Max Roser, Hannah Ritchie i Esteban Ortiz-Ospina napisali na łamach „Our World in Data”, że zgodnie z szacunkami 10.000 lat przed Chrystusem populacja świata wynosiła 4 miliony osób. Przez 11.700 lat przybywało nas w tempie 0.04 proc. rocznie. Warto zauważyć, że w roku 0 na świecie żyło 190 milionów ludzi, w 1700 roku 600 milionów, a w 1800 roku miliard. Od tej pory ludność zwiększyła się ponad 7-krotnie, by w 2019 roku wynieść 7,7 miliardów. Gwałtowna poprawa higieny, rozwój medycyny i wzrost wydajności rolnictwa doprowadziły do tego, że obecnie liczba przedstawicieli homo sapiens jest o 186.000 proc. większa niż przed 12 tysiącami lat.

Globalna populacja rosła najszybciej w latach 60. XX wieku (2,2 proc. rocznie). Obecnie ten wzrost jest już o połowę niższy i wynosi 1,1 proc. rocznie. W 2050 roku zmniejszy się do nieco ponad 0,40 proc., a z kolei w 2100 roku do ok. 0,1 proc. Wiąże się z tym spadek liczby dzieci przypadających na kobietę. W latach 60. XX wieku przeciętna kobieta na świecie miała pięcioro dzieci. Dziś współczynnik dzietności wynosi około 2,5.

Będzie nas więcej – ale niewiele

Według szacunków Institute for Health Metrics and Evaluation najwięcej ludności na świecie będzie w 2064 roku (9.7 miliarda). Następnie liczba homo sapiens zacznie spadać, by w 2100 roku wynieść 8.8 miliarda.

Prognozy „Institute for Health Metrics and Evaluation” kłócą się z dotychczasowymi szacunkami ONZ, według których liczba ludności w 2100 roku wzrośnie do 11 miliardów. Ta zmiana przewidywań jest rewolucyjna sama w sobie, a jeszcze ciekawsze okazują się szacunki dotyczące przewidywanej liczby ludności w poszczególnych krajach. Okazuje się, że Chiny w 2100 roku nie tylko utracą fotel lidera, lecz wręcz spadną na trzecie miejsce. Mieszkańców Państwa Środka będzie wówczas o połowę mniej – 732 miliony (obecnie 1.4 miliarda). Na czele stawki za 80 lat znajdą się Indie z ludnością 1.09 miliarda (i to pomimo zmniejszenia liczby ludności, która teraz wynosi 1.38 miliarda). Natomiast iście gargantuiczny wzrost zanotuje Nigeria z około 206 milionów do 791 milionów, co pozwoli jej zająć drugie miejsce na świecie. Nigeria znajdzie się na czele Afryki Subsaharyjskiej – jedynego regionu, którego ludność wzrośnie do końca XXI wieku. Aż 4 z 10 najludniejszych krajów w 2100 roku będzie znajdować się właśnie w tym regionie. Trudno, żeby takie zmiany pozostały bez wpływu na ekonomiczny rozkład sił.

Reklama
Pod względem liczby ludności za 80 lat Indie z 1.09 miliarda znajdą się na czele. Nigeria z 791 mln ludzi zajmie drugie miejsce na świecie.

Jak zauważa Ibrahim B. Anoba na łamach „The SAIS Review of International Affairs” „na dobre czy na złe wzrost ludności w Afryce w ciągu najbliższych trzech dekad zmieni bieg historii. Kontynent stanowi obecnie dom dla 1,3 miliarda osób, co oznacza około 17 proc. ludzkiej populacji. Do 2050 roku ludność Afryki wzrośnie do bezprecedensowych 2.4 miliardów i ewentualnie do niewiarygodnych 4.2 miliardów w 2100 roku”. W efekcie Afryka stanie się drugim pod względem ludności kontynentem ustępującym jedynie Azji. Choć niektórzy ekonomiści uważają, że pogłębi to problem nędzy (ubóstwo absolutne wciąż stanowi problem w Afryce Subsaharyjskiej), to inni wskazują odwrotną stronę medalu – spodziewany wzrost siły roboczej, a także odsetka osób należących do klasy średniej. To szansa dla Afryki na stanie się masowym rynkiem konsumpcyjnym, a także na przyciągnięcie czołowych, globalnych firm.

W każdym razie Zachód niedługo będzie cieszył się prowadzeniem w konsumpcji. Jak zauważa Mauro Guilien w swoim wykładzie na stronie Coursea, obecnie region ten odpowiada za 40 proc. światowej konsumpcji klasy średniej. Wkrótce jednak prześcigną go kraje wprawdzie nie afrykańskie, ale azjatyckie. Charakterystyczna dla klasy średniej konsumpcja Chin i Indii wyniesie powyżej 40 proc. (a udział Zachodu spadnie do 25 proc.).

Co ciekawe prognozy mówią, że już w 2048 roku udział Indii w globalnej konsumpcji klasy średniej przewyższy udział Chin. To częściowo skutek przewidywanego wejścia Indii na światowy fotel lidera pod względem liczby ludności. Znaczną jej część stanowić będą ludzie w wieku 30-40 lat, a właśnie ta grupa wiekowa odpowiada za lwią część wydatków konsumpcyjnych.

Come back USA – w 2098 roku

Z kolei Stein Emil Vollset, Emily Goren, Chun-Wei Yuan, Jackie Cao, Amanda E Smith i Thomas Hsiao, w badaniu opublikowanym na portalu „The Lancet” zwracają uwagę na inne spodziewane przetasowania wywołane zmianami demograficznymi. W scenariuszu bazowym omawianego badania Chiny staną się największą ekonomią w skali globu w 2035 roku. To nic zaskakującego, zwłaszcza że przy zastosowaniu innej metodologii Państwo Środka już jest numerem jeden. Fascynujące jest jednak to, że wskutek spodziewanego starzenia się Chińczyków w dłuższym okresie (i związanego z tym zmniejszenia siły roboczej) w 2098 roku Amerykanie ponownie wyjdą na prowadzenie. W efekcie w 2100 roku Państwo Środka znajdzie się na drugim miejscu pod względem całkowitego PKB, a Indie na trzecim. Wielki come back Amerykanów na pozycję lidera będzie efektem migracji. Na wpuszczeniu imigrantów skorzystają również takie kraje jak Izrael i Australia. Warto dodać, że pod względem populacji w wieku produkcyjnym na czele stawki znajdą się Indie, następnie Nigeria, Chiny i USA.

Demografia a ceny akcji

Dlatego kluczowym problemem za kilkadziesiąt lat okaże się nie przeludnienie, lecz starzenie się społeczeństw. Świat na progu XXII stulecia będzie w znacznej mierze światem starych ludzi – niemal co czwarty człowiek osiągnie próg co najmniej 65 lat – jak wynika z badania opublikowanego przez „The Lancet”. Oprócz znanych skutków – takich jak kryzys opieki zdrowotnej czy systemów emerytalnych – doprowadzi to do mniej znanych trudności, jak np. spadki cen akcji.

Kluczowym problemem za kilkadziesiąt lat okaże się nie przeludnienie, lecz starzenie się społeczeństw. W świecie na progu XXII stulecia niemal co czwarty człowiek osiągnie próg co najmniej 65 lat.

Jak zauważają Zheng Liu i Mark M.Spiegel na stronie Federal Reserve Bank of San Francisco wartość amerykańskich aktywów była silnie powiązana z trendami demograficznymi. Wzrost współczynnika M/O (middle/old) pokazującego proporcję osób w średnim wieku do osób starszych był skorelowany ze wzrostem współczynnika cena/zysk. Innymi słowy, im więcej osób w średnim wieku w porównaniu ze starszymi, tym częściej drożeją akcje. Autorzy badania zauważają, że porównanie osób starszych w wieku 60-69 lat z tymi w średnim wieku, czyli 40-49 lat, daje lepsze rezultaty niż porównanie osób młodych z tymi w średnim wieku. Dzieje się tak, ponieważ młodzi (20-29 lat) zazwyczaj nie dysponują znacznymi pakietami akcji, a swe oszczędności przeznaczają raczej na cele mieszkaniowe.

Dane pokazują, że między 1981 a 2000 rokiem współczynnik M/O wzrósł z 0.18 do 0.74, a współczynnik cena/zysk potroił się (z 8 do 24). Tymczasem w pierwszej dekadzie XXI wieku, gdy pokolenie baby boomersów zaczęło się starzeć (więc wskaźnik M/O zmniejszył się), spadł również wskaźnik cena/zysk. Badacze wręcz twierdzą, że zmiany wskaźnika M/O odpowiadają za 61 proc. zmian wskaźnika C/Z. Inne badania mówią o około 50 proc. Nie wydaje się to jedynie przypadkową korelacją. Wszak osoby przechodzące na emeryturę spieniężają swoje aktywa lub zamieniają je na bezpieczniejsze obligacje. Z kolei im mniej osób w wieku średnim, tym mniej osób zainteresowanych oszczędzaniem na emeryturę i mających odpowiednie do tego zasoby.

W kontekście odchodzenia na emeryturę przedstawicieli licznego pokolenia baby boomers nie jest to dobry prognostyk dla amerykańskiego rynku akcji. Jednak – jak podkreślają badacze – istnieje jeszcze szereg innych zmiennych, które mogłyby wywrzeć wpływ na wycenę akcji , jak choćby regulacje czy zmiany oprocentowania obligacji. Do tego można dodać politykę samego Fed. W 2098 Amerykanie może i odzyskają fotel globalnego lidera, ale droga do tego nie będzie usłana różami.

Starzenie się a sprawa polska

Starzenie się ludności stanie się problemem także w Polsce, na co wskazują choćby prognozy OECD. Organizacja wymienia Polskę jako jedno z dwóch państw (drugie to Korea Południowa), których ludność jest obecnie młodsza od średniej OECD, ale w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat to ulegnie zmianie. Mało tego – Polska znajdzie się wśród najgwałtowniej starzejących się krajów OECD do 2060 roku. Odsetek ludności w wieku produkcyjnym (20-64 lata) spadnie o co najmniej 35 proc. (10 proc. to średnia dla OECD). Związane z tym spodziewane konsekwencje dla systemów emerytalnych są oczywiste, ale Polska nie wydaje się do nich przygotowana. Ponadto jest jednym z pięciu państw OECD, które zachowują niższy wiek emerytalny dla kobiet wchodzących na rynek pracy (przy czym w Turcji ma się to zmienić w 2028 roku).

Możemy się więc spodziewać problemów z wydajnością służby zdrowia i spadku wyceny akcji – choć oczywiście tego typu kwestie są trudne do przewidzenia. Warto też pamiętać, że demografia może stać się samospełniającą się przepowiednią. Prognozy dotyczące Polski są powszechnie znane i nie sprzyjają przyciąganiu zagranicznego kapitału – ani na giełdę, ani do realnej gospodarki. Pociechą – choć wątpliwą – jest fakt, że nie będzie to tylko naszym problemem.

Marcin Jendrzejczak, dr nauk ekonomicznych w zakresie ekonomia i finanse, dziennikarz, publicysta.

Źródło nieznane