"W wyniku wymuszonej izolacji i konieczności pozostania w domach zostaliśmy wytrąceni z rutyny. Zmieniła się dostępność relacji towarzyskich i wsparcia, a pacjenci nagle dowiedzieli się, że nie mogą przyjść na sesję indywidualną czy grupę do kliniki i nie wiedzieli, kiedy to znowu będzie możliwe. Musieli sobie radzić w zupełnie nowej sytuacji” – wyjaśnia Szcześniak, która pracuje w klinice leczenia uzależnień Outreach w dzielnicy Queens i na co dzień obserwuje skutki zmian dotykających jej pacjentów.

Jak podkreśla psychoterapeutka specjaliści w jej dziedzinie zostali w trakcie pandemii zaliczeni do pracowników niezbędnych dla funkcjonowania miasta i stanu Nowy Jork.

„Nasi pacjenci znaleźli się w obliczu nieznanej, nowej rzeczywistości i tym bardziej wymagają pomocy i wsparcia. Od samego początku pandemii jesteśmy dla nich dostępni. Tyle, że spotkania odbywają się w zupełnie innej formie - online, do czego także wszyscy musieliśmy się przystosować” – mówi Polka, która od niemal 10 lat mieszka w Nowym Jorku.

Według lokalnego magazynu „Downtown” chociaż Nowy Jork ma najwyższą liczbę psychoterapeutów w USA (pięciu na 100 tys. osób) stan zdrowia mentalnego w mieście pogarsza się.

„Tylko 39 proc. ludzi w Nowym Jorku z poważnymi problemami ze zdrowiem psychicznym jest leczonych (…) i można to uznać za znacznie gorsze niż +kryzys+” – zauważyło pismo w grudniu.

Reklama

Nietrudno się domyślić, że pandemia w dużym stopniu pogorszyła sytuację.

Zdaniem Szcześniak kontynuowanie terapii jest obecnie bardziej istotne niż kiedykolwiek. Ludzie muszą się zmagać z swoimi problemami na które się wcześniej leczyli np. depresją i uzależnieniem. W trakcie pandemii pojawiły się jeszcze inne.

„Dochodzi strach o zdrowie swoje i bliskich, utrata pracy, kłopoty finansowe, samotność, niepewna przyszłość i obawa o to jak będą wyglądały nasze relacje międzyludzkie. Pogłębia to jeszcze stres związany z tym, że cała rodzina nagle pozostaje w domu. Pojawiają się duże i małe problemy i konflikty związane z nieustannym byciem razem. Niestety wzrosła znacząco także przemoc domowa czy problemy związane z nadużywaniem alkoholu” – akcentuje terapeutka.

W jej opinii problemy stwarzać mogą nawet warunki w jakich muszą kontynuować kurację osoby uwięzione w domach. Terapia ma bowiem charakter poufny. Powinna przebiegać z zachowaniem prywatności, co w mieszkaniach nieraz nie jest możliwe.

„Tacy pacjenci musieli wkładać wiele wysiłku, żeby znaleźć sobie odpowiednie miejsce do rozmowy z terapeutą. Osobny pokój, łazienkę, niektórzy nawet wychodzili na dach czy do zaparkowanego samochodu, by móc odbyć sesję bez udziału rodziny. Gdy zdarzało się, że nie było to możliwe, tracili kolejne sesje, co wprowadzało ich w stan frustracji” – przypomina Szcześniak.

Jak dodaję łączyła się z tym konieczność zmodyfikowania pracy terapeutów. Często należało zwiększyć częstotliwość spotkań zależnie od konkretnych potrzeb pacjentów. Najpierw więcej było sesji indywidualnych, by mieć pewność, że pacjenci są stabilni i poradzili sobie z kryzysem. Później klinika zdecydowała się na sesje grupowe online, ku zadowoleniu pacjentów, którzy potrzebowali wsparcia grupy i bardzo na nie liczyli, a poza tym terapia uzależnień oparta jest właśnie o grupy i to z nich pacjenci czerpią siłę.

Ponieważ część pacjentów szczególnie starszych i mało zawansowanych technologicznie miało problemy, by opanować instalację programu, przez który mieli łączyć się z terapeutami oprócz sesji wideo oferowane były też sesje przez telefon.

„Początkowo nowa rzeczywistość była dla pacjentów i dla nas dużym wyzwaniem. Nikt nie był na to przygotowany. Nigdy wcześniej nasza klinika nie oferowała usług online, sama nie wierzyłam, że to się uda, bo przecież bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem jest podstawą w relacji terapeutycznej. Covid nie dał nam wyboru i nagle okazało się, że terapia online jest jak najbardziej możliwa i skuteczna. Żeby do tego dojść musieliśmy się wykazać elastycznością, nauczyć dostosowywać się do codziennie zmieniających się okoliczności. Wobec następujących w obliczu pandemii zasadniczych zmian elastyczność okazuje się umiejętnością niezwykle ważną i przydatną. Zarówno dla nas jak i dla pacjentów. Była to lekcja dla nas wszystkich” – przekonuje terapeutka.