Ostatnie lata w Polsce upłynęły pod znakiem boomu budownictwa mieszkaniowego. Jego skutki w postaci nowych domów i bloków można zauważyć zwiedzając praktycznie każdy zakątek naszego kraju. Mimo tych pozytywnych zmian, starsze budynki są nadal bardzo ważnym elementem zasobu mieszkaniowego. Ich właścicieli oraz zarządców może niepokoić niedawna decyzja Rady Unii Europejskiej. Mowa o potwierdzeniu wymogu zeroemisyjności dla istniejących budynków, który musi zostać spełniony do 2050 r. Można przypuszczać, że stanowisko unijnych decydentów wzbudzi kontrowersje nie tylko w Polsce. Niektóre kraje UE posiadają bowiem starszy zasób mieszkaniowy. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili przyjrzeć się pomysłowi Brukseli na zapewnienie zeroemisyjności wszystkich domów.

Reklama

Nowy pomysł UE to element pakietu „Fit for 55”

O ambitnym i wzbudzającym kontrowersje unijnym pakiecie działań pod tytułem „Fit for 55” słyszał już chyba każdy dorosły internauta z Polski. Warto przypomnieć, że chodzi o cel ograniczenia emisji gazów cieplarnianych netto wynoszący co najmniej 55% do 2030 r. Mowa o takiej dużej zmianie emisyjnej względem 1990 r. W perspektywie długoletniej, wspomniany spadek emisji gazów cieplarnianych ma umożliwić osiągnięcie neutralności klimatycznej wspólnoty do roku 2050.

Na pierwszy ogień pójdą zupełnie nowe domy

Trudno się dziwić, że budynki odgrywają dużą rolę w kontekście ekologicznej rewolucji, którą planuje Unia Europejska. Ich udział w końcowym zużyciu energii oraz energetycznej emisji gazów cieplarnianych jest bowiem oceniany na około 40%. Krajowe media już dość często informowały o planach UE, które zakładają między innymi wprowadzenie wymogu zeroemisyjności dla niemal wszystkich nowych budynków od 2030 r.

Analogiczny wymóg dotyczący nowych budynków administracji publicznej zostanie prawdopodobnie wprowadzony dwa lata wcześniej. W przypadku wszystkich polskich domów i bloków, znajdujących się na obszarze kontynentalnej strefy klimatycznej, bezemisyjność ma oznaczać całkowite zużycie energii pierwotnej do 65 kWh/(m2 x rok), zasilanie energią odnawialną i brak emisji dwutlenku węgla z paliw kopalnych.

Warto dodać, że wedle zamiarów UE nowe budynki mieszkalne od 31 grudnia 2029 r. będą musiały być wyposażone w instalacje czerpiące energię słoneczną. Taki wymóg będzie też dotyczył:

  • nowych publicznych oraz niemieszkalnych budynków o powierzchni użytkowej ponad 250 mkw. - od końca 2026 r.
  • wszystkich istniejących, publicznych i niemieszkalnych budynków o powierzchni użytkowej ponad 400 mkw., które przejdą poważny remont - od końca 2027 r.

Wprowadzenie opisywanych wymagań oznacza spore koszty. Będą one jednak niewielkie w porównaniu do nakładów, które może wygenerować konieczność generalnego remontu milionów starszych budynków.

Społeczne niezadowolenie jest niemal pewne

Unijny plan osiągnięcia zeroemisyjności istniejących budynków do 2050 r. na razie wzbudza mniejsze zainteresowanie niż można by przypuszczać. Znaczenie w tym kontekście ma zapewne skupienie uwagi opinii publicznej na konflikcie rosyjsko-ukraińskim oraz jego gospodarczych skutkach. Tymczasem plan zapewnienia zeroemisyjności całego zasobu mieszkaniowego w UE wygeneruje kolosalne wydatki. Państwa członkowskie mają zapewnić finansowe wsparcie w zakresie remontów, co jednak przełoży się na wzrost obciążenia podatkowego i/lub zadłużenia publicznego.

Zmodernizowane budynki oczywiście będą generować mniejsze koszty eksploatacyjne. Trudno jednak sobie wyobrazić, że tak ogromny plan modernizacyjny przebiegnie bez kontrowersji i niezadowolenia przynajmniej części właścicieli starszych domów i lokali. Na początku celem ma być remont najmniej ekologicznych budynków.

Państwa reprezentowane przez Radę UE uzgodniły ponad miesiąc temu, że do 2033 roku cały ich zasób mieszkaniowy średnio ma osiągnąć co najmniej poziom energooszczędności „D”. Najniższa klasa „G” obejmie 15% krajowych zasobów budowlanych o najgorszej charakterystyce energetycznej. W nowej, zharmonizowanej skali, litera „A” będzie natomiast oznaczała budynki zeroemisyjne.

Aż 97 proc. bloków oraz domów z UE czeka remont?

Propozycje Rady UE będą jeszcze dyskutowane na forum Parlamentu Europejskiego. W czasie debaty można spodziewać się negatywnego stanowiska części europosłów z tych krajów, w których znajduje się najwięcej wysokoemisyjnych budynków. Zresztą, w świetle przyjętej strategii neutralności klimatycznej, cały zasób mieszkaniowy Unii Europejskiej wygląda po prostu słabo.

Eksperci z Buildings Performance Institute Europe na podstawie próby obejmującej dwie trzecie powierzchni domów i lokali z UE oszacowali, że połowa unijnych budynków mieszkalnych znajduje się poniżej klasy energetycznej „D”. Przypomnijmy, że do 2033 r. wszystkie budynki mieszkalne z UE średnio mają osiągnąć co najmniej poziom „D”.

Perspektywa wyremontowania bardzo dużej części unijnego zasobu mieszkalnego w ciągu 10 lat wzbudza pewne wątpliwości. Szacunki Buildings Performance Institute Europe prowadzą do jeszcze jednego, ciekawego wniosku. Mianowicie, aż 95% - 97% istniejących budynków mieszkalnych z UE może czekać mniejszy lub większy remont związany z realizacją pakietu „Fit for 55” oraz neutralnością klimatyczną do 2050 r. W unijnych publikacjach czasem pojawia się wzmianka o 75% wszystkich budynków wymagających remontu.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl