Permanentna inwigilacja w USA. Rząd kupuje wrażliwe dane i łamie konstytucję za pieniądze podatników

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
15 czerwca 2023, 06:30
Flaga obok budynku Senatu USA
Flaga obok budynku Senatu USA/Shutterstock
Prawo do prywatności w Stanach w praktyce nie istnieje, a służby mogą inwigilować każdego obywatela bez sądowego nakazu. Wystarczy, że zapłacą za dane. 

Odtajniony właśnie rządowy raport potwierdza po raz pierwszy, że amerykańskie agencje wywiadowcze kupują ogromne ilości dostępnych komercyjnie informacji o swoich obywatelach. To dane pochodzące ze smartfonów, podłączonych do Internetu pojazdów i komputerów. 

Informacje dostępne publicznie 

W ten prosty sposób agencje obchodzą prawo. Jeśli chciałyby mieć dostęp do lokalizacji urządzenia, zgodnie z 4 Poprawką do Konstytucji zostałoby to uznane za „przeszukanie” i musiałyby uzyskać zgodę sędziego. Ponieważ firmy są skłonne sprzedać te informacje – nie tylko rządowi USA, ale także innym przedsiębiorcom – służby uznają je za „publicznie dostępne”. Mowa tu o danych gromadzonych np. przez Facebook, Instagram czy Google Maps.

Nielegalni imigranci w USA
 /Lightspring

W Stanach Zjednoczonych nie obowiązują przepisy dotyczące prywatności ani ochrony danych regulujące udostępnianie lub sprzedaż prywatnych informacji obywateli.

„Raport ujawnia to, czego najbardziej się obawialiśmy” komentuje Sean Vitka, prawnik w organizacji non-profit Demand Progress. „Agencje wywiadowcze łamią prawo i kupują informacje o Amerykanach, których, co Kongres i Sąd Najwyższy jasno stwierdziły, rząd nie powinien mieć”.

Nie ma mowy o prywatności

Biuro Dyrektora Wywiadu Narodowego (ODNI) odtajniło w zeszłym tygodniu i opublikowało raport ze stycznia 2022 r. Stało się tak po prośbie senatora Rona Wydena o ujawnienie, w jaki sposób służby USA wykorzystują dostępne komercyjnie dane. „Raport jasno pokazuje, że rząd uważa, że ​​może wykupić się z ochrony konstytucyjnej za pieniądze podatników”, dodaje Chris Baumohl, prawnik z kancelarii EPIC.

Wg. raportu deanonimizacja pozyskanych w ten sposób danych jest wręcz trywialna. A służby mogą na podstawie lokalizacji zidentyfikować każdą osobę, która np. uczestniczyła w proteście lub wiecu. „Poufne dane, które znajdą się w niepowołanych rękach, mogą ułatwić szantaż, prześladowanie, nękanie i publiczne zawstydzanie” – czytamy w raporcie. 

Ameryka, USA, US, Stany Zjednoczone. Fot. Fotolia
 

Są w nim pokazane konkretne przykłady ujawniania danych wrażliwych. Np. w 2021 r. dostępne na rynku dane lokalizacyjne zebrane z aplikacji randkowej dla gejów zostały wykorzystane do ujawnienia korzystającego z niej katolickiego księdza. Amerykańska armia kupowała z kolei dane o lokalizacji pochodzące z muzułmańskiej aplikacji modlitewnej.

Konsekwencje dla UE 

Wbrew pozorom sprawa wcale nie dotyczy tylko USA. Meta, do której należy Facebook, została w zeszłym miesiącu ukarana przez Unię Europejską za przesyłanie danych użytkowników na serwery w stanach. Firma musi zapłacić aż 1,3 mld dolarów. Wiadomo, że takie praktyki stosują inne firmy, karę musiał już zapłacić za to Amazon. Ujawnione właśnie informacje rzucają na to zjawisko zupełnie nowe światło. Jeśli jesteśmy użytkownikami Facebooka, nasze dane mogły po prostu trafić za oceanem na wolny rynek.

źródło

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj