„Nie łudźcie się, nic nie jest przesądzone” – podkreślił Macron w hali w Porte de Versailles w Paryżu „debata, którą będziemy mieć w ciągu najbliższych dwóch tygodni, jest decydująca dla naszego kraju i Europy” – dodał prezydent.

Szef państwa zaapelował do swoich wyborców i przeciwników o jedność i pracę na rzecz wspólnego projektu, jakim jest Francja.

Reklama

„W tym decydującym dla przyszłości narodu momencie nic nie powinno być takie, jak dawniej. Dlatego chcę dotrzeć do tych, którzy chcą pracować dla Francji. Jestem gotów wymyślić coś nowego, aby pogodzić różne przekonania i wrażliwości, aby razem pracować w służbie naszego narodu” – zadeklarował Macron.

„Czy chcemy niepodległej Francji, bo jest silna gospodarczo, ekologicznie, rolniczo i kulturowo? (…) Czy chcemy Francji, gdzie dzięki ekologii zmniejszą się rachunki za ogrzewanie, a samochód elektryczny będzie dla wszystkich? Czy chcemy Francji, która nadal ufała nauce, rozumowi, kompetencjom, tak jak to robiliśmy w ostatnich latach?” – pytał prezydent rozentuzjazmowany tłum swoich zwolenników.

„Nie chcę Francji, która (…) miałaby jako sojuszników jedynie międzynarodówkę populistów i ksenofobów” – podkreślił Macron.

Szef państwa podziękował mer Paryża Anne Hidalgo, szefowi koalicji Zielonych Yannickowi Jadotowi, republikance Valerie Pécresse i komuniście Fabienowi Rousselowi za przekazanie mu swoich głosów.

„Wasze zaufanie mnie zaszczyca, zobowiązuje i angażuje” - zapewnił swoich wyborców prezydent, który po ogłoszeniu wyników „nabrał nowej energii”, jak wskazują komentatorzy.

Po obliczeniu 96 procentu głosów w niedzielnej pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji ubiegający się o reelekcję prezydent Emmanuel Macron uzyskał 27,41 proc. głosów, a na szefową Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen zagłosowało 24,03 proc. wyborców - poinformowała agencja Reutera.

Trzecie miejsce zajął szef Francji Nieujarzmionej Jean-Luc Melenchon z 21,57 proc. głosów.

Wyniki te oznaczają, że w drugiej turze wyborów zaplanowanej na 24 kwietnia zmierzą się Macron i Le Pen.