Coraz bardziej pesymistyczne są także oceny niezależnych ekspertów. Aleksandra Prokopenko z Carnegie Russia Eurasia Center powiedziała, żecztery lata po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę rosyjska gospodarka znalazła się w "strefie śmierci". Jej zdaniem system funkcjonuje w sposób, który pozwala utrzymać bieżącą stabilność, ale jednocześnie niszczy fundamenty przyszłego rozwoju.
Rosja w "strefie śmierci". Wydatki wojskowe pożerają gospodarkę
Prokopenko zwraca uwagę, że ogromne środki budżetowe kierowane są do przemysłu zbrojeniowego. Produkcja czołgów, pojazdów opancerzonych i amunicji podtrzymuje aktywność części zakładów oraz zatrudnienie, lecz nie przekłada się na trwały wzrost gospodarczy. Wytwarzany sprzęt trafia na front i ulega zniszczeniu, nie tworząc wartości, która mogłaby w przyszłości wspierać rozwój cywilnych sektorów gospodarki.
W efekcie w Rosji wykształciły się dwa odrębne systemy. Pierwszy to uprzywilejowany sektor wojskowy, finansowany i chroniony przez państwo. Drugi obejmuje pozostałą część gospodarki, która musi radzić sobie z wysokimi stopami procentowymi, rosnącymi kosztami oraz słabnącym popytem. Ten podział staje się coraz bardziej widoczny.
Stagnacja PKB i spadające dochody. Budżet Rosji traci odporność
Dane makroekonomiczne również nie napawają optymizmem. Według informacji przytaczanych przez "Fortune" rosyjski PKB pozostaje w stagnacji, a dochody z ropy naftowej w styczniu spadły o 50 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Sankcje nałożone przez państwa zachodnie oraz konieczność sprzedaży surowca z dużymi rabatami znacząco ograniczają wpływy do budżetu.
Deficyt budżetowy rośnie mimo podwyżek podatków dla konsumentów. Rezerwy finansowe stopniowo się kurczą. Jednocześnie koszty obsługi długu publicznego szybko rosną i w tym roku mają przekroczyć łączne wydatki na edukację i ochronę zdrowia. To sygnał, że państwo coraz większą część środków przeznacza na utrzymanie bieżącej płynności, a nie na inwestycje w kapitał ludzki.
Rosyjscy urzędnicy biją na alarm. Lato może przynieść kryzys
Źródła "The Washington Post" twierdzą, że rosyjscy urzędnicy wskazali prezydentowi na ryzyko gwałtownego pogorszenia sytuacji finansowej w najbliższych miesiącach. Jeden z moskiewskich przedsiębiorców powiedział dziennikowi, że realny kryzys może nadejść w ciągu trzech lub czterech miesięcy. Wskazał na wysoką inflację, spadek konsumpcji oraz rosnące problemy firm z utrzymaniem płynności.
Coraz częściej pojawiają się informacje o zamykanych restauracjach i redukcjach zatrudnienia. Pracownicy są wysyłani na przymusowe urlopy, mają skracany czas pracy lub doświadczają opóźnień w wypłatach wynagrodzeń. Przedstawiciele sektora finansowego nie wykluczają również ryzyka kryzysu bankowego, jeśli problemy z płatnościami będą się pogłębiać.
Na razie Kreml utrzymuje, że sytuacja znajduje się pod kontrolą. Jednak ostrzeżenia płynące zarówno od urzędników, jak i od przedsiębiorców pokazują, że rosyjska gospodarka stoi przed poważnym testem. Jeśli obecne tendencje się utrzymają, lato może przynieść moment, w którym napięcia finansowe staną się trudne do ukrycia nawet przy silnej kontroli państwa nad gospodarką.