W przypadku waluty ponadnarodowej trudno jest odwoływać się do tych samych kryteriów, co w przypadku waluty krajowej. A do tego dochodzą jeszcze nowe trendy w zakresie wyglądu banknotów na świecie. Dlatego EBC nie będzie miał łatwego zadania.

Warto temu wydarzeniu poświęcić nieco więcej miejsca, a moją analizę postaram się wzbogacić także o wątki wychodzące poza samą ekonomię. Tak często mówi się o pieniądzu przez pryzmat jego funkcji ekonomicznych lub politycznych, że z oczu czasem znika sam wygląd pieniądza.

Co można zobaczyć na znajdujących się w obiegu banknotach i monetach? Najczęściej widnieją tam wizerunki ważnych dla danego kraju postaci. Jest jednak jeden znaczący wyjątek. Mowa oczywiście o euro.

Waluta jest jednym z najważniejszych symboli narodowych.
Reklama

Waluta jest jednym z najważniejszych symboli narodowych, najprawdopodobniej zaraz po takich symbolach jak: flaga, hymn oraz godło. Nic dziwnego, że odzyskujące niepodległość państwa dążą niemal natychmiast do wprowadzenia własnego krajowego pieniądza. W przypadku euro mieliśmy do czynienia z odwrotną kombinacją: otóż kraje o wielowiekowej historii zrezygnowały z własnej waluty krajowej na rzecz waluty ponadnarodowej.

Oczywiście historia zna przypadki rezygnacji przez suwerenny kraj z własnej waluty na rzecz innej waluty. Zjawisko to znane jest najczęściej pod nazwą dolaryzacji. A przykładem takiego kraju może być Ekwador, który już od ponad dwudziestu lat posługuje się dolarem USA. Jednak, z całym szacunkiem do Ekwadorczyków, ale odejście od rodzimego sucre nie przysparza im powodów do dumy. Władze walutowe tego kraju po prostu nie były w stanie wygenerować wśród swoich obywateli zaufania do rodzimej waluty. Jeżeli jakiś kraj nie jest zmuszony do tego, to rzadko rezygnuje ze swojej waluty. Nawet sam rachunek ekonomiczny nie zawsze przemawia na rzecz odejścia od waluty rodzimej. Może o tym świadczyć przykład Nowej Zelandii. Koncepcja ANZAC (wspólnej waluty Australii i Nowej Zelandii) jest znana już od wielu lat, ale nic nie wskazuje na jej rychłe wprowadzenie w życie. Rzecz w tym, że każdy kraj lubi sam decydować o tak ważnej kwestii, jaką jest polityka monetarna. A jak wytłumaczyć przypadek euro?

Od samego początku euro było i chyba nadal jest dziwną walutą. Trudno było zaprojektować wygląd tej waluty, jeszcze trudniej było wprowadzić pomysły w życie. A dla mnie osobiście trudne jest nawet samo pisanie o euro. Dla wielu doszukiwanie się analogii między Ekwadorem a którymkolwiek z krajów strefy euro byłoby wręcz obrazoburcze. Nie zmienia to tego, że kondycja szeregu walut krajowych dzisiejszych uczestników strefy euro (przed wprowadzeniem euro) była naprawdę słaba.

Cóż, lir włoski w trakcie ostatnich 30 lat swego istnienia stracił względem marki niemieckiej ponad 80 proc. Podobnej deprecjacji była poddana peseta hiszpańska. Nawet waluta tak dużej i ważnej dla projektu UE gospodarki jak francuska straciła ponad połowę swojej wartości. Oczywiście moi adwersarze zaraz powiedzą, że podawane wyżej dane nie są efektem słabości opisywanych walut, a jedynie dowodem na siłę marki niemieckiej. I nie będzie im można do końca odmówić racji. Chciałoby się też napisać, że kraje strefy euro zrezygnowały ze swoich walut dobrowolnie. Mam jednak świadomość, że nie wszystkim w Niemczech spodobałoby się tak sformułowane zdanie. Chyba nie muszę dłużej przekonywać, dlaczego zatem już samo pisanie o euro nie jest dla mnie łatwym przedsięwzięciem.

Ale ponieważ tekst nie jest analizą ekonomiczną czy polityczną zjawiska euro tylko refleksją nad wyglądem tej waluty, przystąpmy do kwestii estetyczno-ideowych.

Z końcem lutego tego roku minęły dokładnie dwie dekady od chwili, kiedy wprowadzone dwa miesiące wcześniej banknoty i monety euro stały się w strefie euro jedynym środkiem płatniczym. Przez pierwsze dwa miesiące 2002 r. mieliśmy do czynienia ze swoistego rodzaju dualizmem walutowym, gdyż obok euro w obiegu znajdowały się coraz szybciej z niego wycofywane banknoty i monety poszczególnych krajów strefy euro. Należy przyznać, że operacja wprowadzenia euro została zrealizowana perfekcyjnie.

Z końcem lutego tego roku minęły dokładnie dwie dekady od chwili, kiedy wprowadzone dwa miesiące wcześniej banknoty i monety euro stały się w strefie euro jedynym środkiem płatniczym.

Przypomnijmy parę szczegółów: mowa o 15 mld banknotów (o łącznej wartości 633 mld euro) oraz 52 mld monet (o wartości 16 mld euro). Żeby lepiej zilustrować powyższe dane – liczba banknotów wystarczyłaby do ponad dwukrotnego pokonania dystansu dzielącego ziemię od księżyca. Z kolei waga wybitego w mennicach całego bilonu przekraczała ponad 24-krotność wieży Eiffla. Starsi czytelnicy na pewno pamiętają niemal równie perfekcyjną operację przeprowadzoną w naszym kraju. Mowa tutaj oczywiście o denominacji złotego z lat 1995-1996. Wymiana walut w strefie euro trwała jednak tylko dwa miesiące. A kiedy do tego dodamy rozmiar geograficzny całej ówczesnej strefy euro (składającej się z 12 państw), to tak ambitnej operacji ludzkość jeszcze nie widziała. Nie przypominam sobie też jakichkolwiek poważniejszych uchybień w trakcie jej przeprowadzania.

Wspominając wyżej o trudnościach związanych z wprowadzeniem euro miałem na myśli przede wszystkim całą unię gospodarczą i walutową. Teraz chciałbym skoncentrować się jednak na banknotach i monetach, czyli przysłowiowej gotówce. Jak można się domyślać, do przeprowadzenia takiej operacji niezbędne było uruchomienie banku centralnego. Z tym były kłopoty, bo zanim Niemcy przeforsowały Frankfurt nad Menem, inne miasta (w tym Londyn i Amsterdam), również nie kryły ambicji bycia siedzibą przyszłego banku centralnego. Sama nazwa nowej waluty przysparzała problemu. Przecież do połowy lat dziewięćdziesiątych mowa była o ECU. Sęk w tym, że w zależności od wymowy tej magicznej nazwy, Niemcom kojarzyła się ona albo z krowami, albo z marką niemieckiego piwa o nazwie EKU. ECU musiało być zastąpione inną nazwą. Padło na euro.

Teraz trzeba było zaprojektować wygląd nowej waluty, czyli przygotować wzory banknotów i monet. Same banknoty trzeba było wcześniej jeszcze zaprojektować, co wcale nie było łatwym zadaniem. Rzecz w tym, że Europejczyków często więcej dzieli niż łączy. Cóż, stuleci antagonizmów szerzących się na starym kontynencie nie dało się wyeliminować na przestrzeni zaledwie kilku dekad. Wyobraźmy sobie, co stałoby się, gdyby Niemcy wyszli z propozycją wizerunku Bismarcka, a Francuzi – Napoleona. Można byłoby postawić na dziedzictwo kulturalne, ale wówczas wyszłaby na wierzch nie tyle duma narodowa, ile próżność. Jeśli chodzi o banknoty, to nominałów jest zaledwie siedem, czyli znacznie mniej niż zainteresowanych krajów. Innymi słowy, nie wszystkie kraje miałyby możliwość wyrażenia swojej dumy narodowej.

Wyjściem z impasu było odwołanie się do koncepcji okien i mostów mających reprezentować ideę otwarcia Europy oraz chęci jej uczestników do integrowania się. Pomysł świetny, gorzej nieco poszło z jego realizacją. Konkurs na projekt nowych banknotów europejskich wygrał austriacki grafik Robert Kalina. Niestety mimo najlepszych chęci Kalina nie uchronił się od kilku wpadek. Ale jednak zaprojektować siedem różnych nieistniejących mostów (i reprezentujących jeszcze odmienne style w architekturze) nie jest łatwo. I jak można się było spodziewać, jak tylko Kalina przedstawił swoje projekty, natychmiast znaleźli się tacy, którzy twierdzili, że taki most gdzieś widzieli. A podobno nawet jeden z zaprojektowanych przez Kalinę mostów istnieje w… Indiach.

Pierwsza postać na banknotach euro pojawiła się dopiero w 2013 r.

Takim wentylem bezpieczeństwa do wyrażenia dumy narodowej pozostał bilon. Ale tutaj wiele państw wolało hołdować bardzo ostrożnej postawie i w efekcie zrezygnowały one z wizerunku postaci historycznych. A jeżeli już, to najczęściej pojawiają się na rewersie koronowane głowy monarchów (np. w Belgii czy Holandii). Tym samym do rangi wyjątku urastają wizerunki: kompozytora Wolfganga Amadeusza Mozarta, austriackiej pacyfistki i laureatki nagrody Nobla Berthy von Suttner, pierwszego gubernatora niepodległej Grecji Ioannisa Kapodistriasa, premiera Grecji i orędownika reform społecznych Eleftheriosa Wenizelosa, słoweńskiego twórcy tamtejszego piśmiennictwa Primoža Trubara czy hiszpańskiego pisarza Miguela de Cervantesa. Tytułem uzupełnienia należy dodać, że w przypadku bilonu, zwyciężyła koncepcja, której autorem jest Luc Luycx z Królewskiej Mennicy Belgijskiej.

Pierwsza postać na banknotach pojawiła się dopiero w 2013 r. Chcąc zachować wszelką ostrożność zdecydowano się na postać mitologiczną i dlatego na banknotach z podpisem Mario Draghiego można dopatrzeć się (za sprawą znaku wodnego) podobizny twarzy kobiecej, ilustrującej mitologiczną boginię Europę.

Z okazji zbliżającego się 20-lecia wprowadzenia gotówki do obiegu, EBC zapowiedział (a dokładniej pani prezes EBC Christine Lagarde) chęć modyfikacji istniejących banknotów. Prace nad wyglądem nowych banknotów mają odbywać się przede wszystkim na zasadzie szeroko zakrojonych konsultacji społecznych, a ostateczna decyzja zostanie podjęta w 2024 r. Została powołana nawet 19-osobowa (po jednym uczestniku z każdego kraju) specjalna komisja doradcza składająca się między innymi z artystów, historyków oraz specjalistów z zakresu projektowania grafiki.

Z okazji 20-lecia wprowadzenia gotówki do obiegu, EBC zapowiedział chęć modyfikacji istniejących banknotów.

Komisja ta nie będzie miała łatwego zadania, nie tylko za sprawą wcześniej wymienionych już doświadczeń historycznych. Rzecz w tym, że banknoty są już nie tylko uosobieniem dumy narodowej. Coraz więcej na znaczeniu zyskuje zagadnienie parytetu dotyczącego płci czy nawet rasy. Wystarczy spojrzeć na ostatni projekt banknotu wyemitowanego przez Bank Anglii o nominale 50 funtów. Widnieje na nim wizerunek matematyka Alana Turinga. Przeszedł on do historii nie tylko jako autor osiągnięć z zakresu kryptologii, ale także z powodu swojego tragicznego życia. W 1952 r. został skazany z powodu tzw. „ogromnych nieprzyzwoitości” (był homoseksualistą) oraz zmuszony do chemicznej kastracji. Popełnił samobójstwo w niespełna dwa lata po tym zabiegu w przededniu swoich 42. urodzin.

Wątek zarówno płci jak i rasy osób widniejących na banknotach i monetach jest coraz częściej podnoszony w USA. Do końca ubiegłego roku widnieli tam ciągle biali Amerykanie. Dopiero w styczniu tego roku amerykańska mennica wybiła monety (ćwierćdolarówki) z podobizną zmarłej w 2012 r. pierwszej amerykańskiej astronautki dr Sally Ride. Co ciekawe, Ride była w długoletnim związku partnerskim z amerykańską pisarką dla dzieci Tam O’Shaughnessy. Obok Ride na amerykańskich ćwierćdolarówkach pojawiły się podobizny rdzennej Amerykanki (z plemienia Cherokee Nation) i aktywistki społecznej Wilmy Mankiller, sufrażystki Niny Otero-Warren, amerykańskiej aktorki chińskiego pochodzenia Anny May Wong oraz afroamerykańskiej poetki Mayi Angelou.

Ukłon amerykańskiej mennicy w kierunku wieloetniczności swojej populacji nie wszystkich zadawala w USA. Wielu jest nadal rozczarowanych opóźnieniem emisji dwudziestodolarowego banknotu z wizerunkiem afroamerykańskiej abolicjonistki Harriet Tubman. Jednym z gorących orędowników jego pojawienia się był sam prezydent Barack Obama. Banknot miał pojawić już w 2014 r, potem datę przesunięto na 2020 r. Teraz mówi się, że nie ukaże się on wcześniej niż w 2030 r.

Wracając do wizerunku nowych banknotów w strefie euro, na kilka sugestii pozwoliła sobie sama pani prezes Lagarde. Wskazała ona na Leonarda da Vinci, Ludwiga van Beethovena oraz Jamesa Joyce’a jako kandydatów mogących się pojawić na nowych banknotach.

Osobiście sądzę, że ewentualne pojawienie się postaci na banknotach wywoła wiele emocji, a osiągnięcie kompromisu będzie niezwykle trudne. Najprawdopodobniej dojdzie do konfliktów między tymi ekspertami, którzy postrzegają wizerunek banknotów przez pryzmat dumy narodowej a tymi, dla których te same banknoty mogą być formą manifestacji zmian zachodzących w społeczeństwie, jak i nowej percepcji historii i postaci z przeszłości.

Jedno pozostaje bez zmian: niezależnie od tego, jaka opcja przy ostatecznym wyborze przeważy, wygląd przysłowiowej gotówki ciągle potwierdza, nawet w dobie postępującej cyfryzacji procesów płatniczych, magię pieniądza papierowego.

Autor wyraża własne opinie, a nie oficjalne stanowisko NBP.

Paweł Kowalewski, ekonomista, pracuje w NBP, specjalizuje się w zagadnieniach polityki pieniężnej i rynków walutowych