Nagły zwrot akcji na rynku. Wykresy idą pionowo w górę
Jeszcze wiosną sytuacja osób ogrzewających domy pelletem wydawała się w miarę stabilna. Po zakończeniu poprzedniego sezonu grzewczego ceny zaczęły spadać i w kwietniu za tonę najwyższej klasy surowca płacono średnio około 1721 zł. Spokój nie trwał jednak długo, a wakacje przyniosły fatalne informacje dla logistyki domowych budżetów. Prawdziwy rajd cenowy rozpoczął się w środku lata:
- Lipiec: Średnia stawka gwałtownie szybuje powyżej granicy 2000 zł za tonę.
- Sierpień: Ceny dobijają średnio do poziomu 2162 zł za tonę.
- Rekordy: W najdroższych punktach kraju i regionach kwoty przekroczyły już barierę 2410 zł.
Oznacza to, że w zaledwie cztery miesiące opał podrożał o ponad 440 zł na tonie. Osoby, które zaopatrują się w marketach budowlanych na worki (po 15 kg), mają jeszcze większy powód do niepokoju. Tam po przeliczeniu ceny całej palety potrafią sięgać od 2140 zł do nawet astronomicznych 3219 zł.
Skąd ten skok? To nie spekulacja, zabrakło kluczowego składnika
Wielu załamanych konsumentów wprost zarzuca producentom celowe windowanie stawek przed jesiennym chłodem. Eksperci i przedstawiciele branży stanowczo jednak odpierają te zarzuty. Rynek w Polsce jest mocno rozproszony i składa się z setek małych firm, co w praktyce uniemożliwia jakąkolwiek zmowę cenową. Prawdziwy problem leży w drastycznym braku surowca do produkcji. Krajowe tartaki generują mniej odpadów, przez co fabrykom brakuje trocin i zrębków drzewnych. Co gorsza, oficjalne plany urządzania lasów wskazują, że podaż drewna nie wzrośnie. Z drugiej strony popyt stale rośnie, ponieważ w ostatnich latach setki tysięcy Polaków wymieniło stare "kopciuchy" na nowoczesne kotły pelletowe, korzystając z państwowych dotacji.
Nowa ulga w PIT? Trwa walka o zwrot pieniędzy dla Polaków
Aby ratować budżety domowe i zapobiec ucieczce użytkowników do spalania gorszych paliw, Polska Rada Pelletu wyszła z rewolucyjną propozycją. Przedstawiciele sektora domagają się pilnego wprowadzenia specjalnej ulgi podatkowej w PIT oraz obniżki stawki VAT na ekologiczne paliwo. Jak miałoby to działać w praktyce? Każdy właściciel domu, który zakupi legalny pellet najwyższej klasy A1 i udokumentuje to fakturą, mógłby odliczyć część poniesionych kosztów w rocznym zeznaniu podatkowym. Rozwiązanie to ma przynieść potrójny skutek:
- Bezpośrednio ulżyć finansowo rodzinom w okresie grzewczym.
- Ograniczyć szarą strefę i handel paliwem niespełniającym żadnych norm.
- Ustabilizować rozchwiany rynek biomasy.
Tańsza alternatywa już jest, ale tkwi w niej spory haczyk
W poszukiwaniu ratunku Polacy coraz mocniej interesują się tzw. agropelletem, produkowanym m.in. z łusek słonecznika czy zbóż technicznych. Jego cena mocno kusi, ponieważ tona takiego opału kosztuje około 1500 zł - czyli o ponad 660 zł mniej niż w przypadku wariantu drzewnego. Choć produkt ten ma zbliżoną wartość energetyczną, generuje znacznie więcej popiołu i nie każdy domowy kocioł jest przystosowany do jego spalania. Co więcej, biomasa rolnicza nie znajduje się obecnie na oficjalnych listach zielonych urządzeń i materiałów, przez co nie można uzyskać dotacji na dedykowane jej piece. Branża apeluje do resortu klimatu o szybkie zmiany w prawie i nadanie norm jakościowych rolniczej alternatywie, aby mogła bezpiecznie zastąpić drożejące drewno w kolejnych latach.
Absolwentka filologii polskiej (ze specjalnością komunikacja społeczna) na Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej oraz dziennikarstwa (ze specjalnością nowe media) na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Blogerka, social media freak, miłośniczka podróży, escape roomów i… kotów (bo nazwisko zobowiązuje). Wcześniej dziennikarka Wirtualnej Polski, redaktorka magazynu, copywriterka, freelance pisarka dla "Faktu" i "Newsweeka", a także project managerka. Wielbicielka włoskiej kuchni, a także szeroko rozumianej sfery beauty. Autorka licznych publikacji o tematyce gospodarczej i emerytalnej. Z Grupą INFOR związana od 2023 roku.
Link do profilu autorki na LinkedIn: https://pl.linkedin.com/in/anna-kot-04061b18b
