- Kreatywna księgowość zamiast czołgów. Czesi kombinują przy wydatkach na obronę
- 5 proc. PKB na obronność do 2035 roku. USA podnoszą poprzeczkę
- Ruch Czechów wprawia w osłupienie całe NATO. Sąsiad Polski idzie pod prąd
- Modernizacja armii zagrożona? Ambitne plany i niepewne finansowanie
- Czechy to "najnowszy wróg NATO". Media ostro o ruchu sąsiada Polski
Według informacji podawanych przez "Politico", nowa populistyczna koalicja Babiša zaproponowała budżet na 2026 rok, w którym wydatki obronne są niższe o około 900 mln euro względem planów poprzedniego rządu. Oficjalnie na obronność ma trafić 1,8 proc. PKB, poniżej uzgodnionego przed laty progu 2 proc., który wreszcie, po ponad dekadzie dyskusji, osiągnęli wszyscy członkowie NATO.
Kreatywna księgowość zamiast czołgów. Czesi kombinują przy wydatkach na obronę
Czeski minister spraw zagranicznych Petr Macinka przekonuje, że cel 2 proc. PKB zostanie formalnie spełniony. W projekcie budżetu zapisano 2,1 proc. PKB na obronność. Tyle że 0,34 pkt proc. ma pochodzić z innych resortów, w tym z ministerstwa transportu. W praktyce oznacza to wliczanie do "wysiłku obronnego" m.in. budowy autostrady D11 łączącej Pragę z polską granicą.
To zabieg, który w NATO nie jest nowością. W ubiegłym roku Włochy rozważały wliczenie do realizacji celu 5 proc. PKB budowy mostu na Sycylię. Pomysł jednak szybko upadł po zdecydowanej reakcji USA. Dziś podobne wątpliwości budzi kreatywność Czech.
5 proc. PKB na obronność do 2035 roku. USA podnoszą poprzeczkę
W NATO coraz głośniej mówi się, że cofnięcie się poniżej 2 proc., nawet jeśli "na papierze" wskaźnik zostanie utrzymany, daje argument tym, którzy i tak kwestionują sens wspólnej polityki bezpieczeństwa. – Nie sądzę, by Mark Rutte przymknął na to oko – mówi jeden z dyplomatów NATO. Inny dodaje wprost, że trwanie przy 2 proc., bez realnego planu wzrostu, nie wzmocni NATO.
Kontekst jest kluczowy. NATO uzgodniło w ubiegłym roku, że do 2035 roku państwa członkowskie będą przeznaczać 5 proc. PKB na obronność, z czego 3,5 proc. ma stanowić wydatki wojskowe. Tymczasem administracja Trumpa coraz wyraźniej sygnalizuje, że strategiczny ciężar USA przesuwa się ku Indo–Pacyfikowi i Zachodniej Półkuli.
Ruch Czechów wprawia w osłupienie całe NATO. Sąsiad Polski idzie pod prąd
Na krajowym podwórku decyzja rządu budzi sprzeciw prezydenta Petra Pavla, byłego wojskowego i byłego wysokiego rangą oficera NATO. Pavel określił cięcia jako nieodpowiedzialne i ostrzegł przed utratą wiarygodności w oczach sojuszników oraz Ukrainy. Choć nie zapowiada weta, uważa, że Czechy znalazłyby się w wąskim gronie państw "idących pod prąd".
Politolożka Petra Guasti wskazuje, że u źródeł decyzji leży nie tylko potrzeba konsolidacji finansów publicznych i ochrona wydatków socjalnych, lecz także ograniczone zainteresowanie Babiša sprawami obronności. Dodatkowo resort obrony kontrolowany jest przez koalicyjne ugrupowanie o sceptycznym stosunku do NATO.
Modernizacja armii zagrożona? Ambitne plany i niepewne finansowanie
Z kolei były doradca ds. bezpieczeństwa Tomas Pojar zwraca uwagę, że nawet ideologiczna bliskość z Trumpem nie zastąpi realnych nakładów. – Trump chce widzieć pieniądze i sprzęt – mówi wprost. Problem polega na tym, że czeska armia jest w trakcie ambitnej modernizacji. Praga zamówiła 44 czołgi Leopard 2A8 oraz bojowe wozy piechoty CV90, które mają stać się trzonem ciężkiej brygady zmechanizowanej deklarowanej wobec NATO do końca 2026 roku.
Szef sztabu Jaromír Zůna przyznał jednak, że płatności mogą się opóźnić, a część programów modernizacyjnych zostać przesunięta w czasie. W praktyce oznacza to ryzyko zahamowania największych zakupów i osłabienia zdolności operacyjnych – dokładnie w momencie, gdy wschodnia flanka NATO, w tym Polska, zwiększa potencjał odstraszania.
Czechy to "najnowszy wróg NATO". Media ostro o ruchu sąsiada Polski
Dla Polski sprawa ma wymiar nie tylko polityczny, lecz także strategiczny. Nasz kraj konsekwentnie zwiększa wydatki obronne powyżej 4 proc. PKB, budując pozycję jednego z liderów wschodniej flanki. Jeśli sąsiad z południa zacznie ograniczać tempo modernizacji, powstanie asymetria potencjałów i politycznych ambicji.
Doszło do tego, że "Politico" wprost nazwało Czechów "najnowszym wrogiem NATO". W realiach wojny za wschodnią granicą i amerykańskiej presji na Europę każde odstępstwo od wspólnie wyznaczonego kursu traktowane jest jak test wiarygodności. W NATO coraz mniej miejsca pozostaje na półśrodki i księgowe zabiegi. Liczy się tempo modernizacji, realne zdolności i gotowość do ponoszenia kosztów bezpieczeństwa.