Kluczem do pokonania pandemii jest sanepid. Polski wymaga poważnej reformy

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
25 października 2020, 00:11
koronawirus lekarz szpital
<p>Kluczem do pokonania pandemii jest sanepid. Polski wymaga niestety poważnej reformy</p>/Agencja Gazeta
Bez sanepidu nie zwalczymy pandemii COVID-19, ale do tego trzeba pieniędzy i poważnego, a nie PR-owego podejścia do jego problemów

Nie radzą sobie z pandemią, nie ogarniają sytuacji – takie opinie o inspektorach sanepidu można usłyszeć nie tylko w prywatnych rozmowach, lecz także od polityków związanych z partią rządzącą. – Jarosław Pinkas, główny inspektor sanitarny, jest w stanie przedzawałowym. Z byłym ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim miał bardzo napięte stosunki, nie znosili się nawzajem, więc GIS nie bardzo potrafił cokolwiek wywalczyć dla swoich ludzi. Z nowym szefem resortu, Adamem Niedzielskim, także nie ma chemii, obaj panowie obwiniają się nawzajem o zaniechania, próbują zrzucić na siebie winę za rozprzestrzenianie się pandemii – mówi DGP osoba zbliżona do obozu rządzącego.

Moment urzędowego optymizmu

Po Łukaszu Szumowskim „bycie twarzą” walczącego z zarazą rządu przejął minister Niedzielski. Za to Jarosław Pinkas przestał się udzielać publicznie, w ostatnich dniach nie znalazł czasu dla DGP na rozmowę o tym, co się dzieje w kierowanej przez niego instytucji i jaką ma strategię ograniczenia strat. Kiedy pod koniec września rozmawialiśmy ostatni raz, mówił, że pandemia stała się dla sanepidu pewną szansą, gdyż społeczeństwo i rządzący zrozumieli, jak bardzo ta instytucja jest potrzebna. Chwalił się, że w 2019 r. pracownicy po raz pierwszy od wielu lat dostali od premiera podwyżkę – po 500 zł dla wszystkich. Mimo pozyskania nowych środków budżetowych nie da się w czasie kryzysu zasypać kadrowych braków ani załatać niedoborów sprzętowych czy inwestycyjnych.

– Nie ma komputerów, skanerów, panie przepisują dokumenty przez kalkę! – mówił DGP Jarosław Pinkas.

I wyrażał nadzieję, że zakupione z rządowej dotacji 9 tys. laptopów i ponad 8 tys. telefonów komórkowych z pełnym oprogramowaniem i łącznością z siecią wraz z zakończeniem prac nad systemem informatycznym załatwią sprawę. – To będzie cyfrowy skok inspekcji. Dzięki temu nawet przy tych zasobach ludzkich, które dziś mamy, będziemy w stanie lepiej pracować, a ludzie będą mniej przemęczeni – mówił.

Nic takiego się nie stało. Inspekcja, tak samo zresztą jak cała opieka medyczna, goni w piętkę. Ze stron powiatowych stacji sanitarno-epidemiologicznych zniknęły lokalne numery telefonów – widnieje tyko jeden, ogólnopolskiej infolinii (+48 222 500 115). Ma to usprawnić komunikację obywateli z inspekcją. Według wypowiadających się w sieci jest dokładnie odwrotnie – nie da się dodzwonić.

Nam się udało już po kwadransie oczekiwania, we wtorek 20 października, o godzinie 20.53. Zadaliśmy dwa pytania. Pierwsze: co należy zrobić, jeśli osoba przebywająca ze mną w trzyosobowym gospodarstwie domowym miała w pracy kontakt z osobą dodatnią i sama ma objawy infekcji. Odpowiedź pierwsza: należy poczekać, aż sanepid przeprowadzi wywiad epidemiczny, ogarnie kontakty zakażonej osoby i wyda decyzję o kwarantannie. Może to potrwać dowolną liczbę dni. Jest też alternatywa: możemy sami zawiadomić inspekcję o prawdopodobnym kontakcie ze źródłem zakażenia za pomocą formularza kontaktowego na stronie GIS. Trzecia możliwość: nie robić nic i mieć nadzieję, że nikt nie zauważy, a odpowiedzialna obywatelsko postawa sprawi, że nie będziemy źródłem zakażenia.

Ciekawsza była odpowiedź na pytanie numer dwa: co ma zrobić lekarz, u którego siedem dni temu stwierdzono zakażenie SARS-CoV-2, a po siódmym dniu jego kwarantanny (objawy były łagodne) wirusa wykryto u jego żony – lekarki pracującej w tym samym szpitalu. Nałożona została na nią podwójna kwarantanna – 20 dni. Problem w tym, że on powinien po 10 dniach wrócić do pracy. Ale jak, skoro jego żona jest pełnoobjawowa? A jeszcze są procedowane przepisy, które mają zapobiec przechodzeniu lekarzy na lewe zwolnienia (według planów legislacyjnych rządu będą je mogli wystawiać tylko lekarze sądowi). – Jeśli mieszka w jednym gospodarstwie domowym z osobą pełnoobjawową, powinien się zwrócić do lekarza POZ, żeby ten się zwrócił do inspekcji o przedłużenie kwarantanny – tłumaczy miła pani na infolinii. A jeśli tego nie zrobi? – No to nic się nie stanie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj