Źródło nieznane

fot. Anna Abako/East News

Reklama

Henryk Domański socjolog, profesor nauk humanistycznych

Z Henrykiem Domańskim rozmawiał Piotr Szymaniak

W minionym tygodniu mieliśmy do czynienia z największymi protestami społecznymi ostatnich lat. Coś pana zaskoczyło?

Zaskakujące jest to, że nie mieliśmy dotąd protestów, które cechowałyby się taką intensywnością i agresywnością w stosunku do władzy. Impulsem pierwotnym była walka o prawa kobiet i o to, by mogły one decydować o swoim losie. Był to według mnie również główny powód, dla którego te protesty przybrały taką masową skalę. Bo jednak ok. 400 tys. osób wyszło na ulicę. Nowym elementem również jest to, że uliczne demonstracje, które przedtem koncentrowały się na walce o prawa kobiet, przybrały silne akcenty polityczne, wymierzone przeciwko obozowi rządzącemu, po drugie mają nastawienia antykościelne, a po trzecie, pod względem „personalizacji” głównym obiektem ataków stał się Jarosław Kaczyński. Protesty czarnych parasolek z 2016 r. były raczej pokojowe i spokojne, mimo że nie całkiem koncyliacyjne, bo i tam chodziło o wymuszenie na władzy odstąpienia od chęci zaostrzenia przepisów aborcyjnych – ale nie aż tak jak obecnie. Wynika to z faktu, że kierowanie tym ruchem, który się spontanicznie wyłonił, przejęły osoby radykalne o skłonnościach wręcz neobolszewickich, które są skłonne obalić ustrój przez zastosowanie przemocy, byleby zrealizować własne cele i interesy. Od poprzednich protestów różni go również instytucjonalizacja w postaci Rady Konsultacyjnej i Rady Strajku, co potwierdzałoby tezę o jego upolitycznieniu.

Co w tym zaskakującego? Wiadomo, że tak intensywny wybuch społeczny nie może trwać długo i albo protest się rozmyje, albo się w jakiś sposób sformalizuje.

Z jednej strony radykalizm może przybrać formę zinstytucjonalizowaną w postaci partii politycznych, takich jak partia komunistyczna w 1917 r., podobnie jak np. rewolucja na Kubie. Z drugiej strony, jeżeli tego nie zrobi, to na ogół zanika. Natomiast samo powołanie Rady Konsultacyjnej nie przesądza o powodzeniu protestu. Prawdopodobnie wyrok TK zostanie złagodzony w jakiejś postaci, czyli walka o prawa kobiet i powrót do stanu sprzed tego wyroku zakończy się sukcesem, ale jeżeli chodzi o cele polityczno-socjalne, takie jak wyeliminowanie tzw. umów śmieciowych, to jest to wątpliwe, bo byłoby ono sprzeczne z logiką stosunków rynkowych.

Cały wywiad z przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP.