O kanadyjskich celach „Fox Hunt” (polowanie na lisa) napisał dziennik „The Globe and Mail”, potwierdzając wcześniejsze doniesienia mediów o naciskach na społeczności i organizacje chińskie w Kanadzie.

Dziennik cytował rzecznika CSIS Johna Towsenda, który powiedział, że „niektóre państwa ustawicznie próbują grozić i zastraszać wybrane osoby na całym świecie, używając do tego organizacji państwowych i organizacji działających w ich zastępstwie”. „Takie państwa jak Chińska Republika Ludowa, używają połączenia wywiadu i sił bezpieczeństwa, jak również zaufanych przedstawicieli, w prowadzeniu różnych form działań zastraszających” - dodał Towsend. Jak podkreślił „The Globe and Mail”, nielegalna działalność Chin w Kanadzie jest częścią światowej kampanii zastraszania i zagrożeniem dla suwerenności kraju i bezpieczeństwa Kanadyjczyków.

W lipcu br. dyrektor FBI Christopher Wray mówił, że podstawowym celem „polowania na lisa” jest obecnie ograniczenie krytyki Chin wśród chińskiej imigracji.

To kolejne potwierdzenie prób nacisków ze strony Chin na terenie Kanady. W październiku br. również „The Globe and Mail” publikował raport na temat wspieranego przez komunistyczny rząd Chin Instytutu Konfucjusza, który organizował lekcje mandaryńskiego w szkołach Kolumbii Brytyjskiej, „jednocześnie zwracając się do urzędników o udzielanie informacji na temat rozwoju sytuacji politycznej”. Pod koniec października w Kolumbii Brytyjskiej odbywały się wybory do parlamentu prowincji. Dziennik wskazywał, że „obawy związane z wpływami chińskiego rządu sprawiły, iż inne kuratoria w Kanadzie odrzucały propozycje Instytutu Konfucjusza, w tym w 2014 r. kuratorium szkół publicznych w Toronto (Toronto District School Board); w ub.r. prowincja Nowy Brunszwik zapowiedziała usunięcie wszystkich ośrodków Instytutu Konfucjusza do 2022 roku”.

„The National Post” informował, że na początku ub.r. dochodziło do starć z przeciwnikami Instytutu, którym jego zwolennicy zarzucali zdradę Chin.

Reklama

Dziennik przypominał też działalność Wydziału Pracy ze Zjednoczonym Frontem KPCh i wypowiedź prezydenta Chin Xi Jinpinga z sierpnia ub.r., który wezwał emigrantów, by pamiętali o „wezwaniu Partii i narodu”. Wydział Pracy ze Zjednoczonym Frontem to departament podlegający bezpośrednio komitetowi centralnemu partii komunistycznej, a jego rolą – jak wskazują specjaliści - jest zbieranie informacji dla wywiadu i nawiązywanie kontaktów, od lokalnych stowarzyszeń chińskich emigrantów przez uniwersytety do artystów. Celem jest tworzenie opinii sprzyjających Chinom.

Wydział, jak donosiła telewizja Global News, uczestniczył od połowy stycznia br. w organizowaniu w Kanadzie i na całym świecie wykupywania sprzętu ochronnego – maseczek, kombinezonów, używając nieformalnych kanałów zakupów, w tym konsulatów, przedstawicielstw państwowych firm oraz stowarzyszeń chińskich emigrantów.

Agencja The Canadian Press pisała we wrześniu 2016 r., na podstawie rządowych dokumentów uzyskanych w ramach dostępu do informacji publicznej, że chiński rząd rozesłał już wówczas ponad 70 grup policyjnych, których zadaniem było tropienie „ekonomicznych uchodźców”, uciekających z Chin z pieniędzmi. W dokumentach zacytowano informacje o nocie, którą rząd w Pekinie rozpowszechniał wśród chińskiej diaspory, naciskając na rodziny i przyjaciół „uciekinierów”, by namawiali ich do „poddania się” w zamian za lżejszy wyrok. Tymczasem, wskazywała agencja cytując m.in. przedstawicieli organizacji broniących praw człowieka, wielu „uciekinierów” to osoby ścigane przez Pekin z powodów politycznych lub religijnych.

Kanada ma trudne relacje z Chinami, w związku z zatrzymaniem w Vancouver w grudniu 2018 r. na wniosek USA wiceprezes Huawei Meng Wanzhou, toczy się obecnie jej proces ekstradycyjny. Chiny w odwecie zatrzymały dwóch Kanadyjczyków Michaela Spavora i Michaela Kovriga, premier Kanady Justin Trudeau określił kilkakrotnie takie działania Chin jako „politykę wymuszania”.