By wyobrazić sobie dojmujący strach, jaki przeżyli ludzie zawdzięczający posady władzy, trzeba wrócić do wspomnień tych, którzy podobne kariery robili w PRL. A to dlatego, że w media rządowe (dla niepoznaki nazywane narodowymi) wkomponowano mechanizmy podobne do tych, jakie niegdyś warunkowały funkcjonowanie cenzury wewnątrzredakcyjnej.

Rozpaczliwe ruchy pod adresem nieszczęsnej listy przebojów, która z programu rozrywkowego stała się nagle politycznym, są tylko tego zewnętrznymi objawami. Chcąc na spokojnie całą sprawę obejrzeć od kulis, należy wybrać się w podróż do przeszłości, którą najstarsi pracownicy mediów narodowych (i nie tylko oni) znają z autopsji.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP