Według firmy doradczej Bain & Co. przed pandemią najbogatsi Chińczycy nabywali dwie trzecie towarów luksusowych w trakcie swoich zagranicznych wycieczek lub korzystali z usług pośredników zwanych „daigou” (z chińskiego "kupować w czyimś imieniu"), pisze Jinshan Hong dla bloomberg.com.

Do niedawna daigou to były specjalistyczne platformy internetowe lub osoby, które korzystały z pomocy Chińczyków mieszkających, studiujących lub podróżujących za granicę w zakupie i przywozie pożądanych artykułów w butikach w Europie lub Stanach Zjednoczonych.

„Obecnie podróż jest niemożliwa, a sprzedawcy Daigou są z powrotem na kontynencie (w kraju - przyp.red.) lub w Europie” - powiedział Jeff Meng, bezskutecznie poszukujący w całych Chinach zegarek marki Rolex Daytona. „Pandemia sprawiła, że ​​zdałem sobie sprawę, że w Chinach nie można łatwo zdobyć tego, na co masz ochotę.”- dodał Meng w rozmowie z bloomberg.com.

Brak chińskich turystów robiących zakupy w trakcie podróży bardzo poważnie ograniczyła wpływy finansowe największych spółek wytwarzających ekskluzywne towary. Zdaniem analityków luksusowe marki były bardzo ostrożnie budowały swoją współpracę z firmami z Chin kontynentalnych, mimo ogromnego popytu na ich produkty wśród najbogatszych mieszkańców Państwa Środka.

W przeszłości luksusowe domy mody obawiały się, że współpraca z chińskimi gigantami internetowymi, takimi jak Alibaba obniży prestiż marki, a firmy stracą kontrolę nad danymi swoich klientów. Jednak globalny lockdown, zamrożenie sprzedaży w butikach w Europie, czy Ameryce plus gwałtowny wzrost obrotów towarami luksusowymi w Chinach kontynentalnych zmusza globalne ekskluzywne marki do zmiany sposobu myślenia i podjęcia działań umożliwiających dotarcie do konsumentów na kontynencie. Trend zwiększenia wydatków w Chinach „zmusi nas do ponownego rozważenia naszej sieci sklepów. Doprowadzi to do wyraźnego przetasowania dystrybucji.” - powiedział Jean-Marc Duplaix, dyrektor finansowy Kucera, właściciela firmy Gucci, 21 kwietnia podczas rozmowy telefonicznej z Bloomberg.com.

Reklama

W Chinach zapotrzebowanie na niektóre ekskluzywne produkty w stosunku do podaży w ciągu ostatnich kliku miesięcy gwałtownie wzrosło. Przed pandemią luksusowe marki zdecydowanie unikały gromadzenia zapasów w Chinach i ograniczały lokalną produkcję do minimum. Teraz firmy będą musiały wymyślić na nowo całą strategię obsługi chińskiego rynku, gdyż każde opóźnienie dostawy będzie równoznaczne z utratą dochodu, zauważa Banta z Agility Research.

Tym bardziej, że coraz popularniejsze stają się zakupy towarów luksusowych z drugiej ręki. Jak grzyby po deszczu powstają swoiste second handy dla najbogatszych klientów, którzy szukają określonych fasonów lub modeli, jakich nie mogą znaleźć w regularnej sprzedaży w lokalnych sklepach.

Chińscy nabywcy desperacko poszukujący wyjątkowych produktów co raz częściej znajdują je na internetowych platformach oferujących używane dobra luksusowe, napędzając przy wzrost inwestycji w tego rodzaju start-upy. Ma Cheng, założyciel platformy Ponhu Technology Co., szacuje, że w związku z pandemią sprzedaż brutto w jego firmie w tym roku w porównaniu z rokiem ubiegłym wzrośnie trzykrotnie .

Po koronakryzysie Państwo Środka odzyskuje apetyt na dobra luksusowe

Chiny w dużym stopniu opanowały już epidemię koronawirusa w swoim kraju, więc klienci znowu zaczęli wydawać pieniądze. Zgodnie z szacunkami Boston Consulting Group w tym roku kontynentalny chiński rynek luksusu wzrośnie nawet o 10 proc. Dla porównaniu cały sprzedaż najdroższych marek na świecie spadnie o 45 proc.

„Chińczycy czują się niebezpiecznie w obcych krajach, dlatego kupują w domu” - powiedziała Amrita Banta, dyrektor zarządzająca w firmie doradczej Agility Research. „Marki powinny zwiększyć import do Chin i oferować szerszy i tańszy asortyment. Teraz mogą rozszerzyć zasięg o nowe miast. Nawet w tych mniejszych rośnie skłonność (konsumentów- przyp.red.) do wydawania pieniędzy.” Jak szacuje Bain & Co już w 2025 roku ponad połowa tego typu zakupów będzie realizowana bezpośrednio w Chinach kontynentalnych.

Wzmacniająco na ten trend wpłyną również decyzje polityczne Pekinu, który w obliczu najgorszego spowolnienia gospodarczego od 1992 roku dąży do utrzymania wysokiego popytu wewnętrznego. Dlatego od 1 lipca wszyscy podróżni robiący zakupy w strefie wolnego handlu w południowej prowincji Hajnan, będą mogli nabyć zwolnione z podatku towary za kwotę 100 tysięcy juanów (ok. 14 tysięcy dolarów) rocznie. Poprzednio każdy turysta mógł przewieźć na północ kraju produkty o wartości "zaledwie" 30 tysięcy juanów (ok. 4 200 dolarów). Jak podały media państwowe, pierwszego dnia po wprowadzeniu nowych przepisów sprzedaż w czterech głównych centrach handlowych wyniosła prawie 60 milionów juanów (ok. 8 milionów 400 tysięcy dolarów).

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Część chińskich konsumentów twierdzą, że pandemia nieoczekiwanie zmieniła ich sposób patrzenia na życie. Okazało się bowiem, że zakupy w kraju mogą być wygodniejsze i przyjemniejsze, i o wiele bardziej przystępne niż te robione w trakcie rzadkich wakacji lub poprzez platformy oferujące usługi Daigou. „Zdaję sobie sprawę, że jest tak miło bo mogę przymierzyć ubrania w centrach handlowych, a sprzedawcy traktują mnie jak długoterminowego klienta, a nie tylko turystę,” - powiedziała Michelle Zhang, dyrektor finansowy z Fuzhou w prowincji Fujian. „Nawet po wznowieniu globalnych podróży będę nadal robić zakupy w kraju.”

W 2019 roku dwie trzecie towarów kupowanych przez Chińczyków towarów oferowanych przez największe marki były nabywane w trakcie podróży zagranicznych. Jednak zaostrzone przez pandemie koronawirusa anty-chińskie nastroje w krajach zachodnich, a także działania Pekinu na rzecz wsparcia krajowej gospodarki poprzez zwiększenie wewnętrznej konsumpcji spowoduje, że chińscy nabywcy luksusu nie powrócą już tak licznie na europejskie, czy amerykańskie rynki. Nawet po wygaśnięciu pandemii i zakończeniu kryzysu.

Globalne marki oferujące towary luksusowe mogą odnieść sukces na chińskim rynku teraz, albo nigdy. Teraz, bo koronawrus zamykając stacjonarne kanały dystrybucji wymusił otwarcie tych elektronicznych. I właśnie teraz jest najlepszy moment na znalezienie swojego miejsca na niezwykle chłonnym chińskim rynku. Wszelkie opóźnienia w realizacji tych planów nie tylko mogą znacząco podnieść koszty wejścia z nowymi towarami do sklepów w Państwie Środka. A to oznacza, że z ekonomicznego punktu widzenia próba zaistnienia w tamtym regionie świata może nigdy nie być opłacalna