Iran odpala rakiety na bazy USA! Ale czy to naprawdę wojna?

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
23 czerwca 2025, 21:20
Kadr z Irańskiej TV prezentującej plany amerykańskiej bazy lotniczej w Katarze.
Kadr z Irańskiej TV prezentującej plany amerykańskiej bazy lotniczej w Katarze./Media
Dziesięć irańskich rakiet poleciało w stronę największej amerykańskiej bazy wojskowej w regionie. Oficjalnie, w odwecie za ataki na irańskie instalacje jądrowe. W praktyce, wszystko wskazuje na to, że nikt nie chciał, by kogokolwiek naprawdę trafiło. Baza Al-Udeid w Katarze została ewakuowana jeszcze przed pierwszym wystrzałem. Gdy w nocy nad Dohą rozległy się wybuchy, baza była pusta.

Baza ostrzelana, ale... pusta

Według źródeł zbliżonych do "The New York Times", Iran uprzedził o ataku, dając czas USA na ewakuację. Sygnały o „niemal pewnym” uderzeniu napływały od kilku dni – potwierdziły je m.in. Fox News i izraelski dziennikarz Amit Segal. Oficjalnie Amerykanie milczą, ale ich działania mówią wiele: baza została zabezpieczona, personel wycofany, a przestrzeń powietrzna zamknięta.

Iran atakuje amerykańską bazę. Katar grozi odpowiedzią
Iran atakuje amerykańską bazę. Katar grozi odpowiedzią/IRANIAN ARMY MEDIA OFFICE HANDOUT

Ciekawostka? Irańska agencja Mehr podała, że liczba rakiet odpowiada dokładnie liczbie bomb, jakie – według nich – USA zrzuciły wcześniej na irańskie cele. To symboliczny gest – więcej dla mediów niż dla strategów wojennych.

Wybuchy nad Dohą i szczątki rakiet na ulicach

Katarska obrona powietrzna zareagowała szybko, ale nie wszystkie pociski udało się przechwycić. Mieszkańcy Dohy donosili o głośnych eksplozjach i grzmiących odgłosach nad miastem. Na ulice spadły fragmenty rakiet, szczęśliwie bez ofiar. Krajowe władze potwierdziły brak rannych i szkód w infrastrukturze, jednak wezwały mieszkańców do ograniczenia poruszania się po mieście.

Ambasada USA zaapelowała do obywateli o pozostanie w schronach do odwołania, a lotnisko wojskowe Al-Udeid zostało tymczasowo zamknięte. Bachrajn i inne sąsiednie kraje uruchomiły swoje systemy ostrzegania i wezwały ludność do zachowania szczególnej ostrożności.

Operacja „na pokaz”?

Atak był elementem szerszej irańskiej operacji o nazwie „Basharat al-Fat’h”. Został zatwierdzony przez najwyższe władze w tym Najwyższą Radę Bezpieczeństwa Narodowego Iranu oraz Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (KSI). Oficjalnie miał być odpowiedzią na niedawny atak USA na irańskie instalacje nuklearne. Jednak sposób przeprowadzenia, z uprzedzeniem, bez ofiar, z pełną ewakuacją, sugeruje, że Iran bardziej chciał pokazać siłę, niż rzeczywiście uderzyć.

„Era bezkarnego atakowania Iranu dobiegła końca” głosiło oficjalne oświadczenie KSI. Ale jednocześnie padły zapewnienia, że „braterski Katar” nie był celem, tylko obecność wojsk USA w regionie. Wydaje się, że Iran balansuje na cienkiej linie, próbuje odpowiedzieć, ale nie przekroczyć progu wojny.

Kto zyskał, kto się przestraszył?

Dla przeciętnego mieszkańca Bliskiego Wschodu, więcej pytań niż odpowiedzi. Czy to tylko demonstracja siły? Czy Iran nie chce wojny, ale nie może pozwolić sobie na milczenie? Czy to wszystko teatr dla wewnętrznych potrzeb Teheranu? Analitycy wskazują, że taka forma „kontrolowanej eskalacji” pozwala Iranowi zachować twarz wewnątrz kraju, bez prowokowania pełnoskalowego konfliktu z USA. Jedno jest pewne po tak "groźnej" irańskiej odpowiedzi cena ropy potaniała 6%.

Gdzie Iran może uderzyć następnie?

Teheran nie powiedział ostatniego słowa. Na liście potencjalnych celów znajdują się m.in.:

  • bazy USA w Bahrajnie, Arabii Saudyjskiej i Kuwejcie
  • baza lotnicza Al-Dhafra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich
  • baza lotnicza Incirlik w Turcji
  • biekty USA w Syrii i Iraku

Bazy morskie w Omanie i Emiratach

Niepokojące są także doniesienia o ataku moździerzowym na amerykańską bazę w prowincji Hasake w Syrii. Zdaniem analityków, takie uderzenia mogą być dziełem tzw. „irańskich proxy” – czyli lojalnych wobec Teheranu grup bojowników, działających w różnych krajach regionu. Tego rodzaju asymetryczne działania pozwalają Iranowi nękać przeciwników bez otwartego wypowiedzenia wojny.

Echo 2020 roku

Przypominamy, że w 2020 roku, po zabiciu generała Kasema Sulejmaniego, Iran również uderzył w amerykańskie bazy w Iraku. Wtedy efekt był mocniejszy: ponad 100 rannych żołnierzy USA, zniszczone obiekty, silna reakcja światowej opinii publicznej. Tym razem skala wydaje się mniejsza, ale przekaz podobny.

„Nie szukamy wojny, ale odpowiemy” – to mantra irańskich władz. Co oznacza w praktyce? Precyzyjnie odmierzoną siłę, pokazową akcję, gest. W imię honoru i ostrożności. Iran pokazuje, że jeszcze nie został całkowicie zneutralizowany. Ale też doskonale wie, że zderzenie z USA w otwartym konflikcie mogłoby oznaczać koniec gry. Dlatego strzela... tak, by nie trafić.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj