Ukraińskie drony uderzają w najczulszy punkt rafinerii
Jak podaje rosyjski kanał WCzK-OGPU na Telegramie, ostatnie ataki na rafinerię w moskiewskiej Kapotni doprowadziły do całkowitego wstrzymania wysyłki paliw z zakładu. Naprawy mają potrwać od dwóch do trzech miesięcy, jednak jedna z kolumn krakingowych została uszkodzona na tyle poważnie, że nie nadaje się do naprawy.
Podobny los spotkał rafinerie w Jarosławiu i Riazaniu. W pierwszej z nich produkcja oleju napędowego została całkowicie zatrzymana "na bardzo długi czas". Oba zakłady należały wcześniej do najważniejszych dostawców paliw dla Moskwy.
Obecnie głównym źródłem zaopatrzenia stolicy jest rafineria wraz z bazą paliwową w Nogińsku. Jej moce produkcyjne są jednak zbyt małe, aby zaspokoić potrzeby nie tylko samej Moskwy, lecz także całego obwodu moskiewskiego.
Dlaczego jedna instalacja jest tak ważna?
Instalacje krakingu katalitycznego to jedne z najważniejszych elementów każdej rafinerii. To tam ciężkie frakcje ropy naftowej są przekształcane w benzynę, olej napędowy, paliwo lotnicze i inne produkty naftowe.
W przeciwieństwie do zbiorników magazynowych nie są to konstrukcje, które można szybko odbudować. Budowa nowej instalacji zajmuje około 18 miesięcy, a jej transport i montaż kolejne kilka miesięcy. Oznacza to, że pełne odtworzenie zniszczonego układu może potrwać nawet dwa lata.
Sytuację dodatkowo komplikują zachodnie sankcje. Rosja ma ograniczone możliwości pozyskania najbardziej zaawansowanych elementów takich instalacji, dlatego nowe urządzenia może obecnie zamawiać głównie w Chinach.
Rosja szuka paliwa za granicą
Skutki ukraińskich ataków są coraz bardziej odczuwalne. Ceny benzyny na części rosyjskich stacji po raz pierwszy przekroczyły 100 rubli za litr, a w niektórych miejscach sięgają nawet 120–140 rubli. Oznacza to wydatek rzędu około 5–7 zł za litr (dla porównania w styczniu benzyna kosztowała około 65 rubli, czyli około 3 zł). Jednocześnie w wielu regionach kierowcy muszą liczyć się z reglamentacją paliwa i problemami z zaopatrzeniem sklepów wynikającymi z trudności w transporcie.
Kreml próbuje ratować sytuację na kilka sposobów. Rosja zwróciła się do Białorusi, Gruzji i Kazachstanu o dostawy paliw z tamtejszych rafinerii, wstrzymała eksport paliw z własnych zakładów, a także sprowadza je z należącej do rosyjskich podmiotów rafinerii w Indiach. Według doniesień w Kabardo-Bałkarii i Dagestanie rozważany jest nawet powrót tzw. „samowarów”, czyli prymitywnych mikrorafinerii, które przed laty zostały zdelegalizowane z powodu ogromnych szkód dla środowiska. Jeśli tempo i skuteczność ukraińskich uderzeń utrzymają się, problemy rosyjskiego sektora paliwowego mogą potrwać jeszcze wiele miesięcy. Tym razem celem nie są bowiem łatwe do odbudowy zbiorniki paliw, lecz najważniejsze instalacje rafinerii, których odtworzenie wymaga wielu miesięcy pracy i dostępu do zaawansowanych technologii.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
