„Europejskie zbrojenia” na mieliźnie! 150 miliardów euro i zero zgody.

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
27 marca 2025, 06:48
UE - Unia Europejska - Ursula von der Leyen - Antonio Costa - Kaja Kallas
Urzędnicy europejscy mają kłopot z przeforsowaniem swego planu./Forsal.pl
Pomysł przewodniczącej UE Ursuli von der Leyen na „przezbrojenie Europy” napotyka coraz większy opór. Jak pisze wczoraj "Politico", kraje południowej Europy – Francja, Włochy i Hiszpania – nie chcą finansować militarnego planu Unii Europejskiej kredytami, które mogłyby pogłębić ich już i tak ogromne zadłużenie.

Rosna wydatki na przemysł obronny UE
Przemysł zbrojeniowy korzysta na napięciu w Europie./fot. Hannibal Hanschke/EPA/PAP

Kredyt czy obligacje? Wojna o pieniądze

Francja, Włochy i Hiszpania odmawiają zaciągania kolejnych długów na zbrojenia. Ich zdaniem pożyczki z Brukseli, choć korzystne, wciąż obciążają budżety narodowe, co może odbić się nie tylko na ratingach kredytowych, ale też spokoju na rynkach finansowych. Dlatego proponują emisję obligacji wspólnotowych – finansowanych z jednego, unijnego źródła.

Ale na to nie zgadza się m.in. Holandia. Premier Dick Schoof jasno stwierdził: „Żadnych euroobligacji!” Obawia się, że taki mechanizm stałby się precedensem i w przyszłości inne kraje chciałyby finansować swoje problemy wspólnym długiem.

Zbrojenia według południa: nie tylko czołgi

Hiszpania i Włochy próbują rozszerzyć definicję „wydatków na obronność”. Proponują, by w tej kategorii uwzględnić również kontrolę granic, cyberbezpieczeństwo czy odporność infrastruktury – czyli rzeczy, które ich zdaniem są równie ważne jak czołgi czy rakiety.

Czołgi K2 w trakcie szkolenia na poligonie. Na czołgu widzimy oznaczenie 20. Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej.
Tymczasem Polska kupuje duże ilości czołgów. Na zdjęciu czołgi K2.

To pokazuje, że dla wielu krajów priorytety są inne niż militarna pomoc dla Ukrainy. Zwykli obywatele południa Europy bardziej martwią się migracją, inflacją i zmianami klimatu niż zagrożeniem ze strony Rosji.

Von der Leyen się spieszy, Południe mówi: „poczekajmy”

Plan zakładał, że państwa UE mogłyby zwiększyć wydatki na obronność o 1,5% PKB w ciągu czterech lat, z pomocą kredytów o wartości 150 miliardów euro. Brzmiało ambitnie, ale nawet Komisja Europejska przyznała, że by to zrealizować, trzeba będzie ciąć wydatki w innych sektorach.

Włochy i Hiszpania grają na czas, licząc, że do czerwca – kolejnego szczytu unijnego – uda się zmusić Komisję do złagodzenia stanowiska i zaakceptowania obligacji zamiast kredytów. Francja już zapowiedziała, że nie uruchomi tzw. klauzuli awaryjnej (emergency clause), która pozwala unijnym państwom członkowskim tymczasowo zawiesić unijne reguły fiskalne i zwiększyć wydatki na obronność ponad ustalone limity budżetowe.

Zbrojenia po europejsku: więcej biurokracji niż broni?

Niemcy, jako jedno z nielicznych państw, planują aktywować mechanizm „klauzuli awaryjnej” i zainwestować w swoją armię. Ale dla krajów o niższych ratingach kredytowych zaciąganie długu oznacza ryzyko – nie tylko ekonomiczne, ale też polityczne.

Nie ma jedności, nie ma decyzji – a rynki patrzą. Zdaniem unijnych dyplomatów, jeśli tylko część państw wystąpi o kredyty, może to zostać odebrane jako sygnał słabości, co podbije koszty pożyczek dla całej Unii.

W międzyczasie plan „obronnej rewolucji” może skończyć tak, jak wiele innych europejskich projektów – ambitnie na papierze, marnie w realizacji.

Sławomir Biliński

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj