- Będzie nowy podatek cyfrowy. Ministerstwo Cyfryzacji odkrywa karty
- Ministerstwo zaczyna dostrzegać problem, iż prawo podatkowe przestało nadążać za cyfrową rzeczywistością. Nowy podatek ma "wyrównać zasady” dla usług cyfrowych
- Podstawa opodatkowania i stawka nowego podatku cyfrowego
- Za nowy podatek zapłacą konsumenci – alarmują eksperci
- „Wprowadzenie podatku od usług cyfrowych to w istocie próba nałożenia swoistej akcyzy na nowoczesne technologie”
Będzie nowy podatek cyfrowy. Ministerstwo Cyfryzacji odkrywa karty
Resort poinformował o złożeniu wniosku o wpis do wykazu prac legislacyjnych projektu ustawy o podatku rekompensującym od niektórych usług, - tzw. podatkiem cyfrowym. Nowy podatek ma być formą "rekompensaty” od usług świadczonych na terytorium Polski przez globalne firmy technologiczne. Chodzi o takie firmy jak Google, Meta (Facebook, Instagram), Amazon, Apple czy Microsoft. Opodatkowane mają zostać usługi polegające na:
- umieszczaniu na interfejsie cyfrowym reklamy ukierunkowanej do użytkowników,
- udostępnianiu wielostronnych platform cyfrowych umożliwiających interakcję między użytkownikami lub zawieranie transakcji między nimi,
- sprzedaży, licencjonowaniu lub innym odpłatnym przekazywaniu zgromadzonych danych o użytkownikach, generowanych w wyniku ich aktywności online.
Podatek obejmie także popularne "marketplace’y" i aplikacje, takie jak Temu, Shein, Allegro (choć tu ministerstwo przewiduje mechanizm odliczenia CIT - o czym dalej w artykule), a także platformy typu Uber, Glovo, Wolt czy Booking.com.
Ministerstwo zaczyna dostrzegać problem, iż prawo podatkowe przestało nadążać za cyfrową rzeczywistością. Nowy podatek ma "wyrównać zasady” dla usług cyfrowych
Ministerstwo zapewnia, że chodzi o wyrównanie warunków konkurencji:
– Dziś konkurencja na rynku cyfrowym w Polsce jest zachwiana. Firmy, które płacą podatki w Polsce, są w gorszej sytuacji niż te, które świadczą u nas usługi cyfrowe z zagranicy. To ogranicza konkurencyjność krajowych podmiotów, zmniejsza naszą suwerenność cyfrową i uszczupla dochody budżetu państwa – mówi wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Rozwój nowoczesnych form działalności gospodarczej nierzadko wyprzedza obowiązujące regulacje prawne, w szczególności w zakresie systemów podatkowych. Aktualnych przepisów podatkowych nie sformułowano z myślą o przedsiębiorstwach, które mają charakter globalny, wirtualny bądź posiadają tylko ograniczoną obecność fizyczną. Resort podkreśla, że wraz z przenoszeniem się gospodarki do sfery cyfrowej nierówności te będą się tylko pogłębiać.
Podstawa opodatkowania i stawka nowego podatku cyfrowego
Podstawą opodatkowania ma być przychód osiągnięty w Polsce z określonych usług cyfrowych. Proponowana stawka nie ma być wyższa niż 3 proc.
Ministerstwo zapowiedziało mechanizm ochronny, który w teorii ma premiować firmy uczciwie rozliczające się w kraju. Podatek cyfrowy będzie można pomniejszyć o zapłacony w Polsce CIT. W praktyce oznacza to, że firma najpierw wyliczy podatek od przychodu, a następnie odejmie od niego zapłacony wcześniej podatek dochodowy. Jeśli CIT okaże się wyższy – dopłata wyniesie zero.
Resort argumentuje, że nowe przepisy mają uderzyć przede wszystkim w podmioty unikające opodatkowania i "transferujące zyski do rajów podatkowych". Z opodatkowania wyłączone zostaną m.in.:
- portale publikujące własne materiały redakcyjne,
- platformy działające w modelu subskrypcyjnym oparte na własnych treściach,
- banki, ubezpieczyciele i fundusze inwestycyjne,
- producenci prowadzący własne sklepy internetowe (jeśli nie pośredniczą dla innych marek),
- dostawcy infrastruktury chmurowej i usług telekomunikacyjnych.
Co ciekawe, nowego podatku w swoim podstawowym modelu subskrypcyjnym nie zapłacą przedsiębiorstwa takie jak Netflix, Disney+ czy Spotify, ponieważ usługi polegające na dostarczaniu własnych treści cyfrowych również objęto wyłączeniem.
Za nowy podatek zapłacą konsumenci – alarmują eksperci
Eksperci z Warsaw Enterprise Institute nie mają złudzeń. Ich zdaniem podatek cyfrowy ma niewiele wspólnego z rekompensatą:
- To nic innego jak zwykły podatek wyłudzeniowy, którego celem nie jest nawet łatanie deficytu budżetowego (bo przychody będą relatywnie niskie), a tak naprawdę uderzenie w kapitał zagraniczny dla celów stricte politycznych - oceniają.
Doświadczenia innych państw pokazują, że najwięksi gracze, jak Google czy Meta, rzadko ponoszą realny koszt nowych obciążeń. Zwykle wliczaja je w ceny reklam, prowizji czy usług. To oznacza droższe kampanie marketingowe, wyższe opłaty dla sprzedawców internetowych, a w konsekwencji – wyższe ceny produktów i usług.
Nowy podatek może więc przełożyć się na droższe zakupy online, wyższe prowizje na platformach rezerwacyjnych, droższe przejazdy czy dostawy jedzenia. Ostatecznie rachunek trafi do konsumenta – przy każdej płatności w internecie.
„Wprowadzenie podatku od usług cyfrowych to w istocie próba nałożenia swoistej akcyzy na nowoczesne technologie”
Eksperci zwracają też uwagę na możliwe konsekwencje międzynarodowe. Stany Zjednoczone od lat krytycznie podchodzą do podatków cyfrowych:
- To strzał w relacjach z USA. Administracja w Waszyngtonie od dawna traktuje podatki cyfrowe jako bariery handlowe wymierzone w amerykański biznes. Donald Trump już wcześniej zapowiadał retorsje, w tym cła odwetowe i, co najbardziej niepokojące, ograniczenie transferu kluczowych technologii do Europy. W dobie wyścigu o dominację w dziedzinie sztucznej inteligencji, taki konflikt może trwale zablokować rozwój polskiego sektora AI czy produkcji półprzewodników.
Źródła:
WEI, Ministerstwo Cyfryzacji