcu: 16,8 mld deficytu, ujemny CIT       

Budżet państwa miał w czerwcu blisko 17 mld złotych deficytu, a w największym stopniu przesądziły o tym ujemne wpływy z podatku CIT. Zwykle budżet z tego podatku ma co najmniej kilka miliardów złotych miesięcznie, tym razem jednak wpływy z niego sięgnęły -1,3 mld złotych, co na pierwszy rzut oka wygląda dziwnie i niezrozumiale.

Chodzi o to, że tym razem zwroty tego podatku do firm były większe, niż bieżące dochody z niego. A stało się tak, ponieważ w czerwcu urzędy skarbowe wypłacały podatnikom zwroty nadpłat tego podatku, wykazane w rozliczeniach rocznych, które trzeba było złożyć do 2 kwietnia. 

Deficyt budżetu państwa ujęty krocząco. Źródło: Ministerstwo Finansów, obliczenia własne
Deficyt budżetu państwa ujęty krocząco. Źródło: Ministerstwo Finansów, obliczenia własne

Podobnie było zresztą z podatkiem PIT w marcu – wtedy to zwroty nadpłaconych kwot osobom fizycznym okazały się przez jeden miesiąc większe, niż bieżące wpływy. 

Przez „ujemny” CIT dochody podatkowe w czerwcu były w budżecie o ponad 25 proc. mniejsze niż rok temu, pomimo tego, że np. wpływy z VAT urosły o 30 proc., a z PIT o 17,5 proc. Wydatki z kolei urosły o blisko 30 proc. więc budżet miał deficyt już piąty miesiąc z rzędu. W czterech przypadkach ze wspomnianych pięciu przekraczał on 15 mld zł, a w skali ostatnich dwunastu miesięcy dziura w budżecie to już 142,9 mld zł

Miesięczne dochody budżetu państwa z podatku CIT. Źródło: Ministerstwo Finansów, obliczenia własne
Miesięczne dochody budżetu państwa z podatku CIT. Źródło: Ministerstwo Finansów, obliczenia własne

Polski budżet ma spory deficyt z powodu rosnących wydatków na wojsko, a także wprowadzonych w tym roku podwyżek dla nauczycieli, oraz podniesienia z 500 do 800 zł miesięcznie świadczenia przypadającego na każde dziecko. Ponadto budżet w tym roku musiał sfinansować wypłatę trzynastek dla emerytur, które rok temu było finansowane z Funduszu Solidarnościowego. Z drugiej strony wprowadzony przez poprzedni rząd program „Polski Ład” obniżył nieco dochody z PIT, a tak zwana tarcza antyinflacyjna obniżyła dochody z VAT, ponieważ w przypadku energii i gazu był on pobierany od niższych, bo zamrożonych cen, a w przypadku żywności do kwietnia stawka tego podatku była zerowa. W efekcie deficyt w całym sektorze finansów publicznych i w ubiegłym roku i w tym roku przekracza 5 proc. PKB, co przesądza o nałożeniu na nas unijnej procedury nadmiernego deficytu, co swoją drogą oficjalnie ma zostać potwierdzone w Brukseli akurat dziś. 

Goldman Sachs: zwycięstwo Trumpa w wyborach obniży PKB strefy euro

Ewentualne zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych będzie oznaczać wymierne straty dla gospodarki europejskiej – uważają ekonomiści z Goldman Sachs. Prognozują oni, że w takim scenariuszu PKB strefy euro będzie niższe o 1 proc. Będzie to efekt nałożenia przez Trumpa ceł na import do Stanów Zjednoczonych z całego świata, a więc także z UE. Trump zapowiada, że po wygranej takie cła będą mieć wysokość 10 proc. 

Wydaje się, że to niezbyt dużo, ale przy okazji z pewnością pojawi się też spora niepewność, utrudniająca rozwój gospodarczy, ponieważ prawdopodobne będą też kroki odwetowe wprowadzane przez inne państwa wobec USA i w efekcie rynek będzie się bać rozpętania wojny handlowej nie tylko na linii USA – Chiny, gdzie jest ona najbardziej prawdopodobna, ale też w przypadku relacji Europa – USA. 

Wprowadzenie wyższych ceł podniesie też zdaniem Goldman Sachs inflację, ale tu efekt nie będzie zbyt wyraźny, bo w strefie euro urośnie ona tylko o 0,1 punktu procentowego. 

Trump jest postrzegany na rynkach finansowych jako faworyt w wyborach, zwłaszcza po tym jak przeżył nieudany zamach na niego w ostatni weekend. Na razie jednak nie ukazały się żadne nowe sondaże przeprowadzone już po tym wydarzeniu. Wg średniej z sondaży przeprowadzanych wcześniej jego przewaga nad prezydentem Joe Bidenem wynosiła tylko 2,7 punktu procentowego, a więc była raczej niewielka. 

77 proc. Polaków nie wie, co podpisuje w umowach kredytowych       

Spora większość Polaków nie rozumie, co podpisuje, kiedy bierze w banku jakiś kredyt – wynika z badania przeprowadzonego przez UCE Research i Kancelarię SubiGo. W badaniu wzięło udział blisko 1000 osób, które w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy wzięły jakiś kredyt: na mieszkanie, samochód, albo inny cel. 

Wyniki wyglądają dość przerażająco, ponieważ okazuje się, że aż 77 proc. badanych przyznaje, że nie do końca wiedzieli, co podpisują, czyli rozumiało treść umowy nie w pełni. Do tego kolejne 3,2 proc. ankietowanych twierdzi, że w ogóle nie zapamiętało tej sytuacji, co może sugerować, że ta grupa także mogła nie do końca rozumieć, co podpisuje. 

O tym, że było inaczej, jest przekonany tylko co piąty badany. Czyli o tym, że treść podpisanej umowy kredytowej zrozumiały w pełni, przekonanych jest tylko 19,5 proc. osób. 

Przy okazji blisko 70 proc. badanych uważa, że treść umów powinno się uprościć, ponieważ teraz są one zbyt skomplikowane i zapewne dlatego właśnie mogą nie do końca być zrozumiałe. Trudno jednak na poważnie liczyć na realizację takiego postulatu, ponieważ specyfika umów zawieranych z bankami polega na tym, że zwykle nie są one tworzone w procesie negocjacji, ale są one w całości przygotowane już wcześniej przez bank, a klient ma taką umowę tylko podpisać (albo nie, jeśli mu się nie podoba) bez żadnego wpływu na jej treść. 

Szef Fed przywraca nadzieje rynku na szybkie obniżki stóp procentowych w USA      

Prezes amerykańskiego Fed, Jerome Powell powiedział, że ostatnie dane pokazujące spadek inflacji w Stanach do pewnego stopnia mogą zwiększać przekonanie, że zmierza ona w sposób trwały w stronę celu na poziomie 2 proc. Większe wrażenie zrobiło chyba jednak stwierdzenie, że Fed nie zamierza czekać ze swoimi decyzjami (o obniżkach stóp procentowych) na moment, w którym inflacja faktycznie sięgnie 2 proc. Czyli można oczekiwać, że obniżki nastąpią wcześniej. 

Po tych słowach amerykańskie indeksy S&P 500 oraz Dow Jones pobiły nowe rekordy wszech czasów, rentowność dwuletnich obligacji USA spadła najniżej od marca, do poziomu 4,45 proc. (jeszcze w kwietniu i maju była ona na poziomie 5 proc.), a notowania kontraktów na stopę procentową wyceniają w tej chwili w pełni aż trzy obniżki stóp w tym roku: pierwsza ma nastąpić we wrześniu i jest pewna na 100 proc., a kolejne mają być w listopadzie i grudniu. Warto przy okazji pamiętać, że posiedzenie listopadowe będzie dwa dni po wyborach prezydenckich w USA. 

W 2025 roku rynek wycenia obecnie kolejne cztery obniżki. Za rok, czyli w połowie lipca 2025 główna stopa w Stanach ma być aż o 150 punktu bazowych poniżej poziomu dzisiejszego. 

Wróciły więc oczekiwania dotyczące odważnych i szybkich obniżek stóp w USA, co może wspierać waluty na rynkach wschodzących, a więc także złotego. 

 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Finanse osobiste” i otrzymuj najważniejsze informacje finansowe, które mogą wpłynąć na Twoje finanse osobiste.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj