Wydawało się, że minister finansów Teresa Czerwińska przestała się już dystansować od obietnic wyborczych PiS i podjęła wysiłek, aby zmieścić je w planie wydatkowym państwa. Dowodem, że reguła wydatkowa wytrzyma ich spełnienie, miała być opublikowana we wtorek aktualizacja programu konwergencji. To dokument tworzony przez Ministerstwo Finansów, który co roku w kwietniu wysyłamy do Brukseli, aby pokazać stan finansów publicznych.

Nasi informatorzy zwracają uwagę, że tegoroczna wersja, chociaż zawiera piątkę Kaczyńskiego, różni się od pierwotnych zapowiedzi prezesa PiS. Zgodnie z obietnicą niższa 17-proc. stawka PIT miała zastąpić obecną 18-proc., a nie dotyczyć dochodów niższych niż 42,7 tys. zł rocznie. Zerowy PIT dla młodych miał obejmować dochody do obecnego pierwszego progu, czyli 85,5 tys. – Jest tam trochę samowolki minister Czerwińskiej, bo nie było mowy o żadnym nowym progu podatkowym – mówi osoba z otoczenia premiera. I dodaje, że koszty uzyskania przychodu miały wzrosnąć dwa razy, a nie dwa i pół. Do tego MF zapowiedziało, że z trzech propozycji dwie wejdą w życie w przyszłym roku, a tylko jedna – „zero PIT” – w bieżącym. Otoczenie premiera podkreśla, że będzie się starało przeprowadzić zmiany zgodne z wcześniejszymi założeniami.

PRYWATYZACJA OFE DOPROWADZI DO SPADKU DOCHODÓW PRZYSZŁYCH EMERYTÓW

– Wszystkie plany z programu konwergencji, który będzie przyjmowany oficjalnie przez rząd, były uzgadniane – twierdzi nasz rozmówca z MF. Jego zdaniem obecny dystans do nich ze strony otoczenia szefa rządu może być wynikiem uzmysłowienia sobie, że część planów jest kłopotliwa politycznie, a opozycja już punktuje PiS za podwyżki podatków. Oficjalnie MF poinformował nas, że zmiany podatkowe zostały skalibrowane z uwzględnieniem m.in. „uwarunkowań związanych ze szczelnością systemu podatkowego oraz możliwościami budżetowymi”.

Resort podkreśla, że plan konwergencji składa się z propozycji różnych ministerstw. Udało nam się ustalić, że Morawiecki miał duży udział w jego powstaniu. Spotkania z urzędnikami MF w tej sprawie odbywały się w KPRM także wtedy, gdy minister finansów była na zwolnieniu lekarskim. Otoczenie premiera było jednak zaskoczone tempem publikacji dokumentu. Część urzędników KPRM dowiedziała się o jego treści z mediów. Usłyszeliśmy też, że niektóre propozycje mają małe szanse na wejście w życie.

Pierwszy jawny spór to plany wprowadzenia testu przedsiębiorcy. MF zapowiada jego start w 2020 r., co ma dać budżetowi ponad 1,2 mld zł. Test ma odsiewać fikcyjne działalności gospodarcze od tych prawdziwych. Pomysł budzi duży opór Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii. Jego szefowa Jadwiga Emilewicz w rozmowie z Tok FM podkreślała, że MPiT nie identyfikuje się z tym pomysłem. – Od planu konwergencji do ustawy budżetowej jest jeszcze co najmniej kilka miesięcy i będziemy o tym z minister Czerwińską rozmawiać – mówiła. W MF usłyszeliśmy, że Emilewicz nie protestowała, kiedy test był wpisywany do dokumentu przygotowywanego przez MF.

Problemem w roku wyborczym jest też podwyżka akcyzy na papierosy i alkohol, zwłaszcza że daje relatywnie niewielkie wpływy do budżetu – nieco ponad 1 mld zł.

Podobnie krytycznie przyjęto projekt zniesienia limitu składek na ZUS, czyli 30-krotności. Dla sektora finansów publicznych to ponad 5 mld zł ekstrawpływów, ale i duże obciążenie systemu ubezpieczeń w przyszłości. On też znalazł się w dokumencie MF, choć – jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy – rozwiązanie nie budzi entuzjazmu w samym ZUS. Przy pierwszej próbie jego zniesienia ostro protestowali też przedsiębiorcy, wskazując, że zwiększa im to koszty pracy. I tu do gry znów wkracza MPiT, które już wtedy opowiadało się za przedłużeniem stosowania 30-krotności. – Może Czerwińska dostała na te plany zgodę od samego prezesa Kaczyńskiego – podkreśla nasze źródło z MF.

Program konwergencji pokazuje niską ścieżkę deficytu. W 2020 r. ma się nawet pojawić 0,2 proc. PKB nadwyżki (dzięki zaksięgowaniu w budżecie ponad 19 mld zł z opłaty przekształceniowej OFE), ale w kolejnych latach deficyt też ma być niski – w 2021 r. 0,3 proc., a rok później 0,6 proc. – Pokazywanie nadwyżki to sygnał dla nauczycieli i innych grup społecznych, że pieniądze są, a brak ich wypłaty to de facto brak woli politycznej – twierdzi nasz rozmówca.

W samym programie znalazła się też wzmianka o ustawie zakładającej wzrost wydatków na zdrowie do 6 proc. PKB w 2024 r. Jednocześnie jednak jest tam zapis o konieczności „przesunięcia w czasie ścieżek wydatków zdeterminowanych w niektórych ustawach sektorowych (sztywno powiązanych z parametrami makroekonomicznymi)”. To może być odczytywane jako przymiarka do przyblokowania wydatków na zdrowie, armię czy naukę, które są powiązane z PKB. Niejasny zapis może być rodzajem furtki do decyzji, które będą podejmowane jesienią przy okazji prac nad budżetem na 2020 r. – Nie będzie zgody na takie zmiany. To kwestia umowy społecznej – mówi nasz rozmówca z rządu. Z kolei od osoby zbliżonej do MF usłyszeliśmy, że nie ma intencji takich obniżek, ale chodzi o to, by nie naruszyć reguły wydatkowej.

>>> Czytaj też: Fundusz płac rośnie, emerytom nie zabraknie trzynastek