PiS stracił wczoraj posła Lecha Kołakowskiego, który ogłosił, że chce założyć koło poselskie. – Trwają rozmowy z grupą, która je utworzy. Wielu posłów, którzy poparli ustawę o ochronie zwierząt, ma dziś inne refleksje. Na pewno ich liczba jest między tą pozwalającą stworzyć koło poselskie (trzy osoby) a klub (15). Formuła ma być otwarta i będą mogli się do nas przyłączyć parlamentarzyści z innych ugrupowań – mówił DGP.

Poseł mówił, że z budową koła z powodu epidemii są pewne kłopoty. Jedna z osób, która ma do niego przystąpić, jest na kwarantannie.

Inni politycy prawicy szacują liczebność nowej organizacji na czterech–sześciu posłów. Wskazują, że do Kołakowskiego mogą dołączyć Jan Ardanowski i część spośród 15 posłów, którzy zostali zawieszeni za sprzeciw wobec piątki dla zwierząt.

Jak wynika z naszych informacji, przynajmniej na razie większość z nich nie zamierza odchodzić z PiS. Nawet czteroosobowe czy sześcioosobowe koło oznacza, że większość sejmowa PiS, dziś to 235 posłów, staje pod znakiem zapytania. Z rozmów z Kołakowskim wynika, że na razie nie można się spodziewać rewolucji.

Reklama

Opozycja raczej nie powinna liczyć na pomoc ze strony nowego koła w odsunięciu od władzy PiS. Ewentualne wnioski o wotum nieufności dla premiera nie byłyby skuteczne. – Każde wotum jest głosowaniem politycznym mającym trzymać w napięciu całą scenę polityczną. Każda większość rządząca obroni się. Koło nie będzie wchodzić w polityczne gierki czy awanturnictwo, musimy podchodzić odpowiedzialnie do polityki. Kadencja powinna trwać zgodnie z konstytucją cztery lata – mówi poseł Kołakowski. Wszystko wskazuje na to, że jeśli nowy podmiot powstanie, to w większości kwestii będzie popierał PiS.

Powodem wyjścia z klubu PiS przez Kołakowskiego i możliwego opuszczenia go przez innych posłów jest piątka dla zwierząt. – Skutki ustawy są fatalne, powinni ją pisać eksperci znający sytuację na rynkach, także unijnych. Jej wejście w życie spowodowałoby, że bezpowrotnie utracilibyśmy naszą rolę jako hegemona w produkcji zwierzęcej w UE – mówi Kołakowski.

Obecnie ustawa jest po poprawkach Senatu i na razie trafiła do sejmowej zamrażarki. Do tego prezydent jasno zapowiedział, że jeśli Sejm ją uchwali, to on ją zawetuje. – Mam nadzieję, że po tej deklaracji nie wróci pod obrady – mówi polityk prawicy. Ale to nie rozprasza obaw Kołakowskiego, bo jak zwraca uwagę poseł, pierwotną wersję poparły także lewica i posłowie KO, a to wystarczy do odrzucenia weta. Ale jeden z naszych rozmówców z PiS wątpi w taki wariant. – Mielibyśmy przegłosować weto własnego prezydenta za pomocą lewicy i platformy. To nierealne – podkreśla.

Kołakowski i popierający go posłowie liczą, że nowe koło wzmocni w PiS przeciwników piątki i zapobiegnie drugiemu wariantowi, jakim miało być przygotowanie nowego projektu ustawy. To miało rozwiązać dylemat, jaki miał PiS z poprawkami zgłoszonymi przez Senat. Opozycja w izbie wyższej przegłosowała m.in. wydłużenie vacatio legis dla zamykanych branż oraz kosztowny system odszkodowań. I PiS ma teraz do wyboru przyjąć je i od razu nowelizować ustawę lub odrzucić, co oznacza zamknięcie branży uboju rytualnego na eksport w ciągu miesiąca. Stąd właśnie w PiS pojawił się pomysł, żeby obecną ustawę wysłać do zamrażarki i wyjść z nową. Na razie nie widać, żeby ewentualni rozłamowcy mieli szerszy polityczny plan poza kwestią ustawy.

Jesienią PiS miał się skonsolidować i przyjmować kolejne ustawy – sądowe, medialne czy o przekształceniu szpitali. Z jednej strony przyszła pandemia, a z drugiej kłopoty z koalicjantami. Teraz zmartwieniem dla Jarosława Kaczyńskiego jest zebranie większości do poszczególnych głosowań. – A przy założeniu, że dochodzi czwarty podmiot, z którym trzeba się będzie układać, sytuacja się komplikuje – zwraca uwagę polityk prawicy. Choćby dlatego, że dzieje się to w momencie ostrych wewnętrznych napięć w obozie.