Kępa – wiceprzewodniczący Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Ad Rem" i przewodniczący oddziału branżowego asystentów sędziów tego związku – uczestniczył wraz z posłami Lewicy Maciejem Koniecznym i Darią Gosek-Popiołek w poniedziałkowym briefingu przed Sądem Okręgowym w Katowicach.

Jak zaznaczył, pracownicy sądów oraz prokuratur – jako wyłączeni z ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych – nie mogą strajkować. Dlatego od ponad 40 dni w trakcie 15-minutowych regulaminowych przerw śniadaniowych protestują w miejscach pracy lub przed nimi przeciw rządowym zapowiedziom zamrożenia wynagrodzeń zasadniczych w sądach i prokuraturach.

Reklama

"Cała sfera budżetowa przez prawie dekadę miała tymczasowo zamrożone pensje – mniej więcej od 2009 r. Dwa lata temu udało się częściowo zasypać prawie dziesięcioletnią zapaść wynagrodzeń pracowników sądów i prokuratur. Przez prawie dekadę pensje pracowników sądów i prokuratur zmalały (realnie - PAP) prawie o jedną trzecią" – mówił Kępa.

Jak dodał, w ub. roku w związku z pandemią zamrożenie było uzasadnione, w związku z oszczędnościami budżetowymi. "Kolejny rok zamrożenia wynagrodzeń oznacza realny spadek rzeczywistych pensji o stopień inflacji. Obecnie cała sfera władzy państwowej ma zapewnione podwyżki w przyszłym roku(…); sądy i prokuratury zostaną kolejny raz pominięte" – zaznaczył.

Jako skutki zamrożenia związkowiec wskazał pogłębienie już obecnie trudnej sytuacji kadrowej w sądach – spowodowanej w jego ocenie przede wszystkim niskimi wynagrodzeniami, dodatkowo różniącymi się między poszczególnymi apelacjami. "Kolejny rok zamrożeń, oznaczający spadek pensji o 10-12 proc. spowoduje, że pracownicy będą zmuszeni szukać nowej pracy" – podkreślił.

Zaakcentował, że licząca ponad 35 tys. osób grupa zawodowa pracowników sądów i prokuratur – najczęściej wykwalifikowanych, z wyższym wykształceniem – pracuje zwykle z zaangażowaniem i pasją. W przypadku np. pracowników sekretariatów zarobki wynoszą jednak 2,5-3 tys. zł brutto. „Jeżeli nie będzie wykwalifikowanych pracowników sądów, sądy mogą nie tylko wolniej pracować, ale nawet niektóre – przestać działać" – uznał Kępa.

"W sądach jest coraz więcej spraw, coraz mniej ludzi do ich obsługi; są nowe osoby kadry kierowniczej. To też prowadzi do problemów. Związek zauważył, że pracownicy zgłaszają nam zjawisko mobbingu – czy organizacyjnego, czy w zakresie dysproporcji płac, czy wreszcie takiego ludzkiego zachowywania się wobec pracowników" - dodał.

"Związek naliczył ponad 20 takich przypadków w skali kraju. Notyfikujemy te problemy ministerstwu, ciągle czekamy na jakiś odzew" – zasygnalizował Kępa. Pytany, czy mobbing wiąże się z nowymi kadrami odpowiedział, że nie ma tu reguły. Podkreślił jednak, że zjawisko nasiliło się w ostatnich dwóch latach - podobnie, jak w niektórych sądach, problemy ze stosowaniem Kodeksu pracy, czy ustawy o związkach.

"Punktem kulminacyjnym naszych działań będzie protest w Warszawie 10 września tego roku. Centrale związków zawodowych związków i prokuratur będą na terenie Warszawy protestować i wskazywać nasze postulaty i problemy chcąc, aby wreszcie strona rządowa porozmawiała o problemach pracowników" – zapowiedział przedstawiciel związku "Ad Rem".

Posłowie Konieczny i Gosek-Popiołek przypomnieli o ogłoszonym 1 maja ub. roku pakiecie rozwiązań pracowniczych, w którym znalazł się postulat minimum 3,5 tys. zł wypłaty w budżetówce. "Jeżeli państwo polskie ma działać sprawnie, potrzebuje dobrze opłacanych fachowców; obecne pensje w budżetówce tego nie gwarantują" – powiedział Konieczny.

"Ta pensja minimalna 3,5 tys. zł to jest jakieś minimum, które pozwala chociażby wypełniać wakaty, które coraz częściej pojawiają się na kluczowych odcinkach działania państwa. Tu przykład pracowników sądów – nie sędziów, nie tych dobrze opłacanych na górze, ale tych, dzięki którym sądy w ogóle działają" – podkreślił poseł Razem.