To już kolejny podwyżkowy miesiąc na zakupach. I marna to pociecha, że jedynie zmieniają się królowie drożyzny. W lipcu napoje bezalkoholowe podrożały rok do roku o 5,6 proc. i tym samym znalazły się na pierwszym miejscu w zestawieniu kategorii produktów, których ceny rosły najszybciej. Dla porównania, w czerwcu wzrost cen w tej kategorii wynosił 3,2 proc. rok do roku.
Tak wynika z cyklicznego raportu „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych”, przygotowanego przez UCE Research i Uniwersytety WSB Merito. Analiza objęła 17 kategorii oraz ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 103 tys. cen detalicznych z ponad 47,3 tys. sklepów należących do 64 sieci handlowych.
Zdaniem ekspertów na ceny napojów wpływa kilka czynników. Jednym z nich jest zapowiadana podwyżka tzw. podatku cukrowego, ale znaczenie może mieć również system kaucyjny.
– Omawiana kategoria znajduje się obecnie m.in. pod pewną presją kosztową związaną z zapowiadaną podwyżką tzw. podatku cukrowego - komentuje dr Marek Szymański, ekspert Uniwersytetu WSB Merito. - Jednak podejrzewam, że istotniejszym czynnikiem mogą być koszty systemu kaucyjnego. Sieci handlowe wprawdzie starają się go wykorzystać, żeby zwiększyć własną sprzedaż. Jednak sprawna obsługa zwrotu opakowań jest kosztowna, więc możliwe, że delikatnie próbuje się obciążać nią nabywców – dodaje ekspert.
Chemia gospodarcza i pieczywo też mocno drożeją
Na drugim miejscu w zestawieniu znalazła się chemia gospodarcza. Jej ceny były w lipcu o 5,4 proc. wyższe niż rok wcześniej. Kolejne pozycje zajęły pieczywo ze wzrostem o 5,2 proc. oraz słodycze i desery, które podrożały o 5,1 proc. Jak wskazuje dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, wzrosty przekraczające 5 proc. są efektem połączenia kilku czynników. Wśród nich wymienia koszty produkcji, energii, pracy i surowców, ale także efekt bazy.
W przypadku napojów bezalkoholowych dodatkowe znaczenie ma sezonowość. Latem zapotrzebowanie na tego rodzaju produkty rośnie, a tegoroczna fala upałów dodatkowo zwiększa popyt. To z kolei ułatwia producentom i sieciom handlowym przenoszenie części rosnących kosztów na klientów.
Ekspert zaznacza jednak, że przyspieszenie wzrostu cen napojów do 5,6 proc. nie oznacza powrotu szerokiej presji inflacyjnej. Jest raczej przykładem silniejszego wzrostu cen w konkretnej kategorii.
Droższe paliwo podbija koszty produkcji i transportu
Na ceny poszczególnych produktów wpływają różne czynniki. W przypadku chemii gospodarczej istotne są między innymi wysokie koszty energii, ponieważ produkcja części tego rodzaju artykułów jest energochłonna. Z kolei w przypadku pieczywa znaczenie ma cena pszenicy. W lipcu kosztowała ona średnio o 5,8 proc. więcej niż w czerwcu, natomiast w ujęciu rocznym jej cena wzrosła o 9,9 proc. Droższe zboże przekłada się na koszty produkcji produktów, do których przygotowania potrzebna jest mąka.
– Każdą z tych kategorii charakteryzują odmienne czynniki przekładające się na wzrost ceny. Przykładowo, w przypadku chemii gospodarczej proces przygotowania produktów jest energochłonny - tłumaczy dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito. -Z kolei pszenica kosztowała w lipcu średnio o 5,8 proc. więcej niż w czerwcu, a w ujęciu rocznym podrożała o 9,9%. To ma wpływ na ceny produktów, do przygotowania których niezbędna jest mąka, co wyjaśnia sytuację z pieczywem. Natomiast na pewno wspólnym mianownikiem dla każdej kategorii staje się rosnąca cena paliwa, co determinuje wyższe koszty logistyki, transportu i produkcji – podkreśla specjalistka.
Warzywa mogą być kolejnym problemem dla konsumentów
Kolejne miejsca w zestawieniu zajęły środki higieny osobistej, których ceny wzrosły rok do roku o 3,9 proc., karmy dla zwierząt z podwyżką o 3,8 proc., warzywa – 3,7 proc. oraz ryby – 3,6 proc. W przypadku warzyw sytuacja jest szczególnie istotna, ponieważ jeszcze do końca pierwszej połowy tego roku ich ceny pozostawały na relatywnie niskim poziomie. Było to związane między innymi z wysokimi zapasami niektórych kategorii produktów.
Jak zaznacza dr Mariusz Dziwulski, ekspert do spraw analiz rynku rolno-spożywczego z PKO BP, perspektywa niższej produkcji warzyw gruntowych oraz ziemniaków może jednak oznaczać dalszy wzrost cen tej kategorii w kolejnych miesiącach. Główny Urząd Statystyczny pod koniec lipca wstępnie oszacował, że tegoroczne zbiory warzyw gruntowych będą o 4,5 proc. niższe niż rok wcześniej.
Upalne lato może podbić ceny warzyw
Wzrost cen warzyw jest o tyle zaskakujący, że lipiec jest okresem szczytowej krajowej podaży sezonowej. W normalnych warunkach większa dostępność krajowych produktów powinna działać w kierunku obniżenia cen.
Tymczasem dynamika cen przyspieszyła z 0,8 proc. w czerwcu do 3,7 proc. w lipcu. – Lipiec to miesiąc szczytu krajowej podaży sezonowej, który zwykle powinien obniżać ceny. Jednak dynamika przyspieszyła z 0,8 proc. do 3,7 proc.. Prawdopodobnie warunki wegetacyjne, czyli upały i susza, ograniczyły plony na tyle, że efekt zwiększonej podaży został przez to z nawiązką przykryty. To sygnał ostrzegawczy pokazujący, że deflacja warzyw i żywności może się kończyć, co będzie mieć wpływ na inflację jesienią – dodaje dr Piotr Arak.
Jeżeli prognozy dotyczące tegorocznych zbiorów się potwierdzą, konsumenci mogą więc w kolejnych miesiącach mocniej odczuć ceny warzyw. Szczególne znaczenie będą miały warunki pogodowe oraz wielkość krajowej produkcji.
Mięso, owoce i wędliny podrożały, ale znacznie mniej
Nie wszystkie produkty drożały jednak w tak szybkim tempie. W lipcu ceny mięsa były o 2,5 proc. wyższe niż rok wcześniej. W przypadku owoców wzrost wyniósł 2,3 proc., dodatków spożywczych – 1,2 proc., natomiast wędlin – 1,1 proc.
Widać więc wyraźną różnicę pomiędzy kategoriami, które podrożały o ponad 5 proc., a tymi, w których wzrost cen był zdecydowanie bardziej umiarkowany. Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja w przypadku trzech grup produktów, które w ciągu miesiąca przeszły z dodatniej dynamiki cenowej do spadków rok do roku.
Kawa i inne używki zaczęły tanieć
Dotyczyło to używek, produktów sypkich oraz artykułów dla dzieci. W przypadku używek w czerwcu odnotowano wzrost cen o 3,6 proc. rok do roku, natomiast w lipcu ceny spadły o 0,1 proc. Zdaniem dr Justyny Rybackiej przyczyną tej zmiany są między innymi niższe ceny surowców, w tym kawy, a także efekt wysokiej bazy.
– W ubiegłym roku kosztowała ona nawet ponad 400 dolarów, a obecnie notowania giełdowe są na poziomie nieco przekraczającym 300 dolarów – wskazuje ekspertka.
Zmiana cen surowców jest więc widoczna w cenach produktów, które konsumenci znajdują na sklepowych półkach. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że rok wcześniej ceny części surowców były wyjątkowo wysokie.
Produkty sypkie mocno falują cenowo
W przypadku produktów sypkich sytuacja jest jeszcze bardziej zmienna. W czerwcu ich ceny były o 3,4 proc. wyższe niż rok wcześniej, natomiast w lipcu znalazły się już 1,4 proc. poniżej poziomu z poprzedniego roku.
Dr Marek Szymański zwraca uwagę, że nie jest to pierwszy tak gwałtowny ruch cen w tej kategorii. – W przypadku artykułów sypkich od kilku miesięcy jesteśmy świadkami falowania wskaźnika od wyraźnych spadków, np. o 4,6 proc. w październiku 2025 roku, do równie wysokich w ujęciu bezwzględnym wzrostów, np. o 5,6 proc.w kwietniu 2026 roku. To sugeruje wpływ promocji w sieciach handlowych. Zapasy u producentów podstawowych produktów w tym samym czasie były dość stabilne, z wyjątkiem cukru – zaznacza dr Marek Szymański.
Oznacza to, że na ceny produktów sypkich w sklepach może wpływać nie tylko sytuacja po stronie producentów i koszty surowców, ale również polityka promocyjna sieci handlowych.
Artykuły dla dzieci również potaniały
Trzecią kategorią, która w lipcu znalazła się na minusie, były artykuły dla dzieci. Jeszcze w czerwcu ich ceny były o 1,9 proc. wyższe niż rok wcześniej. W lipcu spadły natomiast o 2,7 proc. rok do roku. Zmiana ta wpisuje się w szerszy obraz rynku, na którym część kategorii zaczyna tanieć, podczas gdy inne nadal notują wyraźne wzrosty.
Oznacza to, że konsumenci nie odczuwają jednolitego wzrostu cen wszystkich produktów. W tym samym czasie jedne towary drożeją o kilka procent, inne pozostają względnie stabilne, a jeszcze inne są tańsze niż przed rokiem.
Największy spadek cen dotyczył tłuszczów
Największe spadki cen rok do roku odnotowano w przypadku produktów tłuszczowych. Ich ceny były w lipcu niższe aż o 14,3 proc. Drugą kategorią, która potaniała, był nabiał. W tym przypadku spadek wyniósł 2,9 proc.
Za obniżkami cen produktów tłuszczowych stoi przede wszystkim tańsze masło. Jak wyjaśnia dr Mariusz Dziwulski, wpływ na sytuację miały lepsze warunki podażowe. Chodzi między innymi o wzrost produkcji mleka i artykułów mlecznych u największych światowych producentów, przede wszystkim w Unii Europejskiej.
Znaczenie miała również polityka sieci handlowych, które w związku z wysokimi wcześniej cenami masła prowadziły liczne akcje promocyjne. Ekspert zwraca jednak uwagę, że obecne spadki cen nie muszą trwać wiecznie. Biorąc pod uwagę prognozy dotyczące produkcji mleka w drugiej połowie 2026 roku, skala obniżek może stopniowo się zmniejszać. Nie można również wykluczyć, że pod koniec roku ceny w tej kategorii ponownie zaczną rosnąć rok do roku.
Tanie masło może nie zostać z nami na długo
Dr Marek Szymański zwraca uwagę, że obecna sytuacja na rynku tłuszczów jest związana między innymi z dobrymi zbiorami rzepaku i rzepiku w ubiegłym roku. Przełożyło się to na zwiększenie produkcji olejów.
Podobna sytuacja dotyczy masła. W pierwszych pięciu miesiącach tego roku jego produkcja w Polsce była o 22 proc. wyższa niż rok wcześniej. – Tłuszcze zapewne przez dłuższy czas będą dostępne w niskich cenach. To wynik dobrych plonów rzepaku i rzepiku w roku ubiegłym i związanej z tym zwiększonej produkcji olejów. Podobnie rzecz ma się z masłem. Jego produkcja w pierwszych pięciu miesiącach była w Polsce o 22% wyższa niż rok wcześniej. W przypadku nabiału także mamy zwiększoną podaż podstawowych produktów, chociaż o nieco mniejszej skali. Jednak warto pamiętać o spadających cenach produkcji spożywczej, które dają sieciom handlowym możliwości większych obniżek regularnych lub promocji – podsumowuje dr Marek Szymański.
Absolwentka politologii i dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, także PR-owiec. Przez blisko dziesięć lat jej pasją było radio, gdzie prowadziła audycje i robiła reportaże, ostatecznie zwyciężyła magia mediów internetowych. Bliskie są jej tematy związane z rynkiem pracy i przedsiębiorczością. Lubi rozmawiać z ludźmi i opisywać ich historie, także te biznesowe, prowadzące do sukcesu. Prywatnie wielbicielka psów i kotów, górskich wędrówek, jazdy na nartach i podróży w miejsca nieoczywiste.
