W miarę postępowania procesu szczepień, powoli wyłania się krajobraz zgód i pozwoleń poszczególnych państw, które będą miały duży wpływ na to, kto i do jakich krajów będzie mógł podróżować oraz gdzie będzie mógł pracować.

Europejski paszport szczepionkowy

Reklama

Szefowa Komisji Europejskiej zapowiedziała już, że Unia Europejska pozwoli na wjazd tym Amerykanom, którzy zostali zaszczepieni zaakceptowanym przez amerykański urząd regulacyjny preparatem. Oznacza to, że te osoby, które przyjęły chińskie szczepionki Sinovac czy Sinopharm, prawdopodobnie w najbliższej przyszłości nie będą mogły przylecieć do Europy, co może mieć poważne konsekwencje dla globalnej aktywności biznesowej oraz ożywienia w turystyce.

W czerwcu UE planuje wprowadzić tzw. paszporty szczepionkowe, dzięki którym osoby zaszczepione, ozdrowieńcy oraz osoby uznane za odporne na Covid-19, uzyskają możliwość podróżowania. Według projektu regulacji, w sprawie której toczą się negocjacje pomiędzy Parlamentem Europejskim, a rządami państw UE, wszystkie szczepionki zaakceptowane przez europejskiego regulatora będą uznawane podczas podróży, a państwa UE są zachęcane do uznania szczepionek zaakceptowanych przez WHO oraz do uznawania certyfikatów wydawanych przez państwa spoza Wspólnoty. Ostateczna decyzja o tym, które szczepionki będą uznawane, leży jednak w gestii danej państwa członkowskiego.

Szczepionkowy dylemat

Dla obywateli Chin, którzy podróżują regularnie za granicę, a także dla przedstawicieli państw Zachodu, którzy chcą robić interesy w Państwie Środka, rodzi się tym samym poważny dylemat – którym preparatem się szczepić? Chiny jak dotąd uznają tylko chińskie szczepionki, które z kolei nie są zaakceptowane w USA i w Europie Zachodniej.

Obywatelka Hongkongu Marie Cheung regularnie podróżuje do kontynentalnych Chin w celach zawodowych. W jej miejscu zamieszkania można dziś szczepić się dwoma preparatami – chińskim Sinovacem i amerykańskim Pfizerem. Cheung ze względu na podróże do Państwa Środka zdecyduje się na Sinovac, ale już jej mąż, który jest Brytyjczykiem, będzie musiał szczepić się Pfizerem, gdyż w przeciwnym razie nie będzie mógł odwiedzić swojej rodziny na Wyspach Brytyjskich.

„Dla osób, które pracują w Chinach, chińska szczepionka jest jedyną opcją” – komentuje Cheung. „Obywatele państw Zachodu wybiorą z kolei preparaty uznawane przez ich kraje” – dodaje.

Dla milionów osób na całym świecie, które nie mogą wybrać sobie szczepionki, stwarza to poważny problem biznesowy, gdyż pomimo pełnego zaszczepienia nie będą mogli podróżować do określonych krajów. Może mieć to poważny wpływ na międzynarodową aktywność biznesową oraz branżę turystyczną.

Chińska selektywność

Chiny ułatwiły proces starania się o wizę dla tych obcokrajowców, którzy przyjęli w marcu chińskie szczepionki. Dzięki temu mogą uniknąć testów na Covid-19 oraz wypełniania deklaracji podróży. W niektórych krajach, takich jak Brazylia, Pakistan czy Serbia, chińskie szczepionki są jedynymi dostępnymi, ale już w USA nie ma możliwości przyjęcia preparatu z Państwa Środka.

Państwo Środka jednak zdaje sobie sprawę z konsekwencji i kosztów selektywności szczepionek. W tym tygodniu ambasada Chin w Waszyngtonie zapowiedziała, że podróżujący, którzy przyjęli niektóre zachodnie preparaty, będą mogli wjechać do Chin, pod warunkiem, że polecą tam z Dallas w Teksasie. Państwowe media chińskie wskazały, że prawdopodobnie preparat Pfizera zostanie zatwierdzony przez Chiny do połowy tego roku.

Chiny jednak nie są jedynym państwem na świecie, które wciąż ogranicza dostęp osobom niezaszczepionym wybranymi preparatami. Islandia pomija obecnie chińskie i rosyjskie szczepionki znajdujące się na liście preparatów, których przyjęcie uprawnia do przyjazdu na teren Wyspy. Tymczasem decyzja o tym, które szczepionki będą uznawane, będzie miała kluczowe znaczenie dla mocno doświadczonej przez pandemię branży turystycznej, w szczególności w krajach, które żyją z turystyki.

Chińscy turyści należą do najliczniejszej grupy podróżującej po świecie, szczególnie do krajów Azji Południowo-Wschodniej, ale też do Australii, Nowej Zelandii czy dalekiej Francji. O ile Indonezja czy Tajlandia zaakceptowały chińskie szczepionki, to Australia czy Nowa Zelandia już nie i nie wiadomo, czy będzie to możliwe w przyszłości ze względu na napięte stosunki polityczne.

„Globalny podział ludzi ze względu na rodzaj przyjętej szczepionki tylko zwiększy i przedłuży gospodarcze i polityczne skutki pandemii” – komentuje Nicholas Thomas, profesor bezpieczeństwa zdrowotnego na City University w Hongkongu. „Pojawia się ryzyko podziału świata na szczepionkowe silosy, który będzie oparty nie o względy medyczne, ale o szczepionkowy nacjonalizm” – dodaje.