Niepokoje na tle rasowym w USA stały się pretekstem do napędzania moralnej paniki białej klasy średniej [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
4 października 2020, 17:54
Protesty po śmierci George'a Floyda
<p>Protesty po śmierci George'a Floyda</p>/ShutterStock
Niepokoje na tle rasowym po zabójstwie George’a Floyda stały się dla Donalda Trumpa pretekstem do napędzania moralnej paniki białej, zamożnej klasy średniej mieszkającej w rasowo homogenicznych oazach.

Jednym z najbardziej osobliwych punktów wieczoru inaugurującego sierpniową konwencję Partii Republikańskiej było wystąpienie Patricii i Marka McCloskey’ów, małżeństwa białych, zamożnych 60-latków mieszkających w prestiżowej dzielnicy St. Louis w Missouri.

Para – prawnicy od spraw odszkodowawczych – od miesiąca cieszy się statusem ludowych bohaterów w kręgach amerykańskiej prawicy. Rozpoznawalność zyskała po tym, jak w czerwcu media społecznościowe podbiło nagranie ich konfrontacji z uczestnikami marszu Black Lives Matter, pokojowo protestujących przeciwko policyjnej przemocy. Pochód, który miał się zakończyć przed domem burmistrza, napotkał niespodziewane przeszkody, gdy wszedł na teren ekskluzywnego, prywatnego osiedla w historycznej części miasta. Tam, na trawniku przed wystawną, marmurową posiadłością à la renesansowe palazzo, oczekiwała już na nich para bosych, ale uzbrojonych kontrmanifestantów: kobieta z półautomatycznym pistoletem wycelowanym w spokojnie maszerujących demonstrantów pokrzykiwała, by się wynosili z prywatnego terenu; mężczyzna stał u jej boku, trzymając karabin AR-15. Samozwańczymi stróżami porządku w luksusowej enklawie 300-tysięcznego miasta okazali się właśnie państwo McCloskey.

Relacja małżeństwa i nagranie z zajścia różnią się co do szczegółowego przebiegu zdarzeń: para twierdzi, że aktywiści sforsowali i zniszczyli ogrodzenie, po czym rzucili się w stronę ich rezydencji w chwili, gdy delektowali się rodzinnym obiadem w ogrodzie. Na nagraniu widać jednak, że brama był otwarta, kiedy uczestnicy marszu zbliżali się do luksusowego osiedla (choć formalnie było to wtargnięcie na teren prywatny i policja wezwała kilka osób do złożenia wyjaśnień). Żaden z nich nie zachowywał się też agresywnie, mimo prowokacyjnych gestów gospodarzy okazałej posiadłości. Prokurator okręgowy w St. Louis nie miał wątpliwości, że małżeństwo stworzyło niebezpieczeństwo dla nieuzbrojonych aktywistów, w efekcie czego mogło dojść do rozlewu krwi. Postawił obojgu zarzuty nielegalnego używania broni palnej – przestępstwa, za które grozi kara do czterech lat więzienia.

Skrajnie prawicowe media odmalowały całą historię jako klasyczną opowieść o erozji prawa i porządku w dobie wojen kulturowych: oto skorumpowana władza chce ukarać dumnych obywateli, którzy skorzystali z konstytucyjnego prawa do noszenia broni, by chronić rodzinę i własność przed hordą anarchistów. Postawie małżeństwa przyklasnął Donald Trump, udostępniając na Twitterze filmik, na którym wymachują bronią palną.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj