Influencerzy jako narzędzie chińskiej narracji. Szczególna rola Sinciangu i Tybetu
Według amerykańskiej gazety „The New York Times” nagrania influencerów podróżujących do Chin są szeroko promowane w krajowych mediach. Patrycja Krzyśpiak z Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK powiedziała PAP, że Pekin prowadzi specjalne programy, w ramach których influencerzy są zachęcani do odwiedzania Chin.
W sieci pojawiały się bowiem nagrania internetowych twórców, które zakłamywały rzeczywistość m.in. prześladowanych mniejszości etnicznych zamieszkujących Sinciang. Chodzi o publikacje w internecie, w których Ujgurowie rzekomo mieli chwalić życie w Chinach i jednocześnie oskarżać m.in. CIA o rozpowszechnianie informacji o ich ludobójstwie.
Jak podkreśliła, w przypadku wizyt w regionach takich jak Sinciang czy Tybet takie działania są bardziej prawdopodobne, ponieważ dostęp do tych miejsc jest utrudniony i wymaga dodatkowych zezwoleń — w przypadku Tybetu specjalnego pozwolenia.
Krzyśpiak zaznaczyła jednak, że nie każdy twórca musi zdawać sobie sprawę, elementem jakich działań staje się jego aktywność.
– Jest wielu influencerów, którzy po prostu dostrzegają w tym szansę na zdobycie nowych odbiorców i dobrą zabawę. Samo pokazywanie danego kraju w pozytywnym świetle nie jest niczym złym, ale istnieje pewna granica – mówiła.
Jak podkreśliła, można przypuszczać, że dany twórca jest świadomy charakteru swoich działań, jeśli jego przekaz w sposób nadmiernie widoczny pokrywa się z narracją prezentowaną przez podmioty powiązane z Komunistyczną Partią Chin.
Turyści i twórcy internetowi w centrum wojny informacyjnej
Krzyśpiak zwróciła jednak uwagę, że również turyści mogą – zupełnie nieświadomie – stać się elementem chińskiej propagandy. Chodzi o nagrania, w których Chińczycy proszą m.in. polskich turystów o podzielenie się opiniami na temat Chin. Jak dodała, tego rodzaju materiały trafiają m.in. na chińską platformę Bilibili. – Mieliśmy przypadek, w którym pewna pani mówiła, że podoba jej się porządek i to, że w Chinach jest bezpiecznie, a w chińskich napisach jej wypowiedź została przetłumaczona tak, jakby wyrażała zachwyt nad systemem nowoczesnego zarządzania Xi Jinpinga – powiedziała ekspertka.
Jak podkreśliła, nie chodzi o to, by rezygnować z podróży do Chin. - Myślę, że należy jechać, mieć oczy otwarte, umysł otwarty, żeby jak najwięcej z tego doświadczenia wyciągnąć. Ale miejmy świadomość, że nasza dobra intencja może być wykorzystana w bardzo cyniczny sposób dla propagandy Komunistycznej Partii Chin - podsumowała.
Również w Afganistanie doszło do przypadków, w których influencerzy tworzyli pozytywny wizerunek Talibów oraz promowali podróże do tego kraju. Claudia Paganini, filozofka z Uniwersytetu w Innsbrucku w Austrii, powiedziała niemieckiej stacji Deutsche Welle, że nagraniom z Afganistanu często brakuje kontekstu, co utrudnia użytkownikom właściwą ocenę sytuacji. Jej zdaniem influencerzy interesują się przede wszystkim estetyką miejsca docelowego, czyli jego wyglądem, co może być problematyczne, gdy dany kraj posiada dyktatorski reżim, który notorycznie łamie prawa człowieka.
Z kolei, w przypadku Rosji obecni są m.in. polscy influencerzy ukazujący Rosję jako „piękny i spokojny” kraj. Jeden z nich miał sugerować, że „Warszawa to maleńki, ubogi brat Moskwy”.
Do wykorzystywania influencerów w celach propagandowych doszło również w lutym ub.r., kiedy Korea Północna otworzyła swoje granice po raz pierwszy od wybuchu pandemii Covid. Podczas zorganizowanej wycieczki w gronie influencerów znalazł się polski twórca Wojtek Przeździecki „ojwojtek”. W swoich nagraniach relacjonujących podróż twierdził, że podczas wycieczki pokazywane było to, co władze chciały, by zostało pokazane. Według jego relacji turyści byli proszeni m.in. o nienagrywanie niektórych miejsc. - Propaganda ogromna, wstyd mi za to, że to nagrywam - przyznał w opublikowanym przez siebie filmie. (PAP)
wm/ bst/ mhr/
Wydawca z kilkunastoletnim doświadczeniem. Z Gazetą Prawną związany od 4 lat. Prywatnie miłośnik motocykli i podróżowywania.
