Oto roboty, których pracę może zaprogramować praktycznie
każdy. Bezpieczne, proste i relatywnie tanie – coboty to odpowiedź na wyzwania
w zmieniającej się produkcji przemysłowej.
Oto roboty, których pracę może zaprogramować praktycznie każdy. Bezpieczne, proste i relatywnie tanie – coboty to odpowiedź na wyzwania w zmieniającej się produkcji przemysłowej.
Czym są coboty? To roboty współpracujące, przystosowane do współpracy z człowiekiem – można pracować z nimi na tej samej przestrzeni, nie obawiając się o swoje bezpieczeństwo. Nazwa „cobot” pochodzi od angielskiego collaborative robot. Narzędzia te różnią się od tradycyjnych robotów przemysłowych tym, że są mobilne i modułowe – pracownik sam może dostosować ich pracę do swoich potrzeb. Ich kompaktowość, elastyczność i względnie lekka waga (są o ok. 40 proc. lżejsze od tradycyjnych odpowiedników) pozwala na wszechstronne wykorzystanie.
Bezpieczną współpracę z cobotami zapewniają wbudowane systemy bezpieczeństwa i czujniki, dzięki którym maszyny zatrzymują się, jeśli natkną się na nieprzewidziane przeszkody. Coboty są łatwe w programowaniu i obsłudze, a do tego dostępne cenowo dla małych i średnich firm. To właśnie w tym sektorze eksperci upatrują niszę dla robotów współpracujących.
Jürgen von Hollen, prezes firmy Universal Robots, zwraca uwagę na prostotę jako podstawową zaletę produktu, a jednocześnie strategię marki. UR oferuje trzy modele ramion robotycznych (w dwóch liniach produktowych) o różnych udźwigach (3 kg, 5 kg i 10 kg) oraz promieniach zasięgu (odpowiednio: 50 cm, 85 cm, ponad 135 cm). Firma na razie skupia się na produkowaniu robotów UR3 i UR3e, UR5 i UR5e oraz UR10 i UR10e, by wciąż je udoskonalać – rozwija głównie oprogramowanie. Według von Hollena coboty należy traktować niczym śrubokręt – to proste narzędzie, które dopiero w rękach człowieka zyskuje na znaczeniu. Prezes Universal Robots nie podziela obawy, że roboty odbiorą pracę ludziom: dzięki cobotom pracownicy będą mieli szansę zająć się bardziej kreatywnymi zadaniami. „To recepta na lepsze wykorzystanie zasobów ludzkich” – twierdzi von Hollen. „Chcemy wzmacniać pozycję ludzi i odciążyć pracowników” – dodaje. W fabryce Universal Robots w Odense, gdzie również korzystają z własnych robotów, nie zwalnia się pracowników, lecz zatrudnia ich coraz więcej.
Coboty mają być receptą na postępujące braki kadrowe. „Na rynku jest coraz mniej niebieskich kołnierzyków” – mówi prezes UR. Roboty współpracujące, których praca polega na odwzorowanych ścieżkach ruchu, mogą zastępować człowieka w wykonywaniu monotonnych czynności. Co więcej, już teraz coboty wykorzystują sztuczną inteligencję w takich działaniach, jak np. selekcja zebranych ziemniaków i wyeliminowanie sztuk, które nie spełniają handlowych standardów. Trwają prace nad tym, by coboty mogły być kierowane głosem, np. przez Alexę.
„Nie ma firmy zbyt małej na wdrożenie automatyzacji. Także małe firmy zaczynają być świadome tego, że muszą automatyzować, jednak nie wiedzą, jak – w tym właśnie możemy im pomóc” – mówi Jürgen von Hollen. Tymczasem ponad 80 proc. rynku, który mógłby skorzystać na wprowadzeniu cobotów, dotąd nie słyszało o robotach współpracujących. Aktualnie jedynie 3 proc. globalnej sprzedaży wszystkich robotów to sprzedaż cobotów. Szacuje się, że ich udział w rynku wzrośnie do 34 proc. do 2025 roku. Roboty współpracujące są szeroko wykorzystywane w przemyśle motoryzacyjnym, chemicznym i elektronicznym, ale nie tylko. Przykładowo, coboty mogą zastępować pracowników w trudnych warunkach podczas obróbki, np. przy polerowaniu, w trakcie którego w powietrzu unoszą się szkodliwe dla człowieka pyły. Coboty przydają się w innych branżach niż przemysłowej, np. w codziennej pomocy w życiu osób niepełnosprawnych albo w fizjoterapii – odpowiednio zaprogramowane pomagają w ćwiczeniach rehabilitacyjnych. Wykorzystanie cobotów zależy od fantazji firmy: przykładowo roboty współpracujące w hotelach przygotowują odpowiednio ugotowane jajka na śniadanie bądź pizzę. Rozmaite aspekty robotów współpracujących mają znaczenie w różnych warunkach, np. w Singapurze są bardzo popularne, ponieważ w tamtejszych fabrykach brakuje miejsca i możliwości rozbudowy – a coboty są elastyczne i mobilne.
Universal Robots produkuje 70 robotów współpracujących dziennie, ale to nie tylko fabryka ramion robotycznych. Firma stworzyła ekosystem, który pozwala na konstrukcję pełnego robota: UR+ to showroom, w którym można znaleźć różnorakie chwytaki, systemy wizyjne, oprogramowanie, czujniki, akcesoria takie jak osłony, podnośniki czy mobilne stacje. Ponadto Universal Robots w 2017 roku otworzyło Akademię UR. „Chcemy rozprzestrzeniać wiedzę, dlatego udostępniamy bezpłatne kursy on-line z programowania cobotów” – mówi Jürgen von Hollen, prezes UR. W Polsce działają także dwa Autoryzowane Centra Szkoleniowe.
Firma w 2018 roku odnotowała przychód w wysokości 234 mln dolarów (38 proc. wzrost w stosunku do roku poprzedniego). Rok wcześniej, w 2017 roku, UR mogło się pochwalić 72 proc. wzrostem w stosunku do 2016 roku z przychodem w wysokości 170 mln dolarów. Branża ta rozwija się bardzo dynamicznie. Universal Robots zostało zakupione przez korporację Teradyne w 2015 roku za 285 mln dolarów. W Polsce UR funkcjonuje od 2010 roku. Biuro techniczne firmy znajduje się w Katowicach, a sieć partnerska na terenie kraju obejmuje siedmiu dystrybutorów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zobacz
||
