Niebawem minie rok od momentu, gdy premier Donald Tusk zaprosił przedsiębiorców, z Rafałem Brzoską na czele, do współpracy przy deregulacji. W lutym 2025 roku powstała inicjatywa „SprawdzaMY”, w ramach której opracowano setki rekomendacji. W kolejnym miesiącu prace rozpoczął Rządowy Zespół ds. Deregulacji pod przewodnictwem Macieja Berka. Sejm utworzył Komisję do Spraw Deregulacji, na której czele stanął poseł Ryszard Petru. Przez kilka miesięcy o deregulacji było naprawdę głośno – i rzeczywiście sporo się działo.

Duże nadzieje, umiarkowane efekty

Z perspektywy historycznej można uznać, że udało się osiągnąć sporo. Choć oczekiwania były bez wątpienia znacznie większe – miał to być w końcu „Rok Przełomu”. Dlatego sam proces deregulacji musi mieć charakter ciągły. Dominowały zmiany niewielkie, które jednak łącznie poprawiają jakość otoczenia biznesowego w Polsce, a także ułatwiają życie wszystkim obywatelom. Zabrakło jednak rozpoczęcia dużych reform, które usprawniłyby działanie bardzo powolnego wymiaru sprawiedliwości czy kompleksowo ograniczyły skomplikowanie systemu podatkowego.

Jednocześnie, w czasie gdy rządzący akceptowali kolejne pomysły deregulacyjne tworzone przez przedsiębiorców, ekspertów i organizacje pozarządowe, na Wiejskiej i w ministerialnych gabinetach powstawały kolejne regulacje. Wątpliwości budzą nie tylko ich treść, ale także sposób ich stanowienia. Innymi słowy, problem polegał na tym, że wykonując kilka kroków do przodu, równocześnie robiono kroki wstecz.

„10 zasad dobrego prawa” i test wiarygodności państwa

Fundacja Wolności Gospodarczej oraz Forum Obywatelskiego Rozwoju opublikowały „10 zasad dobrego prawa”. Wśród nich znalazły się m.in. domniemanie wolności, proporcjonalność interwencji, stabilność prawa oraz zasada „UE+zero”, czyli postulat niedokładania krajowych regulacji przy implementacji dyrektyw unijnych. W związku z rocznicą inicjatywy „SprawdzaMY” i rozpoczęcia prac deregulacyjnych czeka nas wiele podsumowań tego, co udało się osiągnąć. Dlatego w tym tekście skupiam się na przykładach działań, które nie tylko łamały zasady zaproponowane przez FWG i FOR w ramach projektu Deregulacja.pl, ale były także sprzeczne z samą ideą deregulacji, którą rząd wziął na swoje sztandary.

KSeF: cyfryzacja w atmosferze niepewności

Początek 2026 roku upłynął pod znakiem burzliwych dyskusji wokół Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF). Choć sama idea cyfryzacji rozliczeń jest krokiem w dobrym kierunku, sposób jej realizacji budzi wśród przedsiębiorców zrozumiałe obawy. Wielokrotne przesuwanie terminów i korekty systemu, brak pogłębionej debaty o kosztach po stronie firm, wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa danych oraz przymus zamiast dobrowolności. W efekcie, zamiast płynnej transformacji cyfrowej, mamy do czynienia z poczuciem niepewności oraz obawami przed nadużywaniem systemu przez skarbówkę.

System kaucyjny: dobre cele, słabe wykonanie

Podobnie było z systemem kaucyjnym, w którym ambitne cele środowiskowe połączono z pośpiesznym i niespójnym wdrożeniem. Brak odpowiedniego vacatio legis, niejasny podział odpowiedzialności oraz rozbudowane obowiązki administracyjne szczególnie mocno uderzyły w mniejsze firmy handlowe. W efekcie zamiast przewidywalnego startu systemu pojawiły się typowe „choroby wieku dziecięcego”, które można było w dużej mierze ograniczyć poprzez lepsze przygotowanie regulacji. To z kolei utrudnia rzeczową debatę o skutecznych narzędziach polityki środowiskowej.

Państwowa Inspekcja Pracy zbyt blisko „superuprawnień”

W ramach inicjatywy „SprawdzaMY” było sporo dyskusji o prawie pracy, które nie przystaje do realiów współczesnej gospodarki. Jednocześnie przez wiele miesięcy resort pracy próbował przeforsować superuprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy, która miała – bez czekania na wyrok sądu – zmieniać umowy zawierane w firmach. W najbardziej radykalnych wariantach przepisy zakładały działanie prawa wstecz na wiele lat, co generowałoby ogromne koszty i niestabilność. Zmiany finalnie zablokował w styczniu premier Tusk, ale pytanie pozostaje: dlaczego przez wiele miesięcy były one w ogóle traktowane jako realna opcja legislacyjna.

Pracownicy z Ukrainy i chaos regulacyjny

Kolejnym przykładem regulacyjnej niespójności są ogłoszone tuż przed Sylwestrem zmiany w zasadach zatrudniania obywateli Ukrainy. Projekt wygaszający część rozwiązań specustawy, przygotowany bez konsultacji z organizacjami pracodawców, może istotnie utrudnić funkcjonowanie firm zatrudniających blisko milion cudzoziemców i wywołać chaos administracyjny na rynku pracy. Zamiast przewidywalnych reguł i dialogu społecznego proponuje się rozwiązania, które pogłębiają niepewność prawną – zarówno po stronie przedsiębiorców, jak i pracowników.

Alkohol i tytoń: złamana obietnica stabilności

Nowe regulacje i niestabilność prawa szczególnie wyraźnie widoczne były w branżach alkoholowej i tytoniowej. W drugiej połowie 2025 roku rządzący zdecydowali się odejść od tzw. mapy akcyzowej w odniesieniu do alkoholu, po tym jak rok wcześniej podważono ją w przypadku wyrobów tytoniowych. Mapy akcyzowe miały zapewniać stabilne warunki rynkowe, ograniczać szarą strefę oraz zmniejszać arbitralność państwa w kształtowaniu podatków pośrednich. Ich łamanie oznacza naruszenie zasady stabilności prawa i podważa wiarygodność państwa jako partnera regulacyjnego – nie tylko wobec tych branż. Planowaną podwyżkę akcyzy na alkohol zawetował ostatecznie prezydent Nawrocki.

Równolegle trwają prace nad kolejnymi regulacjami, które mają m.in. zakazać sprzedaży alkoholu na stacjach paliw, odpowiadających za ok. 2 proc. jego sprzedaży, oraz jeszcze bardziej ograniczyć rynek reklamy – w tym reklamy piwa bezalkoholowego. Część tych propozycji sprawia wrażenie działań „pod publiczkę”, a nie elementów spójnej, opartej na danych polityki alkoholowej.

Rządzący od wielu miesięcy próbują walczyć z jednorazowymi e-papierosami, uzasadniając to ich rosnącą popularnością wśród osób małoletnich. To poważny problem, który wymaga całościowych i spójnych rozwiązań, a nie serii chaotycznych interwencji. Najpierw wprowadzono akcyzę od urządzeń, która nie przyniosła oczekiwanych wpływów – m.in. dlatego, że przepisy można było relatywnie łatwo obejść, np. poprzez wprowadzenie składanych wersji e-papierosów. Następnie, pod koniec grudnia, resort finansów wziął na celownik tylko jeden typ urządzeń opartych na technologii indukcyjnej, proponując wobec nich podwójną daninę w porównaniu z innymi produktami. Zamiast neutralności technologicznej forsowane są niezrozumiałe nierówności, wprowadzane w pośpiechu. Taki chaos regulacyjny nie tylko stoi w sprzeczności z hasłami deregulacji, lecz także nie sprzyja poważnej debacie o polityce publicznej wobec wyrobów z nikotyną, która powinna opierać się na doświadczeniach innych krajów oraz zasadzie redukcji szkód.

Banki i selektywna podwyżka podatków

Na celowniku ustawodawcy znalazły się również banki i w tym przypadku rządzącym – dzięki podpisowi prezydenta – udało się przeforsować wyższy CIT dla tego sektora. Choć formalnie jest to decyzja fiskalna, ma ona także istotny wymiar regulacyjny, ponieważ narusza zasadę stabilności i neutralności systemu podatkowego. Skoro jednej branży można podnieść podatki tylko dlatego, że politycy uznali jej zyski za „nadzwyczajne”, trudno nie zadać pytania, czy inne sektory gospodarki nie powinny obawiać się podobnych działań – zwłaszcza w warunkach napiętych finansów publicznych.

Gold-plating i historia z rynkiem krypto

Skoro mowa o bankach i pieniądzach, to w trakcie tego deregulacyjnego roku pojawiły się również przykłady klasycznego „gold-platingu”, czyli „pozłacania” przepisów europejskich poprzez dodatkowe regulacje wprowadzane na poziomie krajowym. Przykładem była ustawa regulująca rynek kryptoaktywów, zawetowana przez prezydenta Nawrockiego. Jak wskazywało wielu ekspertów, projekt wykraczał poza wymogi wynikające z rozporządzenia MiCA, wprowadzając nadmiarowe obowiązki regulacyjne. Problemem nie było samo wdrażanie ram MiCA, lecz próba ich „rozbudowania” o krajowe rozwiązania, które zwiększały koszty regulacyjne bez proporcjonalnych korzyści dla bezpieczeństwa rynku.

Deregulacja potrzebuje zasad, nie haseł

Realizacja ponad 150 postulatów deregulacyjnych, o której minister Berek mówił w październiku ubiegłego roku, to dobra wiadomość. Bilans „roku deregulacji” pokazuje jednak, że wciąż brakuje spójnej filozofii stanowienia prawa. Deregulacja nie powinna ograniczać się do punktowych korekt, w czasie których równolegle produkowane są nowe, niestabilne i nadmiarowe regulacje. Bez przyjęcia twardych zasad – stabilności prawa, proporcjonalności, neutralności technologicznej, ograniczenia „gold-platingu” i zwyczajnej powściągliwości regulacyjnej – deregulacja pozostanie sezonowym projektem, a nie trwałą zmianą jakości państwa. A na to Polska, która powinna aspirować do dołączenia do grona 20 najatrakcyjniejszych miejsc do rozwijania firm, po prostu nie może sobie pozwolić.