Prezes PiS Jarosław Kaczyński poinformował PAP, że nie jest już w rządzie. "Premier Mateusz Morawiecki oraz - z tego co wiem - prezydent Andrzej Duda przyjęli moją rezygnację" - dotychczasowy wicepremier i szef Komitetu ds. bezpieczeństwa. Dodał, że jego następcą w randze wicepremiera będzie szef MON Mariusz Błaszczak.

Ziobro, zapytany w Polsat News, czy brak Kaczyńskiego będzie zauważalny choćby na wtorkowym posiedzeniu rządu oraz czy nie będzie mu brakowało prezesa PiS i wicepremiera w rządzie, odparł, że brak Kaczyńskiego "optycznie będzie zauważalny". "Natomiast myślę, że wszyscy spodziewaliśmy się takiej decyzji pana premiera Kaczyńskiego, dlatego że zapowiadał, iż nosi się z takim zamiarem. Należę też do grona osób, które wiedziały trochę wcześniej o tej decyzji pana premiera" - dodał.

Reklama

Minister pytany, czy jest to decyzja podyktowana kwestiami wyborczymi, a są i takie opinie opozycji, że w chwili największego zagrożenia od wielu lat, wicepremier ds. bezpieczeństwa wybiera interesy partii, a nie państwa, wyraził "słowa uznania dla pracy Jarosława Kaczyńskiego jako szefa komitetu bezpieczeństwa w obszarze wojska i obrony".

"Dlatego, że on był głównym sprawcą politycznym potężnego programu, gigantycznego, niespotykanego w historii naszego kraju - a można by się zastanowić do odniesień do czasów międzywojennych - przeznaczenia ogromnych środków na rozbudowę polskiej armii" - zaznaczył szef MS. Dodał, że Mariusz Błaszczak odegrał w tym "dużą rolę" i był "bezpośrednim wykonawcą".

"Ale nie będę ukrywał, że bez ogromnego poparcia Jarosława Kaczyńskiego, ten program w takiej skali nie przeszedłby przez rząd. Oczywiście, ja bym popierał ten program, ale wiem, że nie wszyscy byli tak samo entuzjastycznie nastawieni, bo to ogromne pieniądze" - powiedział Ziobro.

Szef MS był też pytany, czy po odejściu prezesa PiS, już na przykład na wtorkowym posiedzeniu rządu "nie wybuchnie jakaś awantura" między nim a premierem Morawieckim, podkreślił, że media "fałszywie przedstawiają ten spór, jako personalny".

Według niego, nie jest to przynajmniej z jego strony spór personalny, a spór związany z "wielkimi wyzwaniami, które stoją przed Polską". Wskazał na konsekwentny sprzeciw Solidarnej Polski przeciwko polityce energetyczno-klimatycznej UE, gdy - jak zaznaczył - "Unia wymuszała na nas odejście od węgla". Przypomniał, że premier Morawiecki w grudniu 2020 roku "przyjął decyzję o zaostrzeniu jeszcze pakietu klimatyczno-energetycznego w wersji (Donalda) Tuska".

Pytany, jak długo Solidarna Polska chce tkwić w rządzie, który jego zdaniem "oddał część polskiej suwerenności i popełnia kolosalne błędy", lider SP odparł, że "to jest polityka". "Polityka wymaga też poszukiwania rozwiązań, które są racjonalnym kompromisem, który jest możliwy tu i teraz" - zaznaczył Ziobro. "Gdybyśmy mieli 231 głosów, jako Solidarna Polska, to realizowalibyśmy naszą politykę, czyli stawialibyśmy już od kilku lat na rozbudowę nowoczesnej, korzystając chociażby z technologii japońskiej energetyki węglowej, uniezależnialibyśmy się, mielibyśmy najtańszy prąd w Europie i wspieralibyśmy w ten sposób polską gospodarkę" - oświadczył minister.

Pytany w kontekście pozostawania w rządzie o "czerwoną linię" dla Solidarnej Polski, Ziobro zaznaczył, że jego partia ma "swoje cele", wśród których wymienił "bezpieczeństwo Polaków". "Cieszymy się, że możemy realizować z PiS program wzmocnienia polskiej armii. To jest zasługa - podkreślam - akurat Jarosława Kaczyńskiego, Mariusza Błaszczaka" - oświadczył.

Dopytywany, czy widzi linię, po przekroczeniu której będzie musiał "rzucić papierami i powiedzieć +dość, nie ma już miejsca na kompromis, nie widzę dla siebie miejsca w tym rządzie+", lider SP przypomniał, że "w polityce zawsze jest taka linia rzecz jasna, i my oczywiście też ją gdzieś tam w naszym rozmowach rysujemy".

"Ale dzisiaj musimy zapytać +co będzie, jeśli, kto dojdzie do władzy, jaka jest alternatywa dla rządu Zjednoczonej Prawicy+. A tragiczna jest alternatywa - jest Platforma Obywatelska i cała ta Lewica, PSL, którzy jeszcze bardziej będą robić to, czego my nie chcemy" - podkreślił. (PAP)

Autor: Mieczysław Rudy