Państwo prowokator. Do czego zdolne są białoruskie służby? [OPINIA]

białoruś
<p>białoruś</p>/Shutterstock
Wywołanie fałszywego alarmu bombowego w samolocie pasażerskim i zmuszenie go do lądowania na lotnisku w Mińsku pod groźbą zestrzelenia tylko po to, by wywlec zeń niewygodnego blogera, szokuje bezczelnością, ale mieści się w standardach stosowanych przez białoruskie służby.

Pogróżka niekoniecznie musiała być czcza. W przeszłości władze w Mińsku strzelały już do cywilnych obiektów przelatujących nad ich terytorium. W 1995 r., w roku urodzin porwanego w niedzielę blogera Ramana Pratasiewicza, białoruska obrona przeciwlotnicza zestrzeliła balon uczestniczący w wyścigu o Puchar Gordona Bennetta. W efekcie zginęło dwóch obywateli Stanów Zjednoczonych. Ludzie Alaksandra Łukaszenki najpierw tłumaczyli, że Amerykanie wykonywali zadania szpiegowskie nad jednostką wojskową w Berezie, a potem – że sportowcy zmarli z braku tlenu jeszcze przed zestrzeleniem. Ostatecznie Łukaszenka przeprosił prezydenta USA Billa Clintona.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPaństwo prowokator. Do czego zdolne są białoruskie służby? [OPINIA] »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj