Żelazna kopuła pęka? Amerykańskie rakiety się kończą, a Iran atakuje dalej

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
20 czerwca 2025, 07:10
System przeciwbalistyczny Arrow
Israel Ministry of Defence
Od 13 czerwca na Izrael spadło już około 500 irańskich rakiet balistycznych, a to dopiero początek. Choć izraelska obrona przeciwrakietowa uchodzi za jedną z najnowocześniejszych na świecie, kluczowe pytanie pozostaje bez odpowiedzi: czy kraj poradzi sobie z tak intensywnym tempem ataków? I jak długo wystarczą mu zapasy kosztownych rakiet przechwytujących?

Skuteczna technologia, ale nie nieskończone zasoby

Izrael opiera swoją obronę na trzech poziomach ochrony: taktycznym "Żelaznym Kopule", operacyjnym systemie "Proca Dawida" i strategicznych systemach antyrakiet "Arrow-2" i "Arrow-3". Dodatkowo, w regionie działają amerykańskie systemy THAAD. To rozbudowany i zintegrowany parasol ochronny, ale każdy jego element kosztuje pieniądze. Zasobem też jest czas konieczny na wyprodukowanie antyrakiet.

Największy problem? Większość izraelskich przechwytujących rakiet powstaje w USA lub zawiera amerykańskie komponenty. Produkcja jest ograniczona, a linie montażowe już teraz są przeciążone z powodu dostaw dla innych państw, m.in. Ukrainy.

Miliony dolarów za jedną noc

Koszt jednej nocy intensywnej obrony powietrznej może wynieść nawet 300 milionów dolarów. Rakiety "Arrow" kosztują od 2 do 3 mln USD za sztukę, a każda THAAD to wydatek ponad 12 mln. Nawet jeśli Izrael dysponuje budżetem, nie kupi sobie czasu — brakuje po prostu fizycznych zapasów i mocy produkcyjnych.

Według szacunków, przy obecnym tempie zużycia, rezerwy rakiet mogą skończyć się w ciągu 10–12 dni. A przyspieszona produkcja to wciąż kwestia miesięcy, nie dni. To może oznaczać konieczność szybkiej interwencji USA, nie tylko technologicznej, ale i militarnej.

Irańskie rakiety trzeba niszczyć, zanim wystartują — ale to niełatwe

Rozwiązaniem dla Izraela mogłoby być uderzenie w irańskie magazyny rakiet i mobilne wyrzutnie, zanim te zdążą odpalić pociski. Jednak w praktyce to trudne o ile niemal niemożliwe, Iran przechowuje większość rakiet w podziemnych tunelach, a wyrzutnie pokazują się na powierzchni tylko na moment.

Izraelskie drony i samoloty wykonują misje głęboko poza granicami kraju, co oznacza większe ryzyko i logistyczne wyzwania. Co więcej, Iran zaczyna skutecznie odpowiadać – niedawno opublikowano nagranie zestrzelonego izraelskiego drona Hermes, co pokazuje, że tamtejsza obrona przeciwlotnicza również zyskuje na skuteczności.

Hermes 900, izraelski dron
Hermes 900, izraelski dron

USA ruszają z pomocą, ale też mają problem

Wall Street Journal donosi, że Stany Zjednoczone już od miesięcy wiedzą o malejących zapasach izraelskich rakiet "Arrow". Pentagon zwiększył obecność obrony przeciwrakietowej w regionie, rozmieszczając systemy na lądzie, morzu i w powietrzu. Jednak, jak przyznają amerykańscy urzędnicy, teraz również amerykańskie zapasy przechwytujących pocisków zaczynają się kurczyć.

Jeśli konflikt potrwa dłużej, może zabraknąć rakiet nie tylko Izraelowi, ale też jego największemu sojusznikowi. To stawia pod znakiem zapytania nie tylko przyszłość tej konkretnej operacji, ale i szersze możliwości Zachodu w radzeniu sobie z długotrwałymi kryzysami wojskowymi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj