W przypadku pandemii Covid-19 światełka na końcu tunelu niestety nie widać. Oddziały intensywnej opieki medycznej w Europie ponownie zapełniają się po brzegi, popychając Francję i Niemcy do wprowadzania nowej rundy ograniczeń i blokad - choć zaprojektowanych tak, by były łagodniejsze niż pierwsze lockdowny. Nawet kraje mocno dotknięte pierwszą falą zakażeń koronawirusem, takie jak Włochy i Szwecja, odnotowują rosnącą liczbę przypadków, co sugeruje, że do osiągnięcia odporności stadnej jest bardzo daleko. Wygląda na to, że Stany Zjednoczone zrezygnowały z kontrolowania pandemii, dopóki nie pojawi się szczepionka.

Nie powinniśmy jednak ignorować dobrych wiadomości z Azji. Strategie Korei Południowej, Wietnamu, Chin i innych państw regionu nadal wydają się opłacalne. Podczas gdy we Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i USA całkowita liczba ofiar śmiertelnych Covid-19 wynosi od 500 do 700 na milion mieszkańców, to w Chinach i Korei Południowej śmiertelność z powodu koronawirusa jest na poziomie poniżej 10 osób na milion. Oczywiście można powiedzieć, że przypadki śmiertelne nie są idealną miarą, ale istnieje też inna widoczna różnica. Wuhan, które niegdyś było epicentrum Covid-19, dziś ponownie wita turystów.

Postrzeganie azjatyckiej przewagi w tej pandemii często pada ofiarą esencjalistycznego myślenia, że w jakiś sposób Wschód robi rzeczy, których Zachód nigdy nie mógłby zrobić, i że jest to w dużej mierze skutkiem głębokich różnic w wartościach, polityce i kulturze. Jeśli Chiny są zdolne do powstrzymania pandemii Covid-19, to musi to być spowodowane drakońską polityką rządu i społecznymi więzami konfucjanizmu. Jeśli w Singapurze zginęło tylko 28 osób, to jest to zasługa spuścizny Lee Kuan Yew w postaci autorytarnego pragmatyzmu.

Jednak prawdopodobnie jest tak, że oddziaływanie niematerialnych sił jest znacznie mniejsze. Jeśli kluczem do uniknięcia większej liczby blokad i spowolnienia transmisji wirusa jest znalezienie sposobu na „życie z wirusem” - poprzez szeroko zakrojone testy, śledzenie kontaktów i izolowanie pozytywnych przypadków – to kraje zachodnie popełniły strukturalne, a nie kulturowe błędy.

Reklama

Po pierwszej fali epidemii w Europie zostały przeprowadzone szeroko zakrojone akcje "testowania" mieszkańców na obecność koronawirusa, ale środki te wprowadzono zbyt wolno i zbyt późno, by uniknąć opóźnień i wąskich gardeł systemu. Śledzenie kontaktów było za mało. Można powiedzieć, że aplikacje cyfrowe uschły, jak winogrona na winorośli. Osoby z pozytywnym wynikiem nie traktowały poważnie izolacji z powodu braku egzekwowania prawa i niepełnego wsparcia finansowego. To nie jest kwestia filozofii, ale problemy związane z wdrażaniem określonych obostrzeń.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel przyznała to w czwartek, mówiąc, że przywódcy Unii Europejskiej powinni działać wcześniej. Nawet zorganizowani Niemcy nie zdołali powstrzymać drugiej fali pandemii.

Porównując Europę do Azji okazuje się, że azjatyckie systemy zdrowia publicznego są solidniejsze. W Korei Południowej testy przeprowadzano wcześnie i w dużych ilościach, korzystając z punktów badań typu "walk-in" i "drive-through". W Wuhan władze przebadały 11 milionów ludzi w ciągu 2 tygodni. Udział testów, które dały wynik pozytywny w Korei Południowej i Wietnamie, wynosi poniżej 1 proc.- we Francji i Hiszpanii wzrósł do 10 proc.

Podczas gdy strategie śledzenia kontaktów, takie jak przeszukiwanie danych osobowych „trzeciego stopnia” w Wietnamie lub opaski na rękę z geofencingiem w Hongkongu mogą wystraszyć przeciętnego londyńczyka, to jednak Europejczykom nie udało się właściwie wdrożyć własnych alternatywnych rozwiązań śledzenia kontaktów.

Na przykład między lipcem a sierpniem liczba zidentyfikowanych kontaktów w przeliczeniu na jeden pozytywny przypadek Covid-19 we Francji spadła do 2,4 z 4,5. A jeśli systemy testowania i śledzenia kontaktów słabną w ten sposób, nic dziwnego, że nie możemy kontrolować rozprzestrzeniania się wirusa.

Jeśli chodzi o kwarantannę osób zakażonych, warto przyjrzeć się decyzjom Chin i Korei Południowej dotyczącym monitorowania lub – w przypadkach bardziej krnąbrnych - wręcz więzienia pacjentów z łagodniejszymi przypadkami w specjalnych ośrodkach opieki. Trzymanie ludzi zamkniętych w domu nie wydaje się dużo bardziej liberalne, zwłaszcza gdy ludzie są kuszeni, aby wyjść na zewnątrz, by zarabiać pieniądze na życie. Kwarantanna w domu jest również znacznie mniej skuteczna - z badań wynika, że podczas epidemii izolacja w specjalnych ośrodkach może zapobiec prawie trzykrotnie większej liczbie przypadków niż izolacja domowa.

Jak widać różnice w walce z pandemią między Azją a Europą wydają się bardziej zakorzenione w niedawnej, a nie starożytnej historii. W ciągu ostatnich 20 lat Azję nawiedziło kilka epidemii, takich jak SARS w 2003 r. i MERS w 2015 r., które zmusiły te kraje do dostosowania i ulepszenia swoich systemów i instytucji. Zachęciło to również rządy do inwestowania w zdrowie publiczne. W latach 2000-2016 w Wietnamie wydatki na zdrowie w przeliczeniu na mieszkańca rosły średnio o 9 proc. rocznie. W przeciwieństwie do Azji, kraje europejskie zamykały szpitale i zmniejszały liczbę łóżek, stawiając na pierwszym miejscu walkę z kryzysami finansowymi, a nie z chorobami.

Gdy teraz Europejczycy rozpoczynają zimową blokadę gospodarek, powinni pamiętać, że postęp jest osiągalny. Dobra wiadomość jest taka, że ​​kraje zacieśniają współpracę na szczeblu UE podejmując wysiłki, takie jak wprowadzenie szybkich testów antygenowych i dzielenie się zasobami. Jeśli Azja zdołała wyciągnąć wnioski z minionych pandemii, Zachód również powinien to zrobić.