Wniosek o wotum nieufności wobec wicepremiera Kaczyńskiego złożyły Koalicja Obywatelska (KO) i Lewica. Parlamentarzyści KO otrzymali już potwierdzenie, że wpłynął on do marszałek Sejmu w miniony piątek. Zgodnie z regulaminem Sejmu powinien zostać rozpatrzony na którymś z grudniowych posiedzeń izby niższej.

Ale, jak wynika z naszych ustaleń, taki scenariusz może zostać zablokowany. PiS stoi na stanowisku, że na dziś Jarosław Kaczyński jest… nieodwoływalny w drodze wotum nieufności. – Nie można złożyć wniosku o odwołanie kogoś, kogo konstytucja nie przewiduje do odwołania w ramach wniosku o wyrażenie wotum nieufności przez Sejm. Nasi koledzy z opozycji powinni wiedzieć, że wicepremiera, który jeszcze w tej chwili nie ma pod sobą nawet żadnego komitetu i nie jest nawet ministrem konstytucyjnym, nie można odwołać. Komitet ds. bezpieczeństwa, któremu szefuje Kaczyński, formalnie będzie funkcjonować dopiero od momentu, gdy wejdzie w życie nowa ustawa o działach. A ta dopiero trafiła do Senatu po jej uchwaleniu przez Sejm – argumentuje w rozmowie z DGP polityk obozu rządzącego. Nasz rozmówca powołuje się na przykład wotum nieufności wobec Beaty Szydło jako wicepremiera do spraw społecznych. – I tak było ono naciągane, ale mogło być uznane tylko dlatego, że kierowała komitetem rządu do spraw społecznych – dodaje.

Artykuł 159 konstytucji mówi, że Sejm może wyrazić ministrowi wotum nieufności. Natomiast art. 149, że ministrowie kierują określonymi działami administracji rządowej lub wypełniają zadania wyznaczone im przez prezesa Rady Ministrów. Zakres działania ministra kierującego działem administracji rządowej określają ustawy. Jednocześnie do przewodniczącego rządowego komitetu stosuje się odpowiednio przepisy odnoszące się do ministra kierującego działem administracji rządowej. Właśnie do tych zapisów odwołuje się PiS. Do tego dochodzi jeszcze art. 157, w którym jest mowa o ponoszeniu przez członków Rady Ministrów odpowiedzialności solidarnej lub indywidualnej.

Konstytucjonalista dr hab. Ryszard Piotrowski przyznaje, że sprawa jest sporna i nie została precyzyjnie uregulowana w ustawie zasadniczej, a art. 159 nie wymienia wicepremiera. – Moim zdaniem wicepremier ponosi jednak odpowiedzialność indywidualną, gdyż inaczej, aby go odwołać, trzeba by było wnosić o konstruktywne wotum nieufności wobec premiera i całego rządu. Pogląd przeciwny prowadziłby do sytuacji, w której wicepremier jako członek rządu nie ponosi odpowiedzialności indywidualnej przed Sejmem – podkreśla.

Opozycja odbiera możliwość, o której mówi PiS, jako próbę roztoczenia parasola ochronnego nad liderem partii rządzącej. – Rozumiem, że PiS boi się publicznych wystąpień prezesa Kaczyńskiego, który sprawia wrażenie, jakby nad sobą już nie panował. Ale argumentacja, która ma go wybronić przed wetem, tylko go ośmiesza – komentuje Jan Grabiec z KO. Jak przekonuje, w konstytucji (art. 149) są dwie okoliczności, które czynią ministrem. – Ministrowie albo kierują określonymi działami administracji rządowej, albo wypełniają zadania wyznaczone im przez prezesa Rady Ministrów – wskazuje Grabiec i dodaje, że z argumentacji PiS wynika w takim razie, że przez ostatnie dwa miesiące wicepremier nadzorujący komitet ds. bezpieczeństwa brał publiczne pieniądze za nicnierobienie.

To nie jest do końca prawda. Bo komitet faktycznie się zbierał. Rzecz jednak w tym, że zaczął się zbierać, zanim parlament zatwierdził nową ustawę działową. ©℗

Współpraca: Maciej Miłosz