Dotychczas taką wiedzę mógł pozyskiwać tylko w postępowaniach i w trakcie kontroli.

JPK_V7 obowiązuje od 1 października br., a wraz z nim pojawił się obowiązek oznaczania w nowym pliku transakcji z podmiotami powiązanymi (kod TP) i o świadczenia usług niematerialnych (kod GTU_12).

Dzięki temu fiskus będzie dużo więcej wiedział o przepływach między spółkami, a nawet między działalnością gospodarczą a spółką, której ta sama osoba jest wspólnikiem.

– Pozyskane w ten sposób dane, choć dotyczą ewidencji prowadzonej na potrzeby VAT, mogą służyć administracji skarbowej przy szukaniu uchybień także w podatkach dochodowych – mówi Radosław Kowalski, doradca podatkowy, właściciel kancelarii podatkowej.

Fiskus widzi więcej

Reklama

Krzysztof Sosnowski, partner w Kancelarii Thompson&Stein, przypomina, że dotychczas (do końca września br.) w JPK_ VAT podatnik deklarował numery NIP nabywców, ale nie musiał wskazywać, które transakcje dotyczyły podmiotów powiązanych.

– Dlatego dopóki nie osiągnięto limitów cen transferowych (10 mln zł – transakcje towarowe, 2 mln zł – usługi i inne), dopóty administracja skarbowa nie była automatycznie informowana o transakcjach z podmiotem powiązanym. Analiza wymagała ręcznej, czasochłonnej weryfikacji danych z KRS i ich korelacji z osobą prowadzącą jednoosobową działalność gospodarczą. Wykrycie powiązań rodzinnych bez angażowania podatnika było prawie niemożliwe – mówi Krzysztof Sosnowski.

Od 1 października to się zmieniło, bo sprzedawca musi oznaczyć w JPK_V7 wszystkie transakcje z podmiotem powiązanym. Tym samym fiskus jest w stanie bardziej precyzyjnie przefiltrować podatników w systemach informatycznych.

– To kolejny krok zmierzający do zwiększenia informacji, jakie administracja skarbowa będzie przetwarzać i sprawdzać w czasie rzeczywistym – komentuje Krzysztof Sosnowski.

Bez względu na skalę

Oznaczenie „TP” muszą stosować również podatnicy, którzy ze względu na skalę działalności nigdy nie zajmowali się zagadnieniem cen transferowych. Kwota na fakturze nie ma bowiem znaczenia – wyjaśnia Radosław Kowalski.

W efekcie – jak mówi – organy zyskują informacje o transakcjach z podmiotem powiązanym również o znacznie niższej wartości niż wynikałoby to z samej ustawy o CIT czy PIT.

– Tym sposobem takie transakcje mogą być poddane efektywniejszej weryfikacji fiskalnej – mówi Radosław Kowalski.

Jaki będzie skutek

Jeżeli podatnik wskaże transakcje z podmiotem powiązanym, to organy podatkowe szybciej wyeliminują koszty, gdy tylko znajdą nieprawidłowości.

Krzysztof Sosnowski podaje przykład osoby prowadzącej własną działalność gospodarczą i będącej zarazem wspólnikiem w spółce.

Powszechnym zjawiskiem – wyjaśnia ekspert – jest generowanie podatkowych kosztów w spółce poprzez wystawienie faktury z indywidualnej działalności.

W takiej sytuacji – dodaje – kontrakty z klientami są zawierane przez spółkę kapitałową i to ona pozostaje odpowiedzialna za ich realizacje. – Zamiast jednak wypłaty dywidendy (która jest opodatkowana dwukrotnie, a przepisy o niej są stosunkowo mało elastyczne), udziałowiec wystawia fakturę ze swojej jednoosobowej działalności gospodarczej – wskazuje Krzysztof Sosnowski.

– Tym samym wielu przedsiębiorców łączy możliwość ograniczenia odpowiedzialności oraz pozostania przy jednokrotnym opodatkowaniu podatkiem linowym – wyjaśnia ekspert. Tłumaczy to na przykładzie.

Przykład

Podatnik prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą w zakresie prac budowlanych. W celu ograniczenia swojej odpowiedzialności majątkiem prywatnym założył spółkę z o.o., która zawiera umowy z klientami. Podatnik wystawia ze swojej działalności gospodarczej na rzecz spółki z o.o. fakturę sprzedaży tytułem realizacji prac budowlanych na zlecenie spółki. Tym samym unika podwójnego opodatkowania (9 proc. lub 19 proc. CIT na poziomie spółki i 19 proc. PIT) oraz ma większą elastyczność wypłaty niż przy dywidendzie. Natomiast spółka z o.o., dzięki otrzymanej fakturze zmniejsza swój wynik finansowy i tym samym podstawę do opodatkowania CIT.

Od 1 października, jeśli takie przepływy nie będą miały uzasadnienia, fiskus będzie miał większe możliwości ich wykrycia i zakwestionowania – przewidują eksperci.

Dlatego Krzysztof Sosnowski przestrzega, by przy transakcjach z podmiotami powiązanymi zachować szczególną ostrożność. Muszą być one przeprowadzane na warunkach rynkowych, być faktycznie zrealizowane i mieć podstawę w umowie. W przeciwnym razie transakcja może zostać uznana za sztuczną, a koszty zakwestionowane. Co więcej, fiskus może sięgnąć po zarzuty karnoskarbowe.

Uwaga na usługi niematerialne

Nowy JPK_V7 daje też fiskusowi możliwości kontrolowania usług niematerialnych. Kodem GTU_12 trzeba bowiem oznaczać świadczenie usług: doradczych, księgowych, prawnych, zarządczych, szkoleniowych, marketingowych, firm centralnych (head offices), reklamowych, badania rynku i opinii publicznej, w zakresie badań naukowych i prac rozwojowych.

– Część spośród nich (np. usługi doradcze, zarządcze) jest objęta ograniczeniem wynikającym z art. 15e ustawy o CIT – zwraca uwagę Radosław Kowalski.

Zaleca, by podatnicy świadczący takie usługi skorelowali swoje rozliczenia VAT i CIT.

– Podatnik nie może uznać np., że dla potrzeb podatku dochodowego usługa nie stanowi zarządzania (co jest ważne przy uwzględnianiu wydatku w kosztach uzyskania przychodów nabywcy), a jednocześnie oznaczyć ją w nowym JPK kodem GTU_12 – mówi Kowalski. Jego zdaniem już samo oznaczenie w JPK może dać organom podatkowym podstawę do zażądania dodatkowych informacji w tym zakresie.

Ekspert podaje też inny przykład.

– Można niekiedy spotkać się z opinią, że tzw. usługi marketingowe są przykrywką dla transferu zysków do właściciela jeszcze przed opodatkowaniem. Niewątpliwie wpisanie GTU_12 w ewidencji VAT może spowodować, iż świadczeniem tym bliżej zainteresuje się fiskus i to nie tylko ze względu na VAT, ale też CIT bądź PIT – przestrzega Radosław Kowalski.

Podobnie będzie, gdy podatnik oznaczy w JPK_V7 jedną transakcję zarówno znacznikiem „TP”, jak i „GTU_12”.

Prześwietlą też VAT

Można też spodziewać się, że dzięki oznaczeniom w JPK_V7 organy podatkowe łatwiej wyśledzą potencjalne puste faktury.

– Nie od dziś wiadomo, że w niektórych grupach przedsiębiorstw rozliczanie nietypowych usług jest czasem sposobem na zaplanowaną alokację kosztów – mówi Przemysław Powierza, doradca podatkowy i partner w RSM Poland.

Dlatego – jak mówi – należy się spodziewać, że fiskus będzie chciał „upiec dwie pieczenie na jednym ogniu”, czyli wyłapać nierzetelne faktury i przy okazji złapać za rękę tych, którzy nie będą potrafili uzasadnić swoich transakcji np. z podmiotami powiązanymi. ©℗

Źródło nieznane