W UE w 2016 r. różnica w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn wyniosła nieco ponad 16 proc. Oznacza to, że kobiety zarabiają na godzinę średnio 84 centy, podczas gdy mężczyźni 1 euro, jak podaje Eurostat. Najniższe dysproporcje w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn w państwach UE odnotowano w Rumunii (5,2 proc.), we Włoszech (5,3 proc.), w Luksemburgu (5,5 proc.). Największa luka płacowa występuje w Estonii (25,3 proc.), Czechach (21,8 proc.), Niemczech (21,5 proc.). Także w Austrii i Wielkiej Brytanii przekracza 20 proc.

- W Polsce odrabiamy tę lekcję od dłuższego czasu, skupiając się na wyrównywaniu szans kobiet i mężczyzn, a różnice wynikają z tego, że kobiety wybierają zawodowo inne branże niż mężczyźni, natomiast w ramach jednej, tej samej branży, wynagrodzenia nie są bardzo różne - mówi Agnieszka Kłos, prezes zarządu Provident Polska SA, wiceprezydent Pracodawców RP.

>>> Czytaj też: Ok. 52 proc. ludzkości zarabia mniej niż powinna. Chodzi o płeć [FELIETON]

Jak polskie firmy starają się wyrównać dysproporcje w wynagrodzeniach? Provident wycenia stanowisko i wynagrodzenie na tym stanowisku. Gdy wybiera kandydata na dane stanowisko, to taka osoba jest oceniana tylko ze względu na kompetencje zawodowe.

- Jak rozmawiam z kandydatkami do pracy, to widzę, że ich oczekiwania płacowe są niższe - komentuje Kłos. - Jako Pracodawcy RP zrobiliśmy badania przekrojowe na grupie studentek i studentów, przebadano ponad tysiąc osób, i okazuje się, że studentki wymagają wynagrodzenia na poziomie o 23 proc. niższym, co jest w sprzeczności z tym, jak postrzegają swoje kompetencje zawodowe, bo oceniają, że są lepiej wykształcone, zrobiły więcej kursów dokształcających. Kobiety są dużo bardziej wymagające wobec siebie i brak im przekonania, że mogą zawalczyć o więcej. Musimy jeszcze więcej pracować nad postawami.

AGNIESZKA KŁOS, PREZES ZARZĄDU PROVIDENT POLSKA SA, WICEPREZYDENT