"To zależy, jak mierzymy kwestię dodatnich stóp procentowych. Wszyscy ekonomiści przyjmują chyba jedyną właściwą definicję, czyli deflowania nominalnej stopy oczekiwaną inflacją. Dzisiaj oczekiwana na 2023 r. inflacja jest na pewno wyższa niż 6,75%, więc w przyszłym roku też pozostaniemy z wciąż ujemnymi realnymi stopami. Teraz pytanie, choć chyba nie tak ważne jest, jak głęboko są one ujemne? W momencie, kiedy inflacja jest dwucyfrowa i ma tendencję do przyspieszania, ujemna realnie stopa procentowa to poziom głęboko niewłaściwy. Dlatego polityka pieniężna powinna być dalej zaostrzana, ale na tym nie koniec. Dodatkowo mamy bowiem silną deprecjację, czyli osłabienie złotego i to osłabia siłę podwyżek stóp procentowych. Do tego mamy wakacje kredytowe, które unieważniły część naszego zaostrzenia polityki pieniężnej. I w końcu mamy luźną politykę fiskalną, która nie wspiera i nie będzie wspierać, co zostało właściwie oficjalnie potwierdzone, naszej walki z inflacją" - powiedział Kotecki w rozmowie z Business Insider.

Zapytany o docelowy poziom stóp procentowych, członek Rady stwierdził, że tego nie da się prognozować.

"Z jednej strony, będą napływać nowe dane, z drugiej pewnie będą się zmieniały stanowiska w Radzie. Do marca przyszłego roku inflacja będzie rosła. Od marca 2023 r. spodziewamy się chyba wszyscy, że zobaczymy już spadającą nieco inflację, nie wiadomo tylko, jakie to będzie tempo. Na to w jakiejś mierze odpowiedzą nam projekcie NBP" - wskazał.

Według niego, "nie możemy się w żadnej mierze powoływać na jakikolwiek koniec cyklu, nie powinniśmy go też na zbyt długo przerywać".

Reklama

"Tu zresztą udało mi się przekonać kolegów w Radzie, że narracja z lipca, sierpnia czy września o końcu cyklu, nie powinna być kontynuowana. Im wcześniej zadziałamy, tym wcześniej zobaczymy skutki tego działania. Zwracam uwagę, że dynamika cen zwiększa się zarówno rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca. Do tego wciąż rośnie inflacja bazowa i wszystkie jej mierniki. W listopadzie RPP będzie dysponowała nową projekcją. Ona prawdopodobnie pokaże nam wyższą ścieżkę inflacji niż w lipcu i zobaczymy, jak dalece inflacja jest uporczywa, w jakim stopniu potwierdzi się odkotwiczenie się oczekiwań inflacyjnych. Ważne będzie też, co zobaczymy, jeśli chodzi o prywatny popyt krajowy w 2023 r. Być może on zacznie działać już dezinflacyjnie. Szczególnie że jakieś ryzyko recesji w przyszłym roku istnieje i to z przyczyn niezależnych od RPP. Problemem będzie jednak polityka budżetowa, za pomocą której rząd, o ile będzie w stanie sfinansować ogromny deficyt, zrobi wiele, żeby popytu zbiorowego nie osłabić. To będzie działanie proinflacyjne" - powiedział członek Rady.

Jego zdaniem, w RPP znajdzie się większość, żeby wznowić cykl podwyżek stóp procentowych.

"Moim zdaniem do tego dojdzie. W lutym przyszłego roku zobaczymy co najmniej 20-procentową inflację i to z działającymi tarczami antyinflacyjnymi i innymi osłonami. Nie wyobrażam sobie, żeby do lutego, a szczególnie po tym miesiącu, stopy nie miały jeszcze wzrosnąć. To byłoby wywieszenie białej flagi" - podsumował Kotecki.

Prezes Narodowego Banku Polskiego (NBP) i przewodniczący RPP Adam Glapiński powiedział podczas czwartkowej konferencji prasowej, że Rada nie zakończyła cyklu podwyżek stóp procentowych, ale go zatrzymała m.in. do czasu zapoznania się z listopadową projekcją inflacji.

W środę RPP utrzymała stopę referencyjną na poziomie 6,75%. Decyzję tę poprzedziło 11 podwyżek z rzędu.

(ISBnews)