Po szczegółowej kontroli Prokuratura Generalna uznała jednak ten zarzut za fałszywy. Krajowy Trybunał Wyborczy postanowił jednakże ponownie przeliczyć głosy oddane w wyborach prezydenckich. Castillo uzyskał 50,2 proc. głosów, o 40 tys. więcej niż jego kontrkandydatka.

Liczenie zakończyło się w poniedziałek. Potwierdziło zwycięstwo mało znanego przedstawiciela środowisk katolickiej lewicy, którego poparła m.in. uboga rdzenna ludność Peru zamieszkująca tereny górskie. Hasłem wyborczym Castillo był slogan: "Nigdy więcej biednych ludzi w bogatym kraju!"

Reklama

Zwolennicy córki b. prezydenta , Alberto Fujimoriego, pani Keiko Fujimori, i jej partii Siła Ludowa, to głównie zamożna część peruwiańskiego społeczeństwa skupiona w stolicy, Limie i pozostałych większych miastach.

Castillo, który przed czterema laty był organizatorem ogólnoperuwiańskiego strajku nauczycieli, jest gorliwym katolikiem - zdecydowanie przeciwstawia się aborcji i eutanazji, potępia też związki jednopłciowe i homoseksualizm.

Zarazem, jeśli chodzi o kwestie gospodarcze i polityczne, Castillo i jego ruch Peru Libre reprezentuje nurt radykalnie lewicowy i cieszy się poparciem biedoty. Już teraz nazywany jest "prezydentem biednych".

Wśród obietnic składanych przez niego w trakcie kampanii wyborczej były m.in. zwołanie konstytuanty, by usunąć z ustawy zasadniczej zapisy faworyzujące gospodarkę rynkową, wydalenie wszystkich cudzoziemców, którzy dopuścili się w Peru przestępstw, zniechęcanie Wenezuelczyków do nielegalnej emigracji do Peru, która nasiliła się po 2017 r. i ponowne wprowadzenie kary śmierci.

Obrady Krajowego Trybunału Wyborczego trwały przez ponad miesiąc. Przed budynkiem Trybunału manifestowały w tym czasie tłumy zwolenników Castillo przybyłe z różnych części kraju. W trakcie tego miesiąca Castillo nieco złagodził swój dyskurs - pisze AFP. Przedstawiany przez część peruwiańskich mediów jako "socjalista" lub "katolicki marksista, który na każdym kroku cytuje Biblię, odstąpił ostatecznie od idei nacjonalizacji peruwiańskiego przemysłu górniczego i gazowego – głównego bogactwa kraju.

Castillo, co podkreśla ogromna większość komentatorów w obu Amerykach, nie ma raczej szans, by zostać "silnym człowiekiem" peruwiańskiej polityki. Jest antysystemowcem, a jego partia dysponuje zaledwie 37 ze 130 mandatów w nowym Kongresie peruwiańskim, który składa się głównie z polityków centroprawicowych. Ma też niewielu sojuszników w siłach zbrojnych, wśród wpływowej elity peruwiańskich przedsiębiorców, a także słabe oparcie w krajowych mediach.

Jest pierwszym Peruwiańczykiem pochodzenia chłopskiego, który będzie prezydentem Peru.