Tajemnicza śmierć w powietrzu

Ukraińska armia oficjalnie potwierdziła utratę Mi-24, który nie powrócił z zadania bojowego 9 lutego. Szczegóły operacji nie zostały ujawnione, podobnie jak lokalizacja katastrofy ale prawdopodobnie to południe Ukrainy. W lakonicznym, ale emocjonalnym komunikacie dowództwo 11. brygady napisało o „najlepszych synach Ukrainy”, którzy „na zawsze pozostaną w niebie”.

ikona lupy />
Dron Geran-2 widziany z pokładu przechwytującego ukraińskiego samolotu. / Media / Kadr z video TF1

Według doniesień mediów, załoga wykonywała misję bojową w odpowiedzi na aktywność rosyjskich bezzałogowców. To, że Mi-24 miał przechwytywać drony typu „Gieran” (nazywany też Shahedem), potwierdzają również źródła po stronie ukraińskiej (m.in. UNIAN). Wzmacnia to hipotezę, że śmigłowiec został zestrzelony właśnie w wyniku konfrontacji z bezzałogowym statkiem powietrznym.

ikona lupy />
Post potwierdzający utratę śmigłowca / Telegram

R-60 na dronie?

Zdaniem rosyjskich kanałów prowadzonych przez wojskowych korespondentów Mi-24 został zniszczony przez zmodernizowanego „Gierania”, który miał być uzbrojony w rakietę powietrze–powietrze R-60. To radziecka konstrukcja z lat 70., zasadniczo wycofana z użycia i zastąpiona nowszymi rakietami powietrze-powietrze. Ale udało się ją zaadaptować do przenoszenia przez drony.



ikona lupy />
Rakieta R-60 znaleziona przy dronie Gerań-2, który się rozbił. / Telegram

R-60 to rakieta z głowicą samonaprowadzającą na podczerwień, o zasięgu do 10 km. Jeśli rzeczywiście udało się ją zintegrować z dronami, to mówimy o zupełnie nowym typie zagrożenia. Maszyny, które dotychczas pełniły głównie rolę kamikadze, mogłyby zyskać zdolność prowadzenia regularnych walk powietrznych.

Choć Ukraina nie potwierdza tej wersji, to komunikat agencji UNIAN potwierdza, że śmigłowiec brał udział w operacji przeciw dronom. Możliwe więc, że to nie przypadek – że dron został nakierowany na Mi-24, albo nawet samodzielnie go zestrzelił. Taki scenariusz, choć nadal niezweryfikowany, nie jest już czystą fantazją. Dodajmy, że nie jest to jedyny ukraiński śmigłowiec stracony w ostatnim czasie. W nocy z 17 na 18 grudnia 2025 roku doszło do katastrofy innego Mi-24, również w trakcie wykonywania misji bojowej. Wśród ofiar tamtej tragedii był m.in. pułkownik Ołeksandr Szemet – pilot, który wsławił się przelotem nad oblężoną Azowstalą w Mariupolu.

Ex-polski Mi-24?

Warto dodać, że zestrzelony śmigłowiec mógł pochodzić z partii maszyn Mi-24W przekazanych Ukrainie przez Polskę. W 2023 roku Warszawa wysłała co najmniej 12 takich śmigłowców, dołączając do Czech i Macedonii Północnej. Szacuje się, że Ukraina mogła otrzymać nawet 40 maszyn tego typu.



ikona lupy />
Śmigłowiec Mi-24 / Shutterstock

Mimo wieku i ograniczonego dostępu do nowoczesnego uzbrojenia, śmigłowce Mi-24 znalazły w ukraińskiej armii nowe zastosowanie jako „łowcy dronów”. Ukraińcy dostosowali taktykę: tworzą trzyosobowe zespoły złożone z dwóch Mi-24 i jednego Mi-8. Ten ostatni wykrywa cele, a pozostałe śmigłowce eliminują je ogniem karabinów maszynowych 12,7 mm. To skuteczne, ale bardzo niebezpieczne działanie – zwłaszcza jeśli wróg dostosowuje swoje bezzałogowce do walki z powietrznymi łowcami. Mi-24 ma potężny pancerz i możliwości transportowe, ale w powietrzu jest też sporym celem. W starciu z dronem-„snajperem” może nie mieć szans.

Polska powinna uważnie patrzeć

Dlaczego ta historia jest tak ważna z polskiej perspektywy? Bo Polska właśnie zamówiła 96 szturmowych śmigłowców AH-64E Apache, które także mają pełnić podobną rolę. Według MON mają one m.in. zwalczać drony na niskim pułapie, wspierać obronę przeciwlotniczą i działać jako element systemu wykrywania i reagowania. Przypadek ukraińskiego Mi-24, jeśli się potwierdzi pokazuje, że przyszłość lotnictwa niekoniecznie będzie wyglądać jak z folderów producentów. Drony zmieniają reguły gry. Lekkie, tanie, szybkie i teraz być może uzbrojone w rakiety klasy powietrze–powietrze.

ikona lupy />
AH-64E / Materiały prasowe / Boeing

Zanim Polska wdroży Apache do służby, warto wyciągnąć wnioski z ukraińskiego pola walki. Nie tylko technologiczne również taktyczne i organizacyjne. W wojnie z dronami nie wygrywa ten, kto ma najnowszy sprzęt, ale ten, kto potrafi się szybciej dostosować.